Rozdział dziesiąty

2.4K 178 38
                                              

Nie mam pojęcia, ile czasu siedzimy pod tym cholernym drzewem. Może pięć minut, może dziesięć, a może godzinę? Tak, bliżej nam do godziny niż do minut, ponieważ boli mnie tyłek, ścierpły mi nogi, a lekki wiaterek muska moją skórę, zostawiając na niej gęsią skórkę. Na szczęście po kolejnych dwóch orgazmach Jason dał mi spokój. Nawet nie chcę myśleć, do czego doprowadziłam, ale mam wrażenie, że to zdarzenie pozostawi z mojego małżeństwa zgliszcza. Victor nienawidzi Jasona, tym samym znienawidzi również mnie. Ma prawo. Przekroczyłam granicę, pozwoliłam dotknąć innemu mężczyźnie tego, co należało tylko i wyłącznie do mojego męża. Jak mogłam tak po prostu stracić rozum i kompletnie odlecieć? Niepojęte!

- Drżysz - jego cichutki głos sprowadza mnie na ziemię. Pociera moje ramiona, aby dodać mi trochę ciepła i otula mnie nimi szczelnie, niczym kokonem. Jego bliskość zaczyna mnie przytłaczać. Próbuję, po raz dziesiąty, podnieść się, na co oczywiście mi nie pozwala, dociskając do siebie jeszcze mocniej, aż brak mi tchu - Nie odchodź. Zapomniałaś? Mieliśmy porozmawiać, więc pytaj, co chciałabyś wiedzieć, gołąbku.

- Oczekuję szczerej odpowiedzi, Jason. Wspominałeś mi o naszej nocy. Co miałeś przez to na myśli?

- Tylko to, że spędziłem ją z tobą, obok ciebie - żołądek podchodzi mi do gardła. Robi mi się niedobrze i najchętniej wyrzygałabym cały wstyd, palący niczym rozgrzany pogrzebacz - Nie martw się, nie spaliśmy ze sobą. Nie mógłbym wykorzystać twojego stanu, Nadia - wypuszczam wstrzymywane powietrze, chociaż nie jestem pewna czy to, co powiedział, powinno przynieść mi ulgę - Żałuję, że byłaś nieprzytomna, nic nie czułaś ani nie odwzajemniłaś moich czułości. Zaopiekowałem się tobą, odwiozłem do domu, przebrałem, zmyłem makijaż i położyłem do łóżka. Rodrigo, mój przyjaciel zajął się twoją przyjaciółką, która wróciła do domu dopiero w południe. Chwilę przed tym, nim ja zmyłem się z ciepłego łóżka, zostawiając twoje kuszące ciało - unosi mnie nieco, prostuje nogi i układa mnie na swoich kolanach, przytulając mocniej. Ponownie próbuję wstać, a jego uścisk robi się mocny jak stal - Nie uciekaj, nie walcz. Powiedziałem, że zostaniesz tutaj tak długo, jak będę tego chciał.

- Proszę, zostaw mnie, Jason. Źle się czuję, chcę położyć się do łózka i odpocząć. Mam dość na dzisiaj.

- W porządku - ku mojemu zaskoczeniu, po prostu bierze mnie na ręce i zanosi wprost do swojego samochodu, sadzając na miejscu pasażera - Ani słowa - ucisza mnie, kiedy otwieram usta, aby go zbesztać. Zapina mnie pasami jak dziecko, wsiada za kółko i rusza sprzed domu Connie - Jedziemy do mnie.

- Do ciebie? - gwałtownie przekręcam głowę, wlepiając wzrok w jego profil - To znaczy gdzie dokładnie?

- Do hotelu, w którym mam pokój. Nie obawiaj się, to zaledwie kilkanaście minut drogi stąd.

- A niby dlaczego mnie tam wieziesz? Nic z tego nie rozumiem, Jason. Chciałam wrócić do swojego łóżka.

- Ale trafisz do mojego, co za różnica? Łóżko to łóżko, prawda? Położysz się i odpoczniesz. Tego chciałaś.

- Mówiąc to miałam na myśli również ciebie! Od ciebie też chcę odpocząć. Wkurzasz mnie jak diabli.

- Poważnie? A może wkurza cię fakt, że pieprzyłem cię palcami przy drzewie, a ty mi na to pozwoliłaś? - sukinsyn!

- Tak, ten fakt też mnie wkurza i wierz mi, nienawidzę siebie za to! Dlaczego to robisz? Masz w tym cel?

- Nie, nie mam w tym żadnego celu - przewraca oczami, włącza kierunkowskaz i skręca w prawo - Powiedziałem ci, jak cholernie mnie kręcisz. Chciałem zrobić ci dobrze i zrobiłem, naprawdę to aż tak wielki problem?

- Tak! Mam męża, Jason, nie zapominaj o tym! Gdyby tylko się o tym dowiedział, chyba by mnie za...

- Ale się nie dowie - przerywa mi w połowie zdania, układając dłoń na moim udzie - Obiecuję, że nie pisnę o tym ani słowa, Nadia. Będzie to nasza mała, sprośna tajemnica. Pasuje ci taki układ?

- Naprawdę mam wierzyć w twoje słowa? Pocałowałeś mnie, a potem sam mu o wszystkim powiedziałeś!

- Wkurwił mnie, musiałem to zrobić, żeby mu dopiec. Teraz tak nie będzie, ode mnie się o tym nie dowie.

- Ode mnie tym bardziej. Kocham Victora, nie chcę mieć przed nim żadnych tajemnic. Po prostu się zapomniałam - schylam głowę, bawiąc się palcami i unikając jego spojrzenia. Poczucie winy już wyżera moje skacowane bebechy.

- Jesteś naprawdę dobrą, niewinną, prześliczną istotą. Żałuję, że twój mąż nie bierze z ciebie przykładu - wzdycha ciężko, parkuje pod hotelem i wysiada, zanim mam szansę zapytać, co miał przez to na myśli - No dalej - przytrzymuje dla mnie drzwi, wysiadam niepewnie i rozglądam się po okolicy. Nigdy wcześniej nie byłam w tym miejscu - Idziemy? - Jason wystawia dłoń, czeka aż ją chwycę, co robię z wahaniem i rusza. Posyła mi pewny siebie, seksowny uśmiech i prowadzi do środka, po czym wjeżdżamy windą na siódme piętro. Korytarz skąpany jest w ciemnych kolorach, nieco przytłaczających i jak na mój gust, mdłych. Na szczęście szybko docieramy do jego pokoju. Już od progu w moje nozdrza uderza piękny zapach stojących na stoliku białych tulipanów - Rozgość się, chcesz coś do picia? - kręcę przecząco głową, Jason przechodzi do kuchni, a ja docieram do salonu. Nie ukrywam, to raczej apartament, nie pokój - Proszę - wręcza mi szklankę z sokiem pomarańczowym i klepie miejsce na kanapie. To pierwszy raz, kiedy spędzam z nim tak dużo czasu, a zapowiada się na dużo więcej, na co oczywiście i tak nie mam wpływu. Mój sprzeciw średnio robi na nim wrażenie - Boisz się mnie?

- Jakby głębiej się nad tym zastanowić, mam powody, by się ciebie bać. Przystawiłeś mi spluwę do skroni.

- Wierz mi na słowo, jesteś ostatnią osobą, którą bym skrzywdził - mruga okiem, upijając trochę soku. Doskonale wiem, że jeśli będzie trzeba, nawet się nie zawaha - Chcesz się położyć?

- Chcę wiedzieć, dlaczego robisz interesy z moim mężem. Dlaczego mącisz w jego projekcie, utrudniasz.

- A więc interesują cię sprawy twojego męża, tak? - odwraca się w moją stronę, opiera ramię o oparcie kanapy i wlepia we mnie te czekoladowe oczy - Cóż, nie mogę powiedzieć ci zbyt wiele, ale na pewno więcej, niż powie ci twój mąż. Robimy interesy od przeszło sześciu lat. Victor Koslov pierwszy zapukał do moich drzwi, chciał pożyczyć pieniądze - Boże, pożyczka od mafii?! - Żaden bank nie przyznałby mu kredytu, wiesz, skoro tak naprawdę był spłukany, jego szanse były marne. Kiedy nie miał już wyjścia, przyszedł do mnie, pożyczył pieniądze i tak zaczęła się nasza przygoda. Wprawdzie pieniądze oddal, ale potem zainwestowaliśmy wspólnie w Prime Corporate Center. To będzie żyła złota, jeśli Victor zacznie mnie słuchać, czego w tym momencie nie robi. 

- Wcale mnie to nie dziwi. Mój mąż to zawzięty człowiek, lubi stawiać na swoim.

- To mu się nie opłaci - przysuwa się, chwyta kosmyk moich włosów i owija go wokół swojego palca - Sprawa wygląda poważnie, a ty odgrywasz znaczącą rolę. Wtedy, kiedy pomyślałem o zabezpieczeniu, ledwo cię kojarzyłem. Wiedziałem jedynie, że Victor ma żonę, nie wiedziałem jednak, że tak piękną - oblizuje usta, a jego spojrzenie wwierca we mnie dziurę. Mimo tego, iż ledwo go znam, wiem, że w ten sposób patrzy na mnie wtedy, kiedy jego myśli są bardzo brudne.

- Jak mam to rozumieć? - pytam cicho przez zaciśnięte gardło. Nie wiem czy chcę znać odpowiedź.

- Jeśli Victor Koslov przekroczy ostatnią granicę, która swoją drogą jest dość blisko, wtedy zrobię coś, co mu się bardzo nie spodoba. Tobie również. Jednak taka była nasza umowa, pod którą sam się podpisał. Jego wybór.

- Jak to jego wybór? Jak możesz tak mówić?! A ja?! Czy ja nie mam tutaj nic do powiedzenia?

- Niestety nie - wzrusza ramionami, pociąga za kosmyk moich włosów i przyciąga mnie bliżej siebie - Przykro mi, gołąbku. W interesach takich, jak moje i Victora, taka urocza kobietka ma mało do powiedzenia - mówi obojętnie i próbując mnie pocałować. Zrywam się do równe nogi, aby zwiększyć odległość od tego dupka! - Och, nie złość się. Ja wiem, dlaczego Victor aż tak zaryzykował, stawiając cię na szali, ale tego powiedzieć ci nie mogę, wybacz. To on musi poszukać jaja i wyznać ci prawdę.

- Wiesz co? Obaj jesteście popieprzeni. Robicie mi kocioł w głowie - prycham z kpiną, zmierzam w stronę drzwi i już chwytam za klamkę, kiedy jego dłonie obejmują mnie w talii - Wracam do domu, puść mnie!

- Nie krzycz, uspokój się, wyluzuj - jednym ruchem, po raz kolejny, przerzuca mnie przez ramię i człapie przez długi, jasny korytarz, docierając do pokoju. Kurwa, to sypialnia! - Wspominałaś, że jesteś zmęczona i chcesz odpocząć, proszę. Moje łóżko jest do twojej dyspozycji, gołąbku - układa mnie na nim, zdejmuje moje sandałki i okrywa puchatym kocem. Serce tłucze mi się w piersi ze stresu. Obserwuję go niczym jastrząb i czekam, aby zaatakować - Nic ci nie zrobię, przysięgam. Nie chcę cię skrzywdzić - siada na brzegu łóżka, patrząc na mnie łagodnie, aż robi mi się gorąco. Fakt, gdyby miał w planie mnie sprzątnąć, zrobiłby to dawno temu. Kilka okazji już miał - Prześpij się, powiadomię twoją przyjaciółkę, że jesteś cała i zdrowa. Potem zabiorę cię na obiad, pewnie przez kaca nic nie zjadłaś.

Dirty Secrets - Part IWhere stories live. Discover now