Rozdział dwudziesty pierwszy - epilog

3.6K 234 41
                                                  

Jason POV:

Parkuję przed domem, wysiadam z samochodu i dzwonię do drzwi. Jestem trochę zestresowany i martwię się o Nadię. Nie mam pojęcia, dlaczego to zrobiła i nie zaczekała na mnie. Powinna była to zrobić. W mojej obecności byłaby bezpieczna.

- Och, to ty - w drzwiach wita mnie Isabella. Przewraca oczami i łaskawie wpuszcza mnie do środka.

- Przeszliśmy na ty? Dobrze wiedzieć - prycham pod nosem, mijając ją - Wiem, że Nadia tutaj jest.

- Owszem, jest. Z samego rana ściągnęła nas z łóżka. Weszła jak do siebie i zaczęła się pakować.

- Jakby nie patrzeć, mieszkała w tym domu przez cztery lata, więc jest u siebie - kręcę głową, biegnę na górę i zmierzam do sypialni, w której tak wiele razy spała z tym sukinsynem. Jakież jest moje zaskoczenie, kiedy dobiegają mnie zza drzwi podniesione głosy. Uchylam je i staję jak wmurowany. Co to ma być?!

- Musiałaś to zrobić, prawda? - Victor syczy przez zęby, przyciskając biedną Nadię do ściany - Polazłaś do swojego tatusia i wypaplałaś mu prawdę! Dlaczego, huh?! Nie mogłaś się zamknąć?! - uderza pięścią tuż obok jej głowy, aż się wzdryga. Widzę na jej twarzy szok i przerażenie - Odwołaj to, Nadia, dobrze ci radzę!

- A ja ci radzę zabrać łapska od mojej kobiety! - odskakuje zaskoczony, uwalniając Nadię - Czy ty się przypadkiem nie zapominasz, Koslov?! Jakim prawem jeszcze ją straszysz?!

- Nie straszę jej. Po prostu radzę, aby porozmawiała z ojcem i odkręciła całą sytuację.

- Nie zrobi tego, osobiście tego dopilnuję. Myślisz, że przez tyle lat robienia jej w chuja, wciskania kitu, nie należy ci się żadna kara?! Co z ciebie za człowiek, do kurwy nędzy?! Złamałeś jej serce, zrobiłeś to z jebaną premedytacją, a teraz nie chcesz ponieść konsekwencji? Mam ochotę wpakować ci kulkę w łeb!

- Och, daruj sobie! Wcale nie musiała mówić mu prawdy, mogła to przemilczeć i wszystko byłoby w porządku. Zemściła się na mnie.

- Oczywiście, że się, kurwa, zemściła, bo miała do tego prawo! Otwórz oczy! Twoje bajkowe życie dobiegło końca. Ojciec Nadii kopnie cię w dupę i spadniesz z tego szczytu tak szybko, jak się tam dostałeś! Nie zapominaj o mnie i o naszej inwestycji.

- Możesz walczyć, szkoda tylko twojego cennego czasu. Nie ustąpię ci, nie wpakujesz mnie na minę.

- Sam się na nią wpakowałeś. Mogłeś grać uczciwie, nie ranić ludzi kosztem swojego dobra!

- Wyjdź, Victor. Proszę - Nadia szepcze cicho, poprawia bluzkę i podchodzi do szafy - Niedługo skończę i nigdy więcej mnie nie zobaczysz - Victor wzdycha ciężko, posłusznie wychodzi i zamyka za sobą drzwi. Opieram się o ścianę, zakładam ręce na piersiach i nie spuszczam z niej oczu. Jestem wkurwiony, że uciekła z mojego domu, nie mówiąc ani słowa o swoich planach - Zaraz zabijesz mnie spojrzeniem.

- Och, mam na to ogromną ochotę, wierz mi. Co to ma znaczyć, huh? Dlaczego to zrobiłaś?

- Bo chciałam, okej? - siada na podłodze, składa bluzki i wkłada je do walizki. Pod ścianą stoi z dziesięć kartonów - Sama chciałam się z tym zmierzyć, nie jestem dzieckiem, nie musisz prowadzić mnie za rękę.

- Nie mam zamiaru tego robić. Jeśli chciałaś przyjechać sama, w porządku. Mogłaś mnie tylko o tym poinformować.

- Poważnie? I tak chętnie, bez żadnego sprzeciwu puściłbyś mnie do mojego nie-męża? Jasne.

- Fakt, pewnie próbowałbym cię zatrzymać albo pojechać z tobą. Tak czy siak, powinnaś była mi powiedzieć.

- Ale nie powiedziałam i nie drążmy tego tematu. Skąd u licha wiedziałeś w ogóle, gdzie mnie szukać?

Dirty Secrets - Part IWhere stories live. Discover now