KRozdział XLVIII

701 44 2
                                                  

Ronald niegdyś Wesley przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów. W trakcie przesłuchania przyznał się, że zamierzał wtedy w kawiarni zabić Hermionę i Ginny. Obie zostały wezwanie do złożenia zeznań. Na szczęście nie spotkały wtedy Rona, a tego obawiały się najbardziej. Hermionie w przesłuchaniu towarzyszył Severus. Mimo, iż został zobligowany do zachowania milczenia oraz zatrzymania w tajemnicy wszystkiego, co usłyszy, siedział obok żony i pokrzepiająco ściskał jej dłoń.
W ostateczności, na podstawie zebranych dowodów, zeznań pokrzywdzonych, świadków oraz samego oskarżonego, Ronald niegdyś Wesley został skazany na dwadzieścia lat w Azkabanie.
Wszystkie te wydarzenia mocno odbiły się na samopoczuciu i nastroju Hermiony. Severus miał nadzieję, że mający się odbyć za trzy dni bal pozwoli jego żonie zapomnieć o przykrych wydarzeniach i poprawi nastrój.

W dniu balu odwołane zostały wszystkie lekcje. I tak był to ostatni dzień przed ucztą pożegnalną, więc prowadzenie zajęć nie miało najmniejszego sensu. Zabawne było to, że od lunchu na szkolnych korytarzach można było spotkać tylko męską część najstarszych klas. Dziewczęta robiły się na bóstwa przed balem. Severus słyszał, jak jego Ślizgoni narzekają, że dziewczyny zamieniły pokój wspólny w salon piękności i nie da się przejść nie potykając o kiecki, buty i inne babskie wynalazki.
Hermiona nie miała czasu się szykować cały dzień, jak uczennice. Miała dwoje dzieci, z których młodsze miało niecały miesiąc. Wszystko robiła w tak zwanym międzyczasie i dziękowała za magię, dzięki której wszystko trwało krócej, chociażby suszenie lakieru na paznokciach.
Kiedy była wreszcie gotowa, Severusowi odjęło mowę na widok żony. Stał z szeroko otwartymi oczami i ustami, nie będąc w stanie wydobyć z siebie ani jednego dźwięku, który możnaby było zakwalifikować jako element mowy ludzkiej.
- Zacytuję mojego znakomitego profesora Eliksirów. - zaśmiała się, widząc reakcję męża. - Zamknij usta bo wyglądasz, jak ryba wyjęta z wody. - poskutkowało. - Rozumiem, że Ci się podobam. - uśmiechnęła się, chwytając go pod ramię.
- Uhm.- mruknął. - To znaczy bardzo. - dodał po chwili, odzyskują kontrolę nad aparatem mowy. - Jak by Ci dodać diadem Roweny, mogłabyś być jej następczynią.
- Rzeczywiście.- niemal pacnęła się w czoło. - Rowena zawsze na portretach jest w niebieskiej sukni. Za to Ty, mój drogi. - zlustrowała męża wzrokiem. - Nie bardzo przypominasz potomka Salazara.
- No tak. Za mało zieleni. - uśmiechnął się.
- I masz za dużo włosów. - zachichotała.
- Rzeczywiście, Salazar dość szybko był łysy. - na takiej rozmowie zeszła im droga do Wielkiej Sali.
Weszli akurat, gdy Prefekci Naczelnik oraz reprezentacji poszczególnych domów z siódmych klas mieli otworzyć bal tańcem.
- Od razu przypomina mi się nasz bal w czasie Turnieju Trójmagicznego. - uśmiechnęła się do swoich wspomnień.
- Ten, na którym byłaś z Krumem? - odpowiedział pytaniem na pytanie Snape.
- To był jedyny bal w moim życiu, aż do dzisiaj. - odparła.
Gdy taniec otwierający się zakończył, głos zabrała Minerva McGonagall. Dyrektorka ubrana w bordową długą suknię z długim rękawem, trapezową spódnicą wyglądała bardzo szykownie. Niby prosto i skromnie, a jednak tak inaczej niż w tradycyjnej czarodziejskiej szacie. Podziękowała wszystkim za przybycie, wygłosiła kilka słów pożegnania dla siódmego roku i życzył wszystkim udanej zabawy.
- Chodź, pokażemy tym gówniarzom, jak się tańczy. - podał jej rękę, gdy orkiestra zaczęła grać pięknego walca.
Severus ubrany w elegancki surdut bez szaty wierzchniej wyglądał na jeszcze wyższego i szczupłego. Jego małżonka, mimo wysokich obcasów, wydawała się być przy nim drobiutka i delikatna.
Gdy zaczęli tańczyć uczniowie rozsunęli się na boki, robiąc im więcej miejsca. W ostateczności byli jedyną tańczącą parą. Wszyscy przyglądali się parze profesorów sunących po parkiecie w najwytworniejszym walcu, jaki większość z nich widziała w życiu. Samym tańczącym nie przeszkadzało, że są w centrum uwagi. Skupieni na tańcu, patrzyli sobie głęboko w oczy. Resztę świata dostrzegli, gdy skończyła się muzyka i rozległy gromkie brawa dla nich. Hermiona oblała się gorącym rumieńcem, zaś Severus przybrał maskę surowej obojętności i tylko ona widziała jak jego oczy skrzą radośnie. Ukłonili się i poprowadził żonę z powrotem do stołu nauczycielskiego.
Bal trwał w najlepsze. Hermiona tańczyła z Nevillem i George'em oraz kilkoma uczniami, przede wszystkim tańczyła ze swoim mężem.
Właśnie usiadła przy stole, by odpocząć po szalonym tańcu w kółeczku z uczniami. Co bardzo ją cieszyło, w trakcie zabawy nie było podziałów na domy i wszyscy uczniowie potrafili bawić się razem. Obserwowała tańczących. Patrzyła z uśmiechem jak Minerva przekomarza się w tańcu z Severusem. Mimo, że początkowo miała wyrzuty sumienia, że zostawia dzieci z Gwiazdką, teraz cieszyła się, iż zdecydowała się przyjść. Chyba tego właśnie potrzebowała, pobyć między ludźmi, potańczyć, pobawić się i poczuć się kobietą, nie tylko matką.
Wodziła wzrokiem po osobach znajdujących się na parkiecie, gdy jej uwagę przykuł niecodzienny widok. Otóż niedaleko od wejścia stała Anita Wrangler z ogromnym uśmiechem na ustach, a przed nią klęczał George Wesley i coś do niej mówił. Dziewczyna pokiwała głową twierdząco i rzuciła się mężczyźnie na szyję.
- Miłość kwitnie w Hogwarcie. - mruknęła do siebie.
- Cóż takiego przykuło Twoją uwagę, że nie zwracasz jej na mnie? - zapytał Severus, siadając obok niej.
- Patrzę, jak powiększa się rodzina Weasley'ów. - odparła, opierając się plecami o jego tors.
- Że co? - uniósł brew zaskoczony.
- Wygląda na to, że właśnie George oświadczył się Anicie. - wytłumaczyła.
- To pewnie w naszym napiętym grafiku wakacyjnym musimy uwzględnić czas na wesele w Norze. - pocałował ją w skroń. - Niedługo koniec. Zatańczymy?

Przetańczyli razem ostatnie kilka piosenek balu, a potem wrócili do lochów. Hermiona od razu poszła pod prysznic, a Severus tylko przebrał się w swoje codzienne szaty i ruszył na patrolowanie korytarzy w poszukiwaniu obściskujących się po kątach uczniów. Wiedział, że Ślizgoni organizują imprezę w pokoju wspólnym. Spodziewał się więc wielu młodych ludzi szwendających się po szkole w czasie ciszy nocnej. Co prawda obiecał Hermionie nie być zbyt surowy dla uczniów, ale nic nie stało na przeszkodzie, by odjąć kilka punktów przed jutrzejszym wręczeniem Pucharu Domów. Już było wiadomo, że Puchar Quiditch'a zdobędzie Slytherin. Jeśli chodzi o Puchar Domów największe szanse mieli Gryfoni i Krukoni. Dlaczego więc nie miał trochę pomóc podopiecznym żony?
Z uśmiechem zadowolenia, który wywoływał u uczniów panikę i palpitacje serca, ruszył w stronę pokoju wspólnego Ślizgonów, gdzie odbywała się impreza i gdzie spodziewał się znaleźć sporo okazji do odjęcia punktów.

Do lochów wrócił dopiero po czwartej nad ranem bardzo z siebie zadowolony. Udało mu się zmniejszyć szansę Gryfonów na Puchar Domów i tylko totalna katastrofa była w stanie pokrzyżować jego plany.
Łóżko było puste. Założył więc, że Hermiona karmi Emmę.
Poszedł pod prysznic. Kiedy jednak wrócił, żony nadal nie było. Zamiast do łóżka, poszedł do pokoju dziecięcego. Emma spała w swoim łóżeczku z rączkami wyrzuconymi nad główką. Zajrzał też do pokoju Toma. Chłopiec także spał spokojnie w swoim łóżku. Na fotelu, skulona w kłębek spała Gwiazdka. Nakrył skrzatkę puchatym kocem i wyszedł z zamiarem powrotu do sypialni. Gdy przechodził przez salon, weszła do niego Hermiona. Była trochę rozczochrana i ewidentnie lekko wstawiona.
- Gdzie Ty byłaś? - warknął.
- Na imprezie u twoich Ślizgonów. - odparła czkając. - Ty nie mogłeś, więc zaprosili mnie.
- I nawaliłaś się za nas oboje? - zapytał, unosząc brew.
- Ja wypiłam... - czknięcie - tylko dwa... - czknięcie - drinki. Ale tak dawno nie piłam... - czknięcie - że czuję się nawalona jak... - czknięcie - autobus.
- Ale Ty karmisz piersią, kobieto! - nagle go olśniło.
- Już nie. - spuściła głowę, a kiedy ją podniosła w jej oczach lśniły łzy. - Byłam u Poppy. Powiedziała, że najwyraźniej ta akcja z Ronem i stres z nią związany, spowodował zanik pokarmu. Od trzech dni Emma jest tylko na butelce. - po jej policzkach potoczyły się łzy. Mężczyzna doskoczył do niej i porwał w ramiona.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - przytulił ją.
- Wstydziłam się. - westchnęła. - Nawet to Ronald mi zniszczył.
- Czego się wstydziłaś? - uniósł jej twarz w dłoniach, by na niego spojrzała.
- Że uznasz, że jestem do niczego kobietą i matką, skoro nawet dziecka nie jestem w stanie wykarmić. - zamknęła oczy, by nie wypuścić spod powiek kolejnych łez.
- Jak mogło Ci coś takiego przyjść do głowy? - jego niedowierzanie sięgnęło zenitu. - Przecież to nie twoja wina. Poza tym, nigdy bym tak nie pomyślał. Kocham Cię, bez względu na wszystko. - pocałował ją delikatnie. - Pamiętasz, co powiedziała pielęgniarka w Mungu? Nieważne w jaki sposób, ważne żeby dziecko było najedzone. A Twoje zadręczanie się nie pomaga ani Tobie, ani Emmie. I pamiętaj, we wszystkim jesteśmy razem.
- Kocham Cię, Severusie.- wtuliła się w niego.

Bratnie duszePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz