Rozdział siódmy

1.6K 135 34
                                                  

Nadia POV:

Siedzę jak trusia, nerwowo podrygując nogą i obserwując siedzącego po drugiej stronie pokoju mięśniaka. Przysięgam, że nigdy nie widziałam takich mułów! Mam przeczucie, że mógłby zabić jednym machnięciem tej wielkiej łapy, czego nie zamierzałam testować. Byłam zdezorientowana i zaskoczona, kiedy Victor pojawił się na parkingu i zgarnął mnie do hotelu, zostawiając bez słowa pod obstawą ów faceta. Nie wypowiedział do mnie słowa, a tym bardziej nie zaszczycił mnie odpowiedziami na zadane przede mnie pytania. Czas mijał, a ja traciłam cierpliwość. Minęła ponad godzina bezczynności i jeśli chciałam wykaraskać się z tej popieprzonej sytuacji, musiałam działać.

- Muszę siku - mówię pewne, starając się nie zdradzić zdenerwowania. Osiłek mruczy coś pod nosem, kiwając głową w stronę toalety. Czmycham z salonu, docieram do toalety i zamykam drzwi. Doskonale wiem, że nie znajdę tutaj niczego, czym mogłabym się obronić. W szafce znajduję jedynie rolkę papieru toaletowego i małe buteleczki z płynem pod prysznic i szamponem do włosów. Nawet nie mam przy sobie mojego ulubionego gazu pieprzowego, który w tym momencie byłby zbawienny - Szlag by to - burczę wkurzona, nerwowo przeczesując włosy. Muszę działać, inaczej będzie za późno. Nie mam pojęcia, czego Victor może ode mnie chcieć i wcale nie chcę tego wiedzieć - Do dzieła. Albo teraz, albo nigdy - mobilizuję samą siebie, dla zmyłki odkręcam kurki z wodą i opuszczam łazienkę, nasłuchując uważnie. Od osiłka dzieli mnie długi korytarz i na moje szczęście toaleta znajduje się tuż przy drzwiach wejściowych.

- Tak, szefie. Wszystko jest w porządku. Nie spuszczam jej z oka - słyszę cichą rozmowę, a na wzmiankę o szefie robi mi się niedobrze. Czy rozmawia z Victorem? Czy to on jest tym szefem? Czy to jest właśnie jego zemsta? - Rozumiem. Poczekamy na szefa.

Nie czekam na dalsze rewelacje. Chwytam leżącą na komodzie torebkę i w tym momencie koleś pojawia się na korytarzu. Przez chwilę patrzymy na siebie, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy. Jestem sparaliżowana strachem i świadomością, że w walce z nim nie mam najmniejszych szans. Jest potężny, napakowany i mierzy pewnie ze dwa metry. Jedyną opcją jest... bieg. I to własnie robię, rzucam się do drzwi i oddycham z ulgą, że nie są zamknięte.

- Nie waż się! - słyszę za sobą jego głos, ale nie odwracam się za siebie. Biegnę ile sił w nogach, mijam windę i docieram na klatkę schodową. Pokonuję po dwa schodki, dziękując recepcjoniście za pokój na drugim piętrze! - Ty mała dziwko! Dostaniesz za to, obiecuję ci! - słyszę go lepiej niż się spodziewałam, a to znaczy, że mam godnego przeciwnika. Kiedy wypadam z hotelu jak wystrzelona z procy, pierwszy raz oglądam się za siebie nie dostrzegając osiłka. Pilotem otwieram drzwi, wsiadam do środka i uruchamiam silnik. Ledwo wrzucam bieg, a osiłek wali dłońmi w dach. Podskakuję przerażona i ruszam z piskiem, nie zwracając uwagi na przeciwka.


Przez całą drogę facet próbuje mnie dogonić. Nigdy nie brałam udziału w pościgu, nie mam pojęcia, jak mam go zgubić, ale w tym momencie po prostu gnam przed siebie z sercem w gardle. Jakimś cudem muszę dotrzeć do Jasona, bo jest jedyną osobą, która będzie w stanie mnie obronić. Dochodzi dwudziesta pierwsza trzydzieści, ruch jest niewielki i to daje mi nadzieję na dotarcie na miejsce w jednym kawałku.

Niestety światła błyskające we wstecznym lusterku nie znikają, choć dzieli nas bezpieczny odstęp. Pozostaje mi tylko jedno wyjście, które nagle świeci w mojej głowie niczym neon. Wciskam gaz, aby oddalić się na tyle, ile możliwe i docieram do znanego mi skrótu. Jason pewnego dnia zdradził mi tę drogę, dzięki czemu omijaliśmy korki i szybciej docieraliśmy do miasta. Wyłączam światła, co jest ryzykowne i odbijam w nierówną, żwirową drogę. Jadę powoli, aby nie wzniecać kurzu i gapię się w lusterko, modląc się, aby osiłek pojechał dalej. Pojechał.

Dirty Revenge - Part IIWhere stories live. Discover now