Rozdział dziewiętnasty

2.1K 183 42
                                                  


Nadia POV:

Wpatruję się w kuzynkę łypiącą spod byka raz na mnie, raz na Jasona oraz nasze splecione dłonie. Odruchowo próbuję zerwać ten kontakt, na co Daniels oczywiście mi nie pozwala. A jakżeby inaczej!

- No, no, więc to prawda, co mówią na mieście - Vera zakłada ręce na piersiach, memła gumę i robi wielkiego balona, czym irytuje mnie siarczyście - Twój ojciec mówił, że puszczasz się z innym - te słowa są dla mnie niczym policzek. Mam wrażenie, jakby ktoś oblał mnie kubłem lodowatej wody tym samym odbierając mi oddech. Wiem, że ojciec jest na mnie wściekły, pewnie przyniosłam mu wstyd, ale naprawdę powiedział coś takiego? - Nie wierzę, że zostawiłaś Victora. Ten facet to złoto i diamenty! Co ci odbiło?

- Wydaje mi się, że to nie jest twój interes - Jason przejmuje pałeczkę, za co mam ochotę mu dziękować. Nie jestem w stanie powiedzieć ani słowa, tak mnie zszokowała - To sprawa między Nadią, a Victorem, więc z łaski swojej nie wypowiadaj się na temat, o którym nie masz zielonego pojęcia. Victor nie jest taki święty i cudowny.

- Poważnie? Wystarczy, że na niego spojrzę, a już mam mokro! Chociaż ty też jesteś niczego sobie.

- Nadia? - przekręcam głowę, a moja szczęka opada. Jeśli myślałam, że spotkanie Very to katastrofa, tak widok moich rodziców, teściów oraz Victora to prawdziwe trzęsienie ziemi! Chryste, dlaczego ja mam takiego pecha! - Daniels - ojciec syczy przez zęby, zaciskając szczękę - Zostaw moją córkę w spokoju.

- Powinieneś się cieszyć, Joseph - Jason uśmiecha się szeroko i czym mnie zaskakuje, przytula mnie do siebie, obejmując ramieniem - Ja nie traktuję Nadii jak transakcji. Nie dostałem jej w prezencie - co takiego?! Czy on sugeruje, że ojciec... że mógłby... że mnie?! Nie, to niemożliwe! Nie zrobiłby czegoś takiego!

- O czym ty mówisz, Jason? - patrzę na niego przerażona, a moje bebechy wywijają salto - Powiedz mi.

- Przykro mi, gołąbku. Byłaś prezentem dla Victora, ot tak, w ramach udanej współpracy. Spodobał się tatusiowi, uznał go za idealną partię dla córeczki - wszystko podjeżdża mi do gardła. Przykładam dłoń do brzucha i łapczywie chwytam powietrze, aby nie zwymiotować.

- Zamknij się, Daniels. Dbam o przyszłość swojej córki, przynajmniej nie przyniosła mi wstydu! Victor to porządny człowiek, z dobrej rodziny, wykształcony. A ty? Jesteś chodzącym niebezpieczeństwem.

- Zapewniam cię, że Nadia jest bezpieczniejsza przy mnie niż przy Koslov'ie. Ja darzę ją szacunkiem, nie zamykam jej w domu na trzy spusty i nie szarpię, przez co upada i łamie sobie nos. Idealizujesz Victora nie znając całej prawdy. Jestem ciekawy, jak zareagujesz, kiedy wyjdzie na jaw. A to się stanie niedługo.

- Znam Victora - tata unosi brodę, pokazują swoją pewność siebie - Nie mamy przed sobą żadnych tajemnic, wiem o wszystkim, Jason.

- Jestem pewny, że nie masz, kurwa, pojęcia, Bowen. Twój zięć jeszcze cię zaskoczy - spoglądam na Victora stojącego obok ojca i próbującego zabić Jasona spojrzeniem. Nie mam pojęcia, o co im chodzi i od tego boli mnie głowa.

- Boże, dziecko! Rozczarowałaś nas - matka marszczy nos, jakbym była kawałkiem leżącego na chodniku gówna.

- Muszę stąd wyjść - szepczę cicho, ściskając palce na biodrze Jasona. Bez słowa chwyta mnie za rękę i wyprowadza na zewnątrz, prowadząc do naszego samochodu. Opiera moje plecy o drzwi kierowcy, odgarnia włosy i patrzy na mnie zmartwiony - N-nie wierzę, że to zrobił - zamykam oczy, a w mojej głowie przelatuje wspomnienie szczęśliwego, uśmiechniętego ojca, który przedstawia mnie Victorowi. Nasze drugie spotkanie, nie licząc tego w biurze, kiedy wrzeszczał na mojego ojca, wypadło naprawdę świetnie. Zrobił na mnie ogromne wrażenie, był miły, szarmancki, zabawny. Czy już wtedy ojciec mnie mu podarował? - Nigdy mu tego nie wybaczę. Oddał mnie bez mojej zgody!

Dirty Secrets - Part IWhere stories live. Discover now