Rozdział XXV

957 55 8
                                                  

Pierwsze dni roku szkolnego przyniosły Hermionie mnóstwo satysfakcji. Po początkowym strachu uczniów przed nową panią profesor nie było śladu już po tygodniu. Dzieciaki dostrzegły w niej osobę empatyczną, ciepłą i ze sporym poczuciem humoru. Poza tym, potrafiła wzbudzić w nich zainteresowanie omawianym tematem w teorii i zachęcić do ćwiczeń praktycznych.
Tommy bardzo chętnie chodził do przedszkola. Uwielbiał bawić się z dziećmi, a nowe ciocie były cudowne. Każdego wieczora opowiadał z wypiekami na twarzy Hermionie i Severusowi, co robili i czego sìę uczyli w ciągu dnia. Już po kilku dniach takiej rutyny, Severus poczuł jak by tak było zawsze i już zawsze już mogło tak być.
Dziesiątego września wieczorem, gdy Tom już spał a Hermiona była w łazience, płomienie w kominku zabarwiły się na zielono i pojawiła się w nich głowa Draco.
- Hej, wujku. - chłopak uśmiechnął się na grymas chrzestnego. - Jest Herm?
- W łazience.  - burknął Snape.
- To dobrze. - odparł blondyn. - Ja do Ciebie.
- Czego? - warknął starszy czarodziej.
- Za dziewięć dni są urodziny Hermiony i chcielibyśmy zorganizować dla niej przyjęcie niespodziankę w Pokoju Życzeń. Dyrektorka jest za. Ginny powiedziała, że Hermiona bardzo by chciała zobaczyć się ze swoim dziadkiem. - tłumaczył Malfoy szybko, zerkakąc na drzwi do łazienki.
- A co ja mam z tym wspólnego? - zapytał Mistrz Eliksirów.
- Napisz do niego. - Blondyn wywrócił oczami.  - McGonagall zgodziła się, żeby na przyjęcie ściągnąć go do Hogwartu.
- Hermiona się ucieszy. - myśl, jak ona zareaguje, wywołała uśmiech na twarzy mężczyzny.
- Resztę imprezy zostaw nam. Ty tylko skontaktuj się z jej dziadkiem i sprowadź go tu, a potem przyprowadzisz ją do Pokoju Życzeń.
- Jak ja nie cierpię takich spędów.  - warknął Snape.
- Ale czego się nie robi dla ukochanej, wujaszku. - Draco wyszczerzył zęby i zniknął pod wpływem morderczego spojrzenia mężczyzny.
Snape szybko zerknął na drzwi do łazienki, a następnie podszedł do biurka. Wyciągnął pergamin i pióro i napisał list z wyjaśnieniem sytuacji oraz informacją, że sowa która go przyniesie będzie czekać na odpowiedź.
Kiedy Hermiona wyszła z łazienki, on zapinał ostatnie guziki szaty.
- Idę na patrol. - powiedział, wkładając różdżkę do rękawa. Ona tylko skinęła głową i udała się do sypialni.
Oczywiście najpierw poszedł do sowiarni, odnalazł Meffisto, swojego srebrnego puchacza, przywiązał list do nogi ptaka, podał nazwisko adresata i nakazał bez odpowiedzi nie wracać. Potem patrzył z zachwytem jak ptak rozpościera swoje srebrne skrzydła i wzbija się do lotu.
- Ten widok zawsze wywołuje u mnie zachwyt i zazdrość.  - pomyślał, potrząsnął głową i ruszył patrolować korytarze w poszukiwaniu uczniów błąkających się po szkole w czasie ciszy nocnej. Chodził cichymi, uśpionymi korytarzami i myślał o Hermionie.
- Ta mała, przemądrzała wiedźma na prawdę zwróciła mi w głowie. - myślał. - Już sobie nie wyobrażam spać bez niej u mojego boku. Nawet to, że toleruje moje humory i wybuchy złości. Jest niesamowicie kobieca... - jego myśli zaczęły iść nie w tym kierunku, w którym chciał by szły.  - Jak będę myślał o seksie, nie wytrzymam do końca patrolu. - zaśmiał się do siebie.  - Ale cudownie jest wiedzieć, że wracasz do kogoś, kto na Ciebie czeka. A ja mam dwie takie osoby i już nie wyobrażam sobie, że miałoby ich nie być. Tylko Hermiona chodzi dzisiaj jakaś smutna. Muszę z nią rano porozmawiać. - z tym postanowieniem ruszył w drogę powrotną do lochów.

Tymczasem Hermiona nie mogła zasnąć. Z jednej strony brakowało jej ciepła Severusa obok siebie. Już przywykła do spania z nim. Z drugiej, dręczyły ją niespokojne myśli. Od czterech miesięcy wiedzieli rytuale Dumbledore'a. Niby tak dużo się przez ten czas wydarzyło, bo przecież mieszkali razem, spali w jednym łóżku, sypiali ze sobą, oficjalnie byli zaręczeni, razem wychowywali Toma, ale ona czuła, że czegoś jej brak. Od dłuższego czasu widziała w Severusie nie tylko zamkniętego w sobie, wrednego i złośliwego byłego śmierciożercę. Dostrzegła w nim inteligentnego, błyskotliwego i seksownego mężczyznę. Nie wiedziała, czy to kwestia rytuału, czy ich samych, ale podobał jej się i coraz bardziej się w nim zakochiwała. Obiecała mu, że nie będzie go popędzać, ale czasami miała ochotę trzepnąć go w potylicę i wstrząsnąć: - Kocham Cię ty ślepy, uparty, głupi Nietoperzu.  - zaśmiała się do własnych myśli.

Bratnie duszePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz