Rozdział dwudziesty

1.6K 181 32
                                              

Nino

Prosto od Massimo jadę do ojca, żeby wygarnąć mu wszystko i przerzucić na niego winę. Potrzebuję tej konfrontacji jak kolejnego oddechu. To on mnie w to wszystko wpakował, więc niech on za to odpowie. Gdybym tylko wiedział, co ten dureń wymyślił, nigdy nie zgodziłbym się na żadną pomoc. Nie obchodziłby mnie nawet fakt, że jestem jego najstarszym synem, że powinienem stać po jego stronie i pomagać, bo tak "trzeba".  Sądziłem, że ów pomoc będzie opierać się na odebraniu kilku dostaw, ewentualnie sprawdzeniu rewirów, a tu proszę...  pieprzone porwanie! 

- Nino, synku - mama wita mnie w holu, uśmiechając się szeroko. Kiedy tylko widzi moją minę, uśmiech gaśnie natychmiast - Jesteś blady jak ściana, kochanie! Coś się stało?

- Owszem, stało się. Ojciec ponownie przegiął i mam zamiar powiedzieć mu kilka ciepłych słów.

- Proszę, uważaj na niego. Jest po zawale i wciąż dochodzi do siebie. Nie chcę, aby się denerwował. To może mu zaszkodzić.

- Więc niech myśli, zanim coś zrobi! - podnoszę głos, aż mama się wzdryga - Wybacz, nie panuję nad nerwami i lepiej będzie, jeśli się zmyję - cmokam ją w policzek, biegnę po schodach i zmierzam wprost do jego gabinetu, po czym otwieram drzwi, które uderzają o ścianę. Ojciec unosi głowę, zsuwa okulary i marszczy brwi, wpatrując się w moje oczy - Przyszedłem powiedzieć ci, że sprawa z Nafią była ostatnią przysługą, jaką ci wyświadczyłem. Nigdy więcej nie dzwoń do mnie w sprawie swoich interesów, tato.

- Wybacz za to, fatalnie wyszło, ale nie miałem wyboru. Jak sam widzisz, świetnie sobie poradziłeś. Jestem z ciebie dumny, synu!

- Jesteś psychiczny, jak Boga kocham! - wyrzucam ręce w górę, po czym uderzam nimi o jego biurko - Porwałeś dziewczynę i kazałeś mi się nią zająć, rozumiesz to?! Skoro jesteś schorowany, po jaką cholerę interweniowałeś, huh?! Mogłeś załatwić to po całkowitym powrocie do zdrowia, ale ty wolałeś obarczyć tym mnie! Gdybym nie dogadał się z turkiem, wpadłby tutaj z całą armią. Odgrażał się, że jeśli nie oddam mu córki, przyleci ze swoimi ludźmi i zmiecie nas z powierzchni ziemi. Dogadałem się z nim. Miałem zgodę od Vito, aby posłużyć się ich nazwiskiem i dzięki temu turek zesrał się w gacie! Gdyby nie on, rozpętałoby się jebane piekło, za które ponosiłbyś całkowitą odpowiedzialność! Zdajesz sobie z tego sprawę? - kończę swój monolog, dysząc niczym lokomotywa.

- Tak. Przecież to nie film, a prawdziwe życie. Siedzę w tym od lat, czego oczekiwałeś? Że machnę ręką, podaruję mu tysiące euro i podeślę kolejny transport? Skoro nie chciał zapłacić, musiałem go do tego zmusić! Nic nie jest lepszą mobilizacją, niż ukochane dziecko! Obudź się, tak to działa, synu!

- Pierdolę to! Mam w dupie, jak to działa, rozumiesz?! Nie mieszaj mnie w to nigdy więcej, bo dawno z tym skończyłem. Jeśli liczysz na to, że ponownie będę tym samym człowiekiem, jakim byłem osiem lat temu, to jesteś w błędzie! Nie będę dla ciebie pracował, nie będę zabijał i torturował ludzi, żebyś ty miał czyste ręce. Koniec z tym. Módl się, żebym odzyskał Gem, inaczej stracisz mnie na zawsze. Przysięgam!

- A co ona ma z tym wspólnego? Ostrzegałem cię, że masz o sprawie nie informować nikogo, tak?

- I nie informowałem. Gem jakimś cudem trafiła do miejsca, gdzie przebywała Nafia. Widziała, jak mnie pocałowała w ramach jebanej wdzięczności, więc jeśli jej nie odzyskam, wyjdę z siebie!

- Mówisz poważnie? Nie możesz mnie o to obwiniać, Nino. Skoro dałeś jej się pocałować, to ty popełniłeś błąd, nie ja.

- Jeszcze słowo, a ci przypierdolę! - ojciec wybałusza oczy, cofając się w tył - Nie zgrywaj cwaniaka, bo obaj wiemy, kto wpieprzył mnie na minę. Uporam się z tym, odzyskam swoją kobietę, ale wiedz, że od tej chwili liczysz na siebie - odwracam się, wychodzę i opuszczam rodzinny dom.


Dochodzi wieczór, kiedy wchodzę do domu Ottavio. Jest już Domenico oraz Vito, który chodzi tam i z powrotem. Witam się z nimi uściskiem dłoni i siadam obok Ottavio, wlepiając wzrok w laptopa.

- Nie mogę namierzyć jej telefonu, Nino. Jest wyłączony, w ogóle nie ma sygnału. To dziwne.

- Świetnie, po prostu bajkowo - szarpię za włosy i chowam twarz w dłoniach - Gdzie ona może być?

- Pewnie zaszyła się w miejscu, gdzie nikt jej nie znajdzie. Może daj jej czas, co? Sama się odezwie.

- Naprawdę w to wierzyć, przyjacielu? - zrezygnowany patrzę na Domenico, ale ten schyla głowę i siada na kanapie. Co dziwne, Arina i Alessia nie wypowiedziały ani słowa - Może do was się odezwała, dzwoniła?

- Nie, ani słowa. Martwię się o nią, nie powinna być teraz sama. W takich chwilach samotność to najgorszy doradca - Ali podchodzi do okna, obejmuje się ramionami i oddycha głęboko - Musisz z nią porozmawiać.

- Uwierz mi, nie pragnę w tym momencie niczego innego. Zrobię to jak tylko ją znajdę, przysięgam!

- Domenico opowiedział mi wszystko, co się tam stało. Mogłeś jej powiedzieć, z czym się zmagasz, Nino. Gemma dochowałaby tajemnicy, nigdy nie zdradziłaby nikomu ani strzępka informacji. Nie zaufałeś jej.

- Tu nie chodzi o zaufanie, Alessio! Ufam jej jak nikomu innemu, po prostu skończyłem z tym, tak? Nie chciałem, żeby maczała w tym palce, żeby zanurzyła choćby opuszek! Próbowałem ją chronić, tylko tyle!

ALL I WANTWhere stories live. Discover now