Yeti na strydach

2.4K 103 8
                                                  

Czym jest życie?

Każdą sekundą milczenia, minutą rozmyślania, godziną rozmowy, dniem złości, tygodniem radości, miesiącem tęsknoty, rokiem marzeń, dekadą dorastania, półwieczem zmian.

Ludzie uwielbiają planować, nawet jeżeli nie realizują tego, co postanowili.
Plany na przyszłość są różnorakie, od zaplanowania najbliższych minut, do wyznaczania celu, który osiągnąć można dopiero po wielu latach.

Życie jest też sumą naszych uczuć. Tego jak przeżywamy każdą chwilę, jak reagujemy w danym momencie. Czy walczymy o własne szczęście, czy poddajemy się przeciwnościom losu.
Jest tym kogo kochamy, lubimy lub wręcz nie darzymy sympatią czy nienawidzimy.

Tworzą je otaczający nas ludzie, ich historia i przeżycia wpływają na nas samych. Często obcemu człowiekowi dziękujemy za uratowanie życia, naszego lub bliskich.
Ale zdarza się też tak, że to właśnie ci, którzy powinni być nam najbliżsi, zawodzą, wyniszczają nas, mszczą się, łamią nam serce.

Tak jak złamali moje.

Tak jak zniszczyli moje plany.

Tak jak z miłości zrobili nienawiść.

Dzieciństwo i nastoletnie lata spędziłam podróżując z rodzicami po świecie. Byli fotografami z zamiłowania i dziennikarzami z zawodu, zbierającymi informacje z krajów tak zwanego trzeciego świata. Dodatkowo pomagali w akcjach humanitarnych i innych tego rodzaju przedsięwzięciach. A ja zawsze byłam razem z nimi.

Mój już nieżyjący dziadek, od strony ojca, posiadał firmę, której dochody były i nadal są horendalne. Mój ojciec jako jedyny z rodzeństwa wyłamał się z powinności,  zamiast uczyć się, by pracować w firmie ojca, on podążył za pasją.

Dziadek o dziwo to zaakceptował, nawet niejednokrotnie finansował wiele z naszych wyjazdów.
Widział, że mój tata jako jedyny ze wszystkich swoich dzieci, nie jest zniszczony przez pieniądze, że nadal patrzy na świat oczami normalnego człowieka. Dlatego na mojego ojca przepisał całą firmę. Wiedział, iż pomimo braku doświadczenia i może nawet umiejętności prowadzenia przedsiębiorstwa, będzie lepszym szefem niż którekolwiek inne z jego dzieci.

Po śmierci rodziców w katastrofie ich awionetki, ponad trzy lata temu, cały majątek przypadł mnie, gdyż jestem jedynaczką. Robiłam wszystko, by sprawnie zarządzać firmą, lecz moje wujostwo chciało mnie zniszczyć, chcieli mi odebrać wszystko. Podważyli testamenty dziadka i moich rodziców, wrobili mnie w jakieś chore akcje, tylko żeby przejąć firmę dla siebie. I udało im się to. Zrobili ze mnie czarną owcę rodziny i zostałam sama, no prawie. Mam jeszcze kuzyna, kolejną według nich, zakałę naszej rodziny.

Teraz z ostatnim tysiącem dolarów w kieszeni, jadę pociągiem do miasta, gdzie mieszka Erick, moja ostatnia deska ratunku. Mam nadzieję, że mi pomoże. Nie widzieliśmy się wiele lat. Może nawet mnie nie pamięta, ale nie mam innego wyboru, muszę go prosić o pomoc.

- Przepraszam, czy wie pani ile jeszcze do Southlake? - zapytałam miłej kobiety, która siedziała ze mną w pociągowym przedziale.

- Prawie dojeżdżamy, ale niestety pociąg bardzo powoli pokonuje ostatnie kilometry trasy, bo tory są stare i dość zniszczone. - odpowiedziała z serdecznym uśmiechem. - Wydaje mi się, że do trzydziestu minut powinien dojechać na stację.

- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się wdzięcznie i wróciłam do przeglądania gazety.

Kurde, zaczynam się stresować. Nie znam miasta, nie mam pojęcia gdzie on mieszka. Wiem tylko tyle, że jest członkiem klubu motocyklowego i pracuje jako strażak.
Muszę znaleść go jak najszybciej, kasa mi się pewnie niedługo skończy i będę w czarnej dupie.

Dziewczyna z lwem - saga „Mimo wszystko" część trzecia (ZAWIESZONA)Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz