Rozdział szósty

1.4K 135 38
                                                  

Nadia POV:

Po wysłaniu jakże żałosnego esemesa, próbuję zmusić nogi do ruchu i odejść z godnością. Nim mam szansę ruszyć choćby palcem, Jason gwałtownie przekręca głowę, jakby wyczuł moją obecność. Jest przerażony tym, iż nakryłam go na gorącym uczynku. Gdybym była na jego miejscu, rozkwasiłby tego faceta na miazgę, nie pozostawiając po nim nawet śladu. Powinnam zrobić to samo? Pójść tam i wyszarpać Laurę za włosy?

- Nadia! - krzyczy głośno i dopiero w tym momencie orientuję się, że wybiegł z kawiarni. Dzieli nas jedynie ulica i już będzie obok mnie. Sęk w tym, że nie chcę go widzieć, a tym bardziej rozmawiać. Po co słuchać tłumaczeń, skoro doskonale wiem, jak zabrzmią? To nie tak, jak myślisz. To ona mnie pocałowała. Nie chciałem tego. Czyż to nie zawsze tak wygląda? - Nadia, kotku! - budzę się z transu, obserwując, jak rozgląda się i czeka, aż będzie mógł przebiec ruchliwą jezdnię. To moja szansa. Zrywam się, biegnę do swojego samochodu i wsiadam, przed tym ponownie słysząc swoje imię. Ruszam z piskiem opon, nie odwracając się za siebie.

Z pełnią świadomością, że jedzie za mną, zmierzam do jego domu i po paru minutach parkuję na podjeździe. Wyskakuję z samochodu, otwieram drzwi i wpadam do środka, a on zaraz za mną. Jest wściekły, co mało mnie obchodzi. Nie chcę z nim rozmawiać, w samotności muszę poradzić sobie z tym, do tego doszło i pomyśleć, co robić dalej. To oczywiste, że Jason nadal coś czuje do swojej żony, inaczej odsunąłby się od niej natychmiast.

- Porozmawiajmy - zaczyna, dysząc ciężko. Popełniłam błąd, przyjeżdżając tutaj. Powinnam była pojechać do Connie - Nadia, do cholery!

- Nie krzycz - zsuwam buty, odkładam torebkę i idę prosto na górę, po czym szybko przebieram się w legginsy, bluzę i robię to, o czym marzyłam... wchodzę pod kołdrę i owijam się po samą szyję.

- Wiem, co widziałaś, gołąbku. Wiem, że to cię zabolało, miało prawo, ale cholera! - podnosi głos, przechodząc na drugą stronę łóżka. Stoi przy brzegu, wpatrując się prosto we mnie. Zamykam oczy, bo nie mam odwagi na niego patrzeć - Kocham cię, wiesz o tym. Laura pojawiła się tak nagle, nie wiem, co mam o tym myśleć. Nie zamierzałem jej całować, to ona chciała spróbować - spróbować? Ach, jak to ładnie brzmi - Prosiła mnie również o szansę. Szansę dla nas - te słowa są jak cios prosto w serce. Nie wytrzymuję, zrywam się na równe nogi, biegnę do garderoby i sięgam po podręczną torbę podróżną. Pakuję jedynie kilka rzeczy, tych najpotrzebniejszych i przechodzę do łazienki - Co ty wyprawiasz?!

- Pakuję się. Nie mogę tutaj zostać - zaciskam usta, próbując powstrzymać łzy. Nie chcę płakać. Nie przy nim.

- Nie pozwalam ci na to! Jesteś moją narzeczoną, nie możesz, kurwa, odejść! Ten pocałunek nic nie znaczył!

- Naprawdę?! - wydzieram się, gwałtownie odwracając w jego stronę. Mój wybuch go zaskakuje - Gdybym to ja kogoś pocałowała, pewnie wbiłbyś tego nieszczęśnika w asfalt, ale tobie wolno, prawda?! Ledwo się pojawiała, a już do niej poleciałeś!

- To nieprawda! Chciałem jedynie porozmawiać, wyjaśnić kilka rzeczy! Nie widziałem jej osiem lat, myślałem, że nie żyje!

- I co? Czy jej usta są wystarczającym potwierdzeniem, że żyje i ma się, kurwa, dobrze?!

- Nie planowałem tego pocałunku, przysięgam! Zaskoczyła mnie. Jezu, Nadia!

- Co? Co Nadia? Mogłeś się odsunąć, widziałam na własne oczy, ile to trwało. Podobało ci się, co?

- Nie wiem - odpowiada spokojnie, zadając kolejny cios - Zrozum mnie, jestem w szoku! Opłakiwałem jej śmierć przez lata, obwiniałem siebie za to, co się stało! Kochałem ją, była miłością mojego życia - słysząc te słowa wiem już, że nasza przyszłość skazana jest na porażkę. Nawet gdyby nie dał jej szansy, o którą poprosiła, nie mógłby żyć ze mną, mając świadomość, że ona jest gdzieś blisko. Nie będę tą drugą, nie skażę siebie na takie życie.

Dirty Revenge - Part IIWhere stories live. Discover now