Rozdział osiemnasty

2.2K 169 24
                                              

Jason POV:

Przez półtora tygodnia dopinałem swoje sprawy, zaniedbując Nadię oraz odpuszczając Victorowi. Oczywiście nie podjął żadnych kroków w celu ujawnienia Nadii prawdy, wyczerpując tym resztki mojej cierpliwości. Miałem dość jego gierek, dlatego postanowiłem to skończyć. Wymyśliłem idealny plan ukarania go, a potem miałem zamiar powiedzieć Nadii prawdę. Zasługiwała na to, tak samo, jak zasługiwała, aby pójść dalej i zapomnieć o skurwielu, który tak naprawdę traktował ją jako prezent. Skoro mu ją podarowali, dlaczego by nie wziąć? Liczyło się tylko to, że dzięki niej mógł robić interesy z tak znanym nazwiskiem jak Bowen. Ta biedna dziewczyna była nikim i dla jej ojca, i dla Koslov'a. Nie wierzyłem, że ją kocha, to nie było możliwe. Wiedziałem o nim wszystko, znalem jego tajemnicę, a niebawem pozna ją sama Nadia. Bałem się o nią. Nie wiedziałem, jak to przyjmie, ale byłem pewny, że ta wiadomość rozpieprzy jej poukładany, spokojny świat. Trudno, będzie musiała sobie z tym poradzić. Nie można okłamywać Bogu ducha winnej dziewczyny, tylko dlatego, aby piąć się na szczyt bogactwa.


Wchodzę do gabinetu Victora z grobową miną, Na mój widok zrywa się z fotela i dumnie unosi głowę, jakby próbował pokazać mi, że się nie boi. Mam ochotę przewrócić oczami, na tę jego śmieszną odwagę.

- Nie zajmę ci dużo czasu, będę się streszczał - wkładam dłonie w kieszenie jeansów i czekam, aż Victor zapnie guziki marynarki. Jak zawsze pierdolony elegancik - Jak wiesz, dałem ci odpowiednią ilość czasu na dokończenie dwóch spraw. Nie wykazałeś dobrej woli, więc i ja jej nie wykażę. Przyszedł czas na zakończenie przedstawienia - marszczy czoło, wpatrując się we mnie w napięciu - Nie dałeś mi siódmego piętra, jak się umawialiśmy. Podejmę odpowiednie kroki, zrobię wszystko po swojemu - wzruszam ramionami, na co Victor robi kwaśną minę - Co do Nadii, osobiście powiem jej o wszystkim - blednie, a ja napawam się jego przerażeniem. Czekałem na tę chwilę tak długo, nawet wyobrażałem sobie, jak żałośnie będzie wyglądał i proszę. Oto i on. Pan i Władca sra w gacie!

- Nie możesz tego zrobić. Dam ci to siódme piętro, weź je sobie, ale zostaw Nadię w spokoju, Jason.

- Nie przyszedłem tutaj wysłuchiwać ciebie, Koslov. Tym razem to ty wysłuchasz mnie. Masz być dzisiaj u mnie o dwudziestej, nie spóźnij się - po tych słowach wychodzę, nie oglądając się za siebie.



Nadia POV:

Nucę do płynącej z radia piosenki i zanurzam dłonie w zlewie, myjąc naczynia. Jutro jedenasty sierpnia, moje dwudzieste trzecie urodziny. Niestety Connie wypaplała o tym Jasonowi i planował "niespodziankę", jak sam powiedział. Nie przepadałam za niespodziankami, bo nigdy nie wiedziałam, co mnie czekało. Victor kilka razy pozytywnie mnie zaskoczył, więc może Jason nie wyskoczy z czymś zwariowanym. Wcale by mnie to nie zdziwiło, w końcu sam taki był. Mimo wieku.

- Zbieraj się, dziecino - jego głos przerywa moje sprzątanie. Gwałtownie podnoszę głowę, waląc czołem w lekko uchylone drzwi od szafki - Jezu, nic ci nie jest? - dopada do mnie i czule głaszcze obolałe miejsce.

- N-nie, jest okej. Co ty tutaj robisz i dlaczego do diaska zakradasz się jak złodziej? Puka się!

- O pukaniu porozmawiamy później - porusza brwiami, na co opadają mi ramiona. Posyłam mu minę pod tytułem; "poważnie, człowieku?", ale ignoruje mnie, przerzuca mnie sobie przez ramię i wychodzi.

- Jason, nie! Spójrz, jak ja wyglądam! Mam pieprzone gumowe rękawiczki na dłoniach, zwariowałeś?!

- Cicho tam! - burczy pod nosem i bezczelnie uderza mnie w pupę. Szlag by to! Oby nikt nas nie widział.



Do jego domu docieramy piętnaście po czwartej. Nie mam pojęcia, co on odwala, ale na pewno nie omieszkam go o to zapytać. Nienawidzę, kiedy coś lub ktoś, odrywa mnie od robienia porządków.

Dirty Secrets - Part IWhere stories live. Discover now