Rozdział L

717 38 3
                                                  

Wakacje przebiegły intensywnie. Mimo wszystko, dawno nie czuli się tak wypoczęci i naładowani energią. Dzieci były radosne i opalone, a rodzice uśmiechnięci i zrelaksowani.
Magiczne chrzciny Toma i Emmy były uroczystością wyjątkową i bardzo wzruszającą, choć jej znaczenie bardziej odczuli dorośli, niż główni bohaterowie. Rodzicami chrzestnymi Toma zostali Anita i George, zaś Emmy Luna i Neville. Początkowo, rodzicami chrzestnymi Emmy mieli zostać Ginny i Bruno, ale musiała nastąpić zmiana planów, ze względu na fakt, iż Dumont'owie spodziewali się dziecka. Istnieje w magicznym świecie przesąd (tak, tak, czarodzieje są bardzo przesądni), że nie bierze się na matkę chrzestną kobiety ciężarnej bo jedno dziecko drugiemu odbierze magię.
W Hiszpanii spędzili cudowne trzy tygodnie, w tym jeden w towarzystwie Minervy McGonagall, która sama przyznała, że potrzebowała kilku dni takiego prawdziwego urlopu.
Byli właśnie w swoim domu przy Spinner's End. Zbliżał się ostatni weekend sierpnia, a z nim wesele Anity i George'a. Uroczystość i przyjęcie miały się odbyć w kawiarni Ginny. Pani Dumont, pomimo ciążowej senności, była w swoim żywiole i razem z panną młodą zajęła się organizacją wesela. Były tak zaangażowane, że George się śmiał, iż niewiele brakowało, a zapomniałyby uwzględnić jego osobę w tym ślubie.
Snape'owie siedzieli w ogrodzie, to znaczy, Hermiona leżała w hamaku i nuciła przytulonej do niej Emmie, zaś Severus huśtał Toma na huśtawce. Typowe letnie popołudnie w rodzinnym gronie.
W tym samym czasie, w gabinecie dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, obecna dyrektor Minerva McGonagall od dziesięciu minut słuchała tyrady swojego poprzednika na temat tego, jaki jest genialny i wszystko przewidział. Kobieta żałowała, że nie można rzucić Silencio na obraz bo miała już powyżej uszu przechwałek Albusa.
- Wiedziałem, że Hermiona i Severus do siebie pasują. - powtarzał po raz kolejny, starzec. - Co prawda, nie przewidziałem, że zostaną rodzicami zastępczym mojego prawnuka, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
- Czy możesz się wreszcie zamknąć, Albusie? - warknęła zirytowana Gryfonka.- Powtarzasz to samo od kwadransa. Dobrze, przyznaję. Miałeś dobry pomysł, by wyswatać Hermionę i Severusa. Przypominam Ci jednak, że nie przewidziałeś, że Hermiona opuści świat magii i niewiele brakowało, a skończyłoby się tragedią.
- Ale na szczęście się nie skończyło. - siwobrody nie dawał za wygraną.
- Nie zapominaj także, że przez Ciebie i twoje pomysły, Hermiona musiała leżeć przez kilka tygodni, a niewiele brakowało, by stracili swoje dziecko.
- Ale wszystko skończyło się pomyślnie. Nie rozumiem, czym się denerwuje, Minnie? - wydawało się, że nic nie jest w stanie popsuć humoru Dumbledore'a.
- Twoją krótkowzrocznością, uporem, zadufaniem w sobie i samouwielbieniem. - wyliczała, coraz bardziej kipiąc ze złości. - I nie nazywaj mnie Minnie! - wyszła tak głośno trzaskając drzwiami, że obudziła większość portretów.
- Dobrze, dobrze. - mężczyzna podniósł ręce w geście obronnym. - Rozumiem, że nie wszystko przewidziałem i wyszło z tego trochę kłopotów. Ale w ostatecznym rozrachunku, przecież wszystko się poukładało i wyszło zgodnie z moim planem.
- Jak Ty nic nie rozumiesz i nic nie rozumiesz, Albusie. - mruknął jeden z poprzednich dyrektorów zanim ponownie zapadł w drzemkę.

Ginny i Anita stanęły na wysokości zadania. Kawiarnia wyglądała pięknie. Zewsząd zwisały girlandy pełne kwiatów. W ogródku nie było stolików i parasoli. Ich miejsce zajęły rzędy białych krzeseł i długi, biały dywan między nimi, na końcu którego stało oplecione girlandami kwiatów podwyższenie, na którym stał Filius Flitwick, jako Mistrz Ceremonii ślubnej. Obok niego stał przejęty George w eleganckiej granatowej szacie ze złotymi wypustkami oraz w podobnej szacie, tylko bez złotych wypustek, Charlie Wesley, jako pierwszy drużba. Każdy, kto na nich patrzył myślał, że gdyby nie wojna, na miejscu Charliego stałby Fred, lustrzane odbicie George'a, bez którego zdawało się, że drugi z bliźniaków, nie będzie potrafił żyć.
Rozbrzmiała muzyka i wejściu stanęła Mionka w złotej sukience, z koszyczkiem płatków białych róż. Za nią szedł Tom, niosący na złotej tacy różdżki Państwa Młodych. Za Tomem kroczyła Poline, w identycznej sukience, jak ta Mionki, niosła na białej poduszeczce obrączki.
Muzyka się zmieniła i na dywan wkroczyła, pod ramię ze swoim dziadkiem, Anita.
Piękna, lekko mieniąca się złotem suknia, podkreślała fantastyczną figurę Panny Młodej. Delikatny jak mgiełka welon ciągnął się jeszcze metr za nią, a białe róże w bukiecie, dopełniały całości.
- Mnie do ołtarza prowadził dziadek. - pomyślała ze smutkiem Hermiona. - Bo mój tata nie żyje. Anitę prowadzi dziadek bo ojciec nie chce jej znać.
Ceremonia była podobna do zaślubin Snape'ów. Różnica polegała na tym, że tu Ginny i Charlie, jako świadkowie rzucali zaklęcie na różdżki nowożeńców, by połączyć ich magię.
Wesele trwało w najlepsze, gdy w drzwiach kawiarni stanęła wysoka brunetka w szmaragdowej sukni. Patrzyła na tańczących Anitę i George'a ze łzami w oczach, nerwowo mnąc w dłoniach torebkę. Młodzi, gdy tylko ją zobaczyli, natychmiast do niej podeszli.
- Anitko. - kobieta niemal się rozpłakała. - Przepraszam. Wybacz mi, córeczko. - młoda pani Wesley także zalała się łzami i rzuciła kobiecie na szyję.
- Tyle lat na to czekałam, mamo.
- Wiem, kochanie. - Byłam głupia, że tyle czasu słuchałam ojca. Powinnam być przy Tobie.
- Dlaczego mama płacze? - dziewczynka w złotej sukience pociągnęła Pana młodego za rękaw. - I kim jest ta pani, George?
- To jest moja mama. - Anita oderwała się od matki. - A twoja babcia, Poline.
- Poline?- kobieta popatrzyła na córkę wielkimi oczami.
- Tak, dałam córce twoje imię. - odparła z delikatnym uśmiechem. - A to jest mój mąż, George.
- Tak, mieliśmy okazję się poznać. - uśmiechnęła się nieśmiało, patrząc na zięcia. - Przepraszam, że dałam się poznać z nienajlepszej strony.
- Ale teraz nadrobimy wszystko. - rudzielec szczerze uśmiechnął się do teściowej i poprowadził ją na parkiet.
Minerva McGonagall obserwowała tę scenę i była szczerze dumna ze swoich podwładnych. Tak, postanowiła zatrudnić George'a na stałe. Miał świetny kontakt z dziećmi. Uczniowie go uwielbiał. Poza tym, i bez brata bliźniaka był duszą towarzystwa, a jego innowacyjne pomysły niejednokrotnie pomogły w rozwiązaniu problemu. Przez wakacje zorganizowała mu kursy uzupełniające wiedzę z Transmutacji, a od września miał rozpocząć przyspieszony kurs, by ukończyć Hogwart, a potem zacząć kursy pedagogiczne, by spełnić wymogi Ministerstwa.
Oj tak, George'a Wesley'a czekał bardzo intensywny rok szkolny.
Odwróciła głowę w drugą stronę i ujrzała Hermionę kołyszącą na kolanach Toma i Severusa karmiącego Emmę mlekiem w butelce. Starszej czarownicy zrobiło się ciepło na sercu. To była jej rodzina. Zależało jej na nich i ich szczęściu. Była wdzięczna Dumbledore'owi, że postanowił ich ze sobą wyswatać. Ale jednocześnie była na niego wściekła, że tak mało brakowało, a straciłaby tych kilka osób, tak dla niej ważnych. Gdyby coś poszło nie tak i albo umarłby Severus, albo straciliby Emmę, ta rodzina by się rozpadła i to byłaby jego wina, choć on nie przyjmuje tego do świadomości. Tego nie potrafiła mu wybaczyć.
- Zatańczymy, pani profesor? - z rozmyślań wyrwał ją Charlie Wesley.
- Bardzo chętnie. - uśmiechnęła się do byłego ucznia.
- O czym myślała pani tak intensywnie, jeśli mogę zapytać? - zagadnął rudzielec w czasie tańca.
- O życiu, o miłości, o rodzinie, o kolejach losu, na które nie zawsze mamy wpływ. Takie tam medytacje starej baby. - machnęła ręką.
- Jeszcze nie takiej starej. - odpowiedział, obracając ją pod ręką. - I kto wie, co jeszcze w życiu Panią czeka.
- Miły jesteś. - lekko się zarumieniła. - A jak u Ciebie sprawy sercowe, jeśli mogę spytać?
- Bardzo dobrze. - mężczyzna rozpromienił się. - Jestem zaręczony. Ale nie przywiozłem Adrian, ze względu na brata. To jego wesele i nie chciałem kraść mu show. Na nas przyjedzie odpowiednia pora.
- Zatem, gratuluję i życzę szczęścia. - odpowiedziała.
- Dziękuję w imieniu swoim i Adriany. - ukłonił się, odprowadzając byłą nauczycielkę do stołu. - Na pewno zaprosimy Panią na wesele.
- Dziękuję. Na pewno przyjdę. - odparła. - Severus miał rację. - myślała, gdy została sama. - Wszystkie pokolenia moich uczniów, to moje dzieci i jestem z nich w większości dumna. - ze smutkiem pomyślała o Ronaldzie, który także powinien tu być, na weselu brata, a nie gnić w Azkabanie. - I cieszę się ich szczęściem. - znów popatrzyła na tańczących nowożeńców, Hermionę i Severusa, Charliego, który tańczył z Ginny, Lunę i Neville'a oraz Harrego i Draco, bawiących się w kółeczku z Tomem, Poline i Mionką. - uśmiechnęła się szeroko.

Bratnie duszePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz