Rozdział dwudziesty czwarty

1.5K 169 38
                                                  

Nino

Gapię się w sufit, z trudnością utrzymując kontakt z rzeczywistością. Nie spodziewałem się tego, co wyznał mi lekarz i szczerze mówiąc własnej reakcji również. Nie planowałem zachować się jak palant, ale to było silniejsze ode mnie. Ból przeszedł przez każdy nerw w moim ciele, mój poukładany świat zatrząsł się niebezpiecznie i zachwiał spokojem zbudowanym razem z Gemmą. Uszkodzone kręgi - tylko tyle zakodowałem. Nie musiałem być lekarzem, aby wiedzieć, iż uraz kręgosłupa to nie bułka z masłem. Kerem strzelił mi prosto w plecy, siejąc szkody, których nie dało się już naprawić. Posłał mnie na wózek, odbierając sens życia i radość, którą czułem przez ostatnie miesiące. Czułam, że pewnego dnia ojciec sprowadzi na mnie kłopoty i wcale nie musiałem na to długo czekać. Jego zawał i rekonwalescencja pociągnęły za sobą nieszczęśliwy zbieg wydarzeń. Porwanie Nafii, moja opieka nad nią, próba sprowadzenia jej do domu. Wszystko szło gładko, sprawnie i bez problemów, dopóki ta mała wariatka nie zaczęła świrować. Zaczęło się od ojca, skończyło na niej. Gdyby grzecznie wsiadła do samochodu swojego ojca, nic by się nie wydarzyło. Nikt nie wyciągnąłby spluwy, kule nie latałyby obok mojej głowy i wróciłbym do domu, do swojej kobiety i dziecka. Niestety życie to suka, w dodatku bezlitosna. Nieźle mnie załatwiła, robiąc z pewnego siebie faceta, mięczaka. Musiałem spojrzeć prawdzie w oczy i zaakceptować fakt, że jestem... uszkodzony. Kalectwo jest niczym cios prosto w serce, odbierające oddech. Nie mam pojęcia, co począć dalej. Wiem jedno; nie wyobrażam sobie siebie na wózku. Z tym nigdy nie będę w stanie się pogodzić.


Moje myśli przerywa zamieszanie na korytarzu. Niechętnie przenoszę wzrok na drzwi, próbując dojrzeć, co się tam wyprawia. Pierwszy w oczy rzuca mi się Vito oraz Domenico, wyprostowani niczym kije od miotły. Gdzieś obok nich migają mi ciemne włosy Gemmy oraz niemal czarne, dziwne znajome. Wciskam oparcie łóżka, które nieco się unosi i daje mi lepsze pole widzenia. Dopiero w tym momencie zauważam, że tam toczy się dosłownie bitwa! Widzę latające dłonie, dochodzą do mnie podniesione głosy i przekleństwa.

- Vito!! - wydzieram się, zwracając jego uwagę. Dłonią pokazuję mu, aby rozsunął drzwi i wyjaśnił, co się odpierdala. Jaka szkoda, że moje nogi są bezużyteczne. Gdybym mógł, już byłbym obok nich.

- Wybacz - Vito wsuwa głowę do środka, uśmiechając się lekko - Nie chcieliśmy cię obudzić.

- Po pierwsze; nie spałem. Po drugie; co się tam, kurwa, dzieje?! Ktoś się bije?

- Nino! - nasłuchuję znajomego głosu, nie dowierzając, że to naprawdę ona. Niemożliwe!

- Nafia? - pytam zszokowany, a Vito wzdycha ciężko - To ona, prawda? Jest tutaj?

- Tak. Chcesz ją widzieć? - przytakuję głową, Vito odsuwa się i daje mi widok na Nafię oraz... Gemmę. Przytrzymuje ją Nello, ledwo nad nią panując. Jest nieco rozczochrana, cała czerwona i wkurwiona jak byk!

- Nino! - Nafia wyrywa do przodu, wpada do sali i siada na łóżku, po czym wtula się we mnie jak mała małpka - Tak bardzo cię przepraszam, nie chciałam! - szlocha, cała się trzęsąc. Niepewnie układam dłoń na jej plecach i głaszczę, próbując ją uspokoić - Wybaczysz mi? Błagam.

- Już dobrze - mówię cicho, chociaż to nie jest prawda. Nic nie jest dobrze! - Skąd się tutaj wzięłaś? Czy nie powinnaś być w domu?

- U-uciekłam - odchyla się, ocierając mokre policzki - Zabiłam ojca i Kerema, Nino.

- C-co zrobiłaś? - pytam z niedowierzaniem, wybałuszając oczy. To mi się chyba śni. Chyba nadal nie wybudziłem się ze śpiączki - Jakim cudem?

- Wszystko ci opowiem, ale musisz uspokoić Gemmę. Rzuciła się na mnie, u-uderzyła mnie!

- Uderzyła? - przenoszę wzrok na dziewczynę stojącą w progu. Wciąż jest w ramionach Nello, który stoi za nią i przytrzymuje. Nawet sponiewierana wygląda pięknie - Dlaczego?

- Nie mam pojęcia! Kiedy tylko mnie zobaczyła, rzuciła się na mnie. Ona ma coś z głową!

- Zabraniam ci tak mówić! - karcę ją, na co schyla głowę i wlepia wzrok we własne dłonie - Nie zapominaj, że to moja narzeczona.

- Może i tak, ale zachowuje się jak wariatka. Wcale nie musiała mnie bić, do cholery!

- To prawda. Dlaczego to zrobiłaś, Gem? - ledwo zadaję to pytanie, a wyraz jej twarzy ulega zmianie.

Garbi ramiona, wzrok wędruje w dół, a oddech zwalnia. Wygląda jak mała, zagubiona dziewczynka. Jak wtedy, kiedy pieprzyłem na jej oczach inną kobietę, upokarzając ją przy wszystkich. Kurwa!

- Jesteś idiotą, bracie - Nello kręci głową, patrząc na mnie z odrazą - Idziemy, Gem.

- Nie odpowiedziała na moje pytanie! Dlaczego uderzyłaś Nafię? Powiedz mi!

- Bo nie ma prawa tutaj być - odpowiada spokojnie, zwijając dłonie w pięści. Nie patrzy na mnie, jakby pokazywała, że gówno dla niej znaczę - To przez nią leżysz w tym stanie. To przez nią nasze życie szlag trafił. Obudziłeś się, ale nawet mnie nie przytuliłeś - zaciska usta, wreszcie unosząc głowę. Patrzy na mnie smutno, aż coś przekręca mi się w brzuchu. Wygląda na załamaną! - Odrzuciłeś mnie, jakbym nic dla ciebie nie znaczyła. Odtrąciłeś moją dłoń, w tym momencie trzymając jej - spogląda na mój brzuch, na którym faktycznie spoczywa moja dłoń, a w niej mała dłoń Nafii. Natychmiast chcę zerwać ten kontakt, jednak Nafia wzmacnia uścisk, nie pozwalając mi na to. Mam chęć zamordować ją wzrokiem, ale nie mogę odwrócić go od Gemmy, która wbija w moje serce sztylet. Ma rację. Ma pierdoloną rację - Skoro tak bardzo ją uwielbiasz, zostawię was samych, abyście mieli czas na nacieszenie się sobą - po tych słowach odwraca się i po prostu odchodzi, w asyście mojego brata. Mam wrażenie, że ściany zaczynają się przesuwać, miażdżąc moje ciało pomiędzy.

- Nino - Vito podchodzi, klepiąc mnie po policzku - Oddychaj, stary! Ottavio, zawołaj lekarza! - to ostatnie, co słyszę. Po chwili robi się przyjemnie ciemno, cicho i spokojnie. Już nie czuję bólu, odrętwienia. Po prostu zasypiam.

ALL I WANTWhere stories live. Discover now