Rozdział XXVIII

949 68 8
                                                  

Dziadek Hermiony został na cały weekend, ku zadowoleniu dziewczyny i ogromnej radości Tommy'ego. Również Severus nie narzekał na nadprogromową osobę w lochach. Pan La Roché okazał się być inteligentnym rozmówcą o szerokich horyzontach i ogromnej wiedzy z wielu dziedzin. Mieli podobne poczucie humoru, a dodatkowym atutem okazał się wyrafinowany gust jeśli chodzi o alkohole. Potrafili godzinami dyskutować na różne tematy przy szklaneczce dobrego alkoholu. Jean-Marcel opuszczał Hogwart w niedzielny wieczór zaopatrzony w dwie butelki Ognistej. Odprowadzany był przez zapłakaną Hermionę i pytającego tysiąc razy Toma, czy na pewno niedługo się zobaczą.
Gdy Severus wrócił, zastał Hermionę na kanapie przed kominkiem z kubkiem herbaty w dłoniach i łzami w oczach. Wyciągnął jej kubek z rąk, odstawił na stolik, a potem wciągnął ją na swoje kolana. Oparła głowę na jego ramieniu i westchnęła.
- Niedługo się zobaczycie. - pocałował ją w czoło.
- Tak bardzo mi go brakuje. - pociągnęła nosem. - Mamy i taty też, ale wiem, że ich nie mogę już odzyskać. Ale dziadek, - po jej policzkach potoczyły się łzy.- Niby go mam i nie mogę z nim być.
- Wiem, że to trudne. - delikatnie kołysał ją w swoich ramionach. - Spróbujemy znaleźć na to jakieś rozwiązanie.

♡◇♡◇♡◇♡◇♡◇♡
Kolejne dni płynęły spokojnie. Nadszedł październik, a z nim ulewne deszcze o porywiste wiatry. Już nie sposób było wyjść z zamku bez ciepłej peleryny i szalika. Nawet Lucyfer generalnie spędzał czas przed kominkiem lub w łóżku Toma.
Ten dzień zapowiadał się dla Severusa nieciekawie od samego rana. Zaspali i na śniadanie szykowali się w biegu. Przy stole, Minerva go szturchnęła i oblał się kawą. Sowa przyniosła zawiadomienie, że w piątek przybędzie Eveline Simpson na kontrolę, a trzecioroczni Puchoni wysadzili swoje kociołki, załatwiając trojgu z nich pobyt w Skrzydle Szpitalnym i szlabany oraz zwolnienie z zajęć dla szóstego roku spowodowanego przez brak dodatkowej sali do Eliksirów. Kiedy myślał, że ten paskudny dzień się wreszcie kończy, sprawy się pogmatwały jeszcze bardziej.
- Nie możesz czytać czterolatkowi podręcznika do Eliksirów. - Hermiona stała w progu pokoju chłopca z rękami skrzyżowanymi na piersiach.
- Jest tyle bajek dla dzieci w jego wieku.
- Chcę żeby był dobry z Eliksirów.  - warknął Snape.
- Ale on jest na to za mały, Severusie. - kobieta pokręciła głową.
- Jestem jego wujem i opiekunem prawnym. - wstał gwałtownie, zatrzaskując książkę. - Nikt mi nie będzie mówił, co mam mu czytać. - Hermiona przeszła do salonu, więc ruszył za nią.
- Mam takie same prawo decydować, jak Ty. - patrzyła na niego groźnie.
- Ale to ja jestem z nim spokrewniony. - warknął.
- Ale gdyby nie ja, nie dostał byś prawa do opieki nad nim. - odcięła się.
- Prawda, ale teraz nie jesteś mi już potrzebna. - jego oczy ciskały gromy, zaś jej były pełne szoku i łez. -  Zrobiłaś to, co należało, a teraz pani już dziękujemy.
- Że co?! - nie potrafiła uwierzyć w to, co słyszy. - Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść?
- Dokładnie. - zaśmiał się nerwowo.  - Było miło, ale się skończyło. - usłyszał trzaśnięcie i poczuł piekący ból na policzku. Po chwili dotarło do niego, że uderzyła go w twarz i wybiegła z płaczem. Usiadł na kanapie i ukrył twarz w dłoniach.
- Co we mnie wystąpiło? Przecież ja tak nie myślę. Nie chcę żeby odchodziła. - nie wiedział, że ich kłótnię słyszał mały, przerażony chłopiec ukryty za futryną drzwi.

Hermiona biegła korytarzami, sama nie wiedząc dokąd zmierza. Po jej policzkach strumieniami płynęły łzy, rozmazując jej obraz przed oczami.
- Jak on mógł? Przecież ja go kocham. Kocham ich obu. - Nawet nie zauważyła, kiedy na kogoś wpadła.
- Na Merlina, Hermiono. - usłyszała znajomy męski głos, ale buzująca w jej żyłach adrenalina nie pozwalała logicznie myśleć i przypisać głos do osoby. - Co się stało? - kontynuował mężczyzna, trzymając ją za ramiona. Tylko potrząsnęła głową, nie będąc w stanie wydobyć z siebie dźwięku innego niż szloch. - Chodź, zaprowadzę Cię do nas. Luna ci pomoże. - została pociągnęła za ramię i gdzieś poprowadzona. Po kilku minutach, silne ramiona usadziły ją w miękkim fotelu, a inna drobniejsza dłoń wsunęła w jej ręce szklankę. Pociągnęła łyk i skrzywiła się, czując smak Ognistej w przełyku. Kiedy opróżniła szklankę, ta sama dłoń wymieniła ją na drugą, pełną. Wypiła jej zawartość duszkiem i zamknęła oczy, zapadając się w miękkie oparcie fotela. Po jakimś czasie, gdy alkohol zaczął krążyć w jej źyłach, była w stanie myśleć na tyle logicznie, iż zrozumiała, że mężczyzną, na którego wpadła musiał być Neville. Wnioskowała po tym, iż teraz siedziała w salonie Longbothom'ów, a na przeciwko niej siedziała Luna, z zatroskanym wzrokiem wbitym w nią.
- Powiesz mi co się stało, Hermiono? - zapytała blondynka.
- On... on mnie... wyrzucił. - wyjąkała niepewnie, a po jej policzkach znów potoczyły się łzy.
- Mówisz o profesorze Snape'ie? - Luna podała jej pudełko chusteczek. Hermiona tylko pokiwała głową, wybierając nos.
- Powiedział, że dzięki mnie zdobył Toma i już mu nie jestem potrzebna. - z jej gardła wydarł się szloch.
- On tak nie myśli. - powiedziała kobieta swoim spokojnym głosem. - To wszystko jest dla niego nowe, inne i to go przeraża.
- Skąd wiesz? - zapytała szatynka przez łzy.
- Zawsze lubiłam obserwować ludzi. - uśmiechnęła się Luna. - Większość traktowała mnie jak wariatkę i trzymali na dystans. To ułatwiało obserwację. Profesor Snape, - zawachała się. - On Cię kocha, Hermiono. I albo jeszcze nie zdał sobie z tego sprawy, albo właśnie to zrobił i to go przeraża. On chyba nadal nie wierzy, że Ty możesz go kochać na prawdę i że na to zasługuje.
- Mówisz jak prawdziwy psycholog. - uśmiechnęła się przez łzy Hermiona.
- Może trochę nim jestem. - blondynka także odpowiedziała uśmiechem. - Mimo, źe stara się robić wszystko, aby utrzymać swoją maskę obojętności, zdradzają go jego oczy, gdy patrzy na Ciebie lub Toma. W nich widać wszystkie jego uczucia.
- Więc dlaczego powiedział, że już mu nie jestem potrzebna?
- Właśnie dlatego. - odparła była Krukonka. - Boi się, że kiedy powie Ci co czuje, wyśmiejesz go i odejdziesz. A tego by chyba nie przeżył. Nie potrafi sobie z tym poradzić.
- Ale ja go kocham, Luno. - otarła rękawem resztki łez z policzka. - Kocham ich obu.
- Wiem. - odparła pani Longbothom. - Ale daj mu czas, aby zrozumiał, że on Ciebie też i że dziś popełnił ogromny błąd.
- On pewnie dojdzie do wniosku, że stracił swoją szansę. - mruknęła Gryfonka.
- Nie sądzę żeby tak było. - młodsza czarownica uśmiechnęła się ciepło. - A jeśli nawet, jest jeszcze Tom. On mu nie pozwoli sobie odpuścić.
- Dziękuję Luno. - wstała z fotela by uściskać koleżankę.
- Od tego są przyjaciele.  - blondynka odwzajemniła uścisk. - Neville Cię odprowadzi. - powiedziała, odsuwając się i jak na zawołanie, wszedł jej mąż.

Postanowiła spać w swoim gabinecie. Transmutowała fotel w łóżko, a szaty w piżamę. Nie potrafiła jednak zasnąć. Brakowało jej Severusa obok.
Kiedy wreszcie udało jej się zasnąć, śnił jej się Snape. Był wściekły. Jego twarz wykrzywiaĺ grymas, a głos wyrażał kpinę.
- Naiwna, mała Gryfonka. - drwił. - Niby najmądrzejsza czarownica od czasów Roweny Ravenclaw, a taka glupia. Myślałaś, że stworzymy rodzinę i będziemy żyć długo i szczęśliwie? Głupia jesteś Granger! - jego słowa dzwoniły jej w uszach. Obudziła się zalana łzami i potem. Wyczarowała sobie pudełko chusteczek i szklankę wody. Gdy odstawiała szklankę na stojące obok jej posłania biurko, pojawiła się przed nią świetlista mgła, która przyjęła kształt łani i przemówiła głosem Snape'a:
- Hermiono, chodzi o Toma. On Cię potrzebuje. Przyjdź szybko, proszę. - Nie czekała nawet aż patronus zniknie. Wyskoczyła z łóżka i pobiegła do kominku, chwytając proszek Fiuu w dłoń.

Gdy wypadła z kominka w lochach, od razu usłyszała płacz Tommy'ego. Pobiegła do jego pokoju, w którym panował chaos. W pomieszczeniu unosiły się różne przedmioty, inne walały się po podłodze. Rozczochrany i wyraźnie zmęczony Severus usiłował wziąć w ramiona i uspokoić rzucającego się po łóżku chłopca.
- Nie chcę. Nie, proszę. - chłopiec był spocony i mocno czerwony na buzi. Nie myśląc, odepchnęła Mistrza Eliksirów i wzięła dziecko w ramiona, mocno je przytulając.
- Ciiii, Tommy. - kołysała go delikatnie. Chłopczyk natychmiast się rozluźnił, wczepił rączki w jej koszulę.
- Mamusiu, wróciłaś. - westchnął z ulgą i zasnął spokojnie. Patrzyła na chłopca wielkimi oczami, pełnymi łez, nie przestając kołysać spoconego, rozpalonego gorączką drobnego ciałka.
- Jestem tu, synku. - odparła zdlawionym głosem, opierając policzek na głowie malca i zamykając oczy. Nie widziała pełnego skruchy i wzruszenia wzroku Severusa.
Gdy chłopiec spał już spokojnie, a gorączka spadła po podaniu eliksiru, ułożyła go w pościeli i przykryła kołdrą. Pocałowała czoło malca i zaklęciem posprzątała bałagan w pokoju. Ostatni raz spojrzała na śpiące dziecko i wyszła.
Severus stał przed kominkiem, zapatrzony w płomienie.
- Teraz już powinieneś sobie poradzić z nim sam. - powiedziała sucho, chwytając proszek Fiuu z misy.
- Nie, poczekaj. - chwycił ją za nadgarstek. - Ja nie chcę sam.
- Dopiero co mówiłeś coś innego. - patrzyła na jego dłoń zaciśniętą na jej nadgarstku. Jej oczy były pełne łez.
- Hermiono, - poluzował uścisk. - Tom słyszał naszą kłótnię. - westchnął ciężko i usiadł na kanapie, pociągając ją za sobą. - Wykrzyczał mi, że stracił drugą mamę w swoim życiu i że to moja wina. - usłyszał ciche prychnięcie, ale nie spojrzał na nią. Bał się. - Jak by to nie brzmiało, on ma rację. Jestem dupkiem, który niszczy wszystko i odpycha wszystkich, których kocha bo się boi.
- Czego się boisz? - zapytała, kładąc mu rękę na dłoni.
- Że jednak nie zasługuję na szczęście, na miłość, na rodzinę, na Ciebie i Toma. Że to się okaże snem, z którego się zaraz brutalnie obudzę. Chcę żebyście byli szczęśliwi, a wszystko psuję. - westchnął.
- Więc zrozum. - splotła ich palce i zmusiła by spojrzał jej w oczy. - My szczęśliwi możemy być tylko z Tobą. - wolną dłonią pogłaskała jego policzek. - Jesteśmy rodziną i...
- Kocham Cię, Hermiono. - przerwał jej, porywając ją w ramiona. - Kocham Cię i potrzebuję, obaj Cię potrzebujemy. - zamrugałaszybko, chcąc i odpędzić napływające pod powieki łzy.
- Ja Ciebie też kocham, Severusie. - przylgnęła do niego całym ciałem. - Was obu kocham. - siedzieli przytuleni w ciszy, gdy z pokoju Toma znów usłyszeli jego płacz.
- Lepiej do niego pójdę. - podniosła się z kanapy.
- Przynieś go do sypialni. - uśmiechnął się mężczyzna. - Niech dzisiaj śpi z nami.
Kilka minut później, Tom leżał w dużym łóżku, wtulony w Hermionę, a Severus obejmował ich ramieniem i z czułością patrzył na swoją rodzinę.
- Kocham Cię, mamusiu. - wymruczał chłopczyk.
- Ja Ciebie też kocham, synku. - ucałowała czubek głowy chłopca i popatrzyła oczami pełnymi łez na Severusa.  - I tatusia też kocham. - mężczyzna pocałował ją w czoło, zamykając oczy, by nie widziała w nich łez wzruszenia. - Jesteśmy rodziną, prawdziwą rodziną.
Zasypiali spokojni i szczęśliwi w swoich ramionach.

Bratnie duszePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz