Rozdział siedemnasty

1.8K 159 34
                                                  


Nino

Stoję przed drżącą, zapłakaną dziewczyną, zastanawiając się, cóż miałbym z nią zrobić. Dlaczego tutaj jest? Czy była świadkiem tego, czego nie powinna?

- Możesz łaskawie wyjaśnić mi, co się wydarzyło? Przyjechałem tutaj odebrać przesyłkę. Co to jest?

- Ona jest przesyłką - gwałtownie przekręcam głowę, aż coś strzyka mi w karku, i patrzę na Berdnardo, jakby właśnie wyrósł mu na czole kutas. Muszę pomyśleć, czy przypadkiem się nie przesłyszałem bądź on jest po prostu najebany. Niestety trzyma się w pionie i nie ma kutasa na czole - Ojciec ci nie mówił?

- Oczywiście, że mi kurwa, nie mówił! Nie wspominał co to za przesyłka. Jezu Chryste! Zwariował?!

- Nie wydaje mi się, akcja była przemyślana. Dziewczyna jest zabezpieczeniem, Nino. Turek nie zapłacił za towar, zgarnął cały arsenał glocków i nie dał kasy. Ma jedyną córkę, którą kocha nad życie. Sam rozumiesz.

- Nie, tak się składa, że nie rozumiem i nie chcę brać w tym udziału. Zrób z nią co chcesz, leję na to!

- N-nie, p-proszę - dziewczyna jąka się przerażona, pociągając nosem - N-nie zostawiaj mnie z nim.

- Wybacz, słoneczko, ale nie mam wyjścia. Nie myśl, że jestem lepszy od niego. Rozczarujesz się.

- N-na pewno jesteś lepszy niż on. U-uderzył mnie - zapowietrza się i szlocha głośno, trzęsąc się jak galaretka - W-włożył mi rękę w spodnie, chciał... - przerywa, nie dając rady dokończyć przez płacz.

- Chciałeś ja zgwałcić? - pytam z niedowierzaniem, mordując go spojrzeniem - Odpowiadaj, kurwa!!

- Zwariowałeś? Oczywiście, że nie! Chciałem ją jedynie nastraszyć, żeby przestała pyskować.

- Czy to było częścią tego planu?! Ojciec ci to zlecił, baranie?! Masz wykonywać jego polecenia!

- Pierdol się! Nie masz pojęcia, co musiałem zrobić, żeby zdobyć tę małą dziwkę! W przeciwieństwie do ciebie, ja przynajmniej jestem po stronie twojego ojca, nie to co ty! Wypiąłeś się na niego! Własny syn!

- Dino - wyciągam dłoń, do której posłusznie wkłada pistolet. Odbezpieczam go, aż dziewczyna podskakuje przestraszona i bez pierdolenia bądź wahania, strzelam w oba kolana Bernardo. Potężny ryk przecina ciszę i roznosi się echem po ścianach magazynu, a dziewczyna beczy jeszcze głośniej - Zrób to jeszcze raz, sukinsynu, a przysięgam, że kolejna kula trafi prosto w twój jebany mózg! Myślisz, że masz prawo tak do mnie mówić?! Oświecę cię; nie masz! - syczę przez zęby, kucam i patrzę mu prosto w oczy. Jest wściekły niczym byk, chociaż ból w tym momencie przeważa - Pamiętaj, do kogo mówisz, Bernardo. Jestem synem twojego szefa, o czym widocznie zapomniałeś. To, że z nim nie pracuję, nie znaczy, że masz prawo traktować mnie jak chłopca z podwórka. To było jedyne ostrzeżenie. Drugiego nie będzie.

Chwilę później siedzę na parapecie, palę fajkę i wpatruję się w dziewczynę. Dowiedziałem się, że ma na imię Nafia i faktycznie pochodzi z Turcji. Pomyliłem się w wieku o rok, ponieważ nie ma dwudziestu lat, a dziewiętnaście. Jest naprawę ładna, pewnie dlatego Berdnardo nie był w stanie utrzymać łap przy sobie. Na szczęście zabrał go Dino, żebym nie musiał patrzeć, jak się wykrwawia, dzięki temu Nafia się uspokoiła. Nie zdjąłem jej opaski z oczu, choć prosiła mnie o to kilka razy. Bała się ciemności, która ją przerażała i czuła się jak w pułapce. Nie uległem, nie mogłem. Gdyby zobaczyła moją twarz, musiałbym ją zabić. Wiedziałem, jak to działa. Jeśli wróciłaby do domu, jej ojciec ruszyłby z zemstą, nawet gdyby była w jednym kawałku. Nie zamierzałem pchać się w taki bałagan i lepiej, żeby ojciec miał dobre wytłumaczenie, kiedy do niego zadzwonię. Inaczej rozpierdolę go w drobny mak. Pieprzyć więzy krwi. Skoro on miał w dupie, że nie chciałem mu więcej pomagać, ja miałem w dupie, że jest moim ojcem. Przez ten ruch mógł sprowadzić nieszczęście nie tylko na siebie, ale i na całą naszą rodzinę. Matkę, Nello, Gemmę. By to szlag!


Piętnaście minut później drzwi magazynu otwierają się i próg przekracza Ottavio wraz z Domenico. Przewracam oczami na widok tego drugiego, bo prosiłem Ottavio, żeby przyjechał sam. Nigdy mnie nie słucha!

- Nie patrz tak na mnie i nie zabijaj mnie w myślach - Domi posyła mi chytry uśmieszek i uderza mnie w ramię - Jesteśmy przyjaciółmi, tak? Wyluzuj, bracie.

- Dobra, niech będzie - wzdycham i odpuszczam. Ma rację - Na pewno macie odpowiednie miejsce, w którym mógłbym przechować dziewczynę przez kilka dni. Pojebana sytuacja. Ojciec kazał ją uprowadzić jako zabezpieczanie. Jest z Turcji - bracia patrzą na nią zaskoczeni, by ponownie wrócić spojrzeniem do mnie. Zrywając z poprzednim życiem, zerwałem również ważne znajomości. Niektórzy utrzymywali ze mną kontakt, wyświadczali przysługi, jednak szczerze mówiąc, nie miałem pomysłu, gdzie mógłbym przechować dziewczynę. Wiedziałem, że musi być to bezpieczna miejscówka, z dala od ciekawskich oczu i ryzyka.

- Uh, robiłem kiedyś interesy z turkiem - Domenico prycha, wyjmuje fajki i zapala jednego - Nie będę ściemniał, pojebany był z niego koleś. Jak się z nimi zacznie, nie ma lekko. Przechowamy dziewczynę.

- Dzięki, inaczej miałbym problem. Musi być bezpieczna i przede wszystkim nie nawiać. Co to za miejsce?

- Za miastem. Nie martw się, nikt jej tam nie znajdzie. Postawię swoich ludzi, jeśli sobie życzysz.

- Szczerze? Byłoby zajebiście. Nie ufam nikomu od ojca i nie wiem, jak on może z nimi pracować.

- Jeśli nie ufa swoim ludziom, jeden wielki chuj z tego będzie, przyjacielu - Ottavio klepie mnie po plecach, spoglądając na siedzącą nieopodal Nafię. Pochyla głowę, jakby się poddała i już nie płacze, co przyjmuję z ulgą. Szkoda mi jej, bo znalazła się w nieciekawej sytuacji, a ja nie wiem, jak z niej wybrnąć.

ALL I WANTWhere stories live. Discover now