Rozdział szósty

Zacznij od początku
                                                  

- Wezmę tylko kilka rzeczy. Po resztę przyjdę, kiedy ciebie nie będzie - wkładam do torby kosmetyki i zgarniam z półki szczotkę do włosów.

- Proszę, nie odchodź. Daj mi trochę czasu na przemyślenia, na ułożenie sobie wszystkiego od nowa. Potrzebuję cię, gołąbku.

- Nie potrzebujesz - patrzę mu w oczy i kiedy widzę ten wzrok, tama pęka. Zalewam się łzami, które moczą moje policzki i skapują na bluzę. Jeszcze wczoraj byłam taka szczęśliwa, a dzisiaj moje serce ponownie pęka, roztrzaskując się na kawałki. Nie wierzę - Jestem pewna, że jutro się z nią spotkasz, bo cię o to poprosi. Nie chcę tak żyć, Jason - zasłaniam usta dłonią i beczę jak małe dziecko, pokazując mu swoją słabość, jak i rozpacz. Bo jestem zrozpaczona. Bo kocham go i jednocześnie go tracę.

- Boże, Nadia - podchodzi i przytula mnie do siebie, mimo mojego sprzeciwu. Ignoruje napór moich dłoni na swój tors, rzuca torbę na podłogę i tuli mnie, jakby próbował tym uściskiem mnie pocieszyć - Kocham cię, tak bardzo cię kocham. Nie spotkam się z nią więcej, nie dam jej szansy, odetnę się całkowicie. Tylko błagam cię, zostań.

- Wiesz, że n-nie mogę - jąkam się przez szloch, który wstrząsa całym moim ciałem. To zbyt wiele.

- Możesz. Jesteś moją narzeczoną, poprosiłem cię o rękę. Zgodziłaś się! Nie możesz mnie teraz zostawić.

- Ona jest twoją żoną, Jason. Dopóki nie załatwisz tej sprawy, między nami nic się nie ułoży - odpycham go, sięgam po torbę i schodzę na dół, w biegu zakładając trampki.

- Naprawdę masz zamiar wyjść? Tak po prostu się poddajesz?! Walczyłem o ciebie, czy nie powinnaś zrobić tego samego?! - krzyczy, waląc dłonią w ścianę. Stoję w miejscu niezdolna do ruchu, jedynie łzy nie przestają lecieć. Ma rację, powinnam walczyć. Powinnam pokazać jego żonie, że jest za późno na powroty, na układanie nowego życia. Teraz ja jestem numerem jeden, Jason Daniels należy do mnie. Problem polega na tym, że przed oczami mam jedynie ten pocałunek, jego uśmiech, szczęście. Nie tak wygląda człowiek, który po ośmiu latach spotyka żonę. A może jednak tak? Skąd mam to wiedzieć?

- Nie wiem, czy mam szansę wygrać. To twoja żona, kochasz ją - odwracam się, mierząc z jego wściekłym spojrzeniem. Widzę, jak bardzo jest rozdarty - Jeśli przysięgniesz w tym momencie, że nic do niej nie czujesz, absolutnie nic... zostanę. Będę walczyć i nie poddam się za nic w świecie. Musisz jedynie odpowiedzieć szczerze.

- Nadia - oddycha ciężko i zamyka oczy. Stoję jak zagubione dziecko, czekające na iskierkę nadziei. Pragnę się w niego wtulić, poczuć to, co czułam jeszcze wczoraj, ale uparcie stoję w miejscu, dając mu czas. Nie musi odpowiadać, ja już wszystko wiem. Teraz on sam musi przyznać przed sobą, że Laura nie jest mu obojętna, że upływ czasu nie zmienił jego uczuć - Nie odpowiem na to pytanie.

- Owszem, odpowiesz. Ja byłam z tobą szczera, Jason. Nigdy cię nie okłamałam. Myślę, że należy mi się prawda. Mam dość oszustów w swoim życiu - zaciska szczękę na wzmiankę o Victorze i otwiera oczy, wlepiając je we mnie. Kiedy uchyla usta, przygotowuję się na prawdę, na ponowy rozpad mojego serca, życia. Bo wiem, co powie. Bo wiem, że to zniszczy mnie kolejny raz.

- Masz rację. Uczucie do Laury gdzieś się jeszcze tli - uśmiecham się, po prostu bezradnie się uśmiecham, ponieważ nie znajduję odpowiednich słów, aby cokolwiek z siebie wykrzesać. W porównaniu do mnie Jason stoi załamany, pokonany, jakby prawda, do której się własnie przyznał, była koszmarnie ciężka - Zostań - szepcze cicho, błagając mnie spojrzeniem. Muszę znaleźć w sobie ogrom siły, aby zmusić nogi do ruchu. Podchodzę, staję na palcach i składam na jego ustach czuły pocałunek. Próbuje go pogłębić, wsunąć język do środka, na co mu nie pozwalam. Ostatni raz patrzę w te piękne oczy, dotykam nieogolonego policzka i odwracam się, chwytając torbę i opuszczając jego dom, w którym spędziłam ostatnie dziewięć miesięcy swojego życia.

Dirty Revenge - Part IIPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz