Rozdział dwunasty

1.8K 165 39
                                              

Gemma
Piętnaście minut. Tyle wystarczyło, żebym śmiała się jak wariatka i tuliła do siebie zupełnie obcego mi chłopaka. Nie zdążyłam wyjść z szoku, a Jared już trzymał mnie w ramionach i okręcał dookoła, niczym na karuzeli. Nie byłam w stanie pojąć, że mój widok tak bardzo go ucieszył, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Ledwo usiedliśmy w salonie, zdjął kurtkę i już zaczął o sobie opowiadać. Patrzyłam mu w oczy jak zahipnotyzowana, chłonąć każde słowo. Nie znałam go. Widziałam go na oczy po raz pierwszy, ale to nie miało znaczenia. Czułam w sercu, jakby był mi bardzo bliski. Był młodszy zaledwie o trzy lata i tak samo rozgadany, jak ja. Dopiero po kilku minutach zaczęłam widzieć w nas podobieństwo. Miał identyczny kolor oczu, pieprzyk w tym samym miejscu, tuż nad obojczykiem i piegi, których u siebie nienawidziłam. Był przystojny, uroczy i wyższy ode mnie o ponad głowę! Wiecznie psioczyłam i marudziłam na swój wzrost, na marne metr sześćdziesiąt pięć, a ojciec śmiał się ze mnie i pocieszał, że stałam w kolejce po coś zupełnie innego. Tak, zdecydowanie!

Nie narzekałam na spory biust, mały nosek, jednak o resztę musiałam zadbać sama. Widocznie mój brat odziedziczył wzrost po swoim ojcu, bo matka, według opowieści taty, była niską osobą.

- Nie masz pojęcia, jak bardzo chciałem cię poznać! Od momentu, kiedy zobaczyłem twoje zdjęcie, męczyłem mamę bezustannie! - szczebiocze wesoło, wiercąc się na kanapie - No i jestem tutaj, z tobą!

- Tak, bardzo się cieszę, chociaż mnie zaskoczyłeś. Dlaczego nie zadzwoniłeś? Przyjechałabym po ciebie na lotnisko.

- Daj spokój! Mam dziewiętnaście lat, skarbie, jestem dorosłym facetem - ho, ho. Patrzcie państwo!

- No nie wiem. Lot z Nowego Jorku do Włoch to całkiem spory dystans. M-mama nie miała nic przeciwko?

- Na początku trochę psioczyła. Nie była pewna, czy sobie poradzę. Zapewniłem ją, że będzie dobrze.

- No i proszę, dałeś radę. Dzielny chłopak - uśmiecham się i pocieram jego ramię. Bierze moją dłoń w swoją, przygląda się jej i głaszcze wierzch. Nie wiem dlaczego moje serce zaciska niewidzialna pięść.

- Mama opowiedziała mi o tobie, o tym, co zrobiła - och, nie sądziłam, że będzie stać ją na prawdę, która bądź co bądź, nadal sprawiała mi mnóstwo bólu - Nie mogłem uwierzyć, że tak po prostu was opuściła i wyjechała. Miałaś tylko dwa lata, to... podłe. Byłem na nią potwornie wkurzony. Mieliśmy ciche dni.

- Wierzę, ale to przeszłość. Nie psuj swoich relacji z matką z mojego powodu. Nawet jej nie znam.

- I to boli mnie jeszcze bardziej. Powinnyście się spotkać, porozmawiać, poznać się. Ona naprawdę nie jest taka zła - uśmiecha się, mimo to atmosfera pozostaje napięta - Widzę, jak ta sprawa ją męczy.

- Naprawdę cieszę się, że tutaj jesteś, Jared. To niesamowite móc cię poznać zaledwie kilka dni po tym, jak tata mi o tobie powiedział. Chcę się skupić na tobie, nie na matce. To dla mnie bolesny temat.

- Rozumiem - niespodziewanie przyciąga mnie do swojego twardego jak stal ciała i przytula, pocierając plecy. Jest moim młodszym bratem, to ja powinnam go pocieszać, a nie odwrotnie - Obiecuję, że będzie dobrze, siostrzyczko. Jestem tutaj, aby cię poznać i utrzymać stały kontakt. Powiedz, że ty też tego chcesz.

- Oczywiście, że tak! Nie miałam pojęcia, że mam brata, ale to bardzo miłe uczucie. Już cię lubię, młody.

- Ja ciebie też. Mam śliczną siostrę, kumple będą mi zazdrościć - odchylam się i uderzam go w ramię, a po chwili wybuchamy śmiechem. To zdecydowanie będzie dla mnie dobry czas.


Po przegadaniu większej części nocy dowiaduję się, że Jared przyleciał na weekend. Przeprosił mnie, że nie zadzwonił wcześniej, nie uprzedził i nie omówił tego ze mną. Miał obawy, że już na starcie nie wyrażę zgody na spotkanie, na poznanie go, i rzucę słuchawką. Dlatego postawił wszystko na jedną kartę, kupił bilet i przyleciał do Włoch. Nie miałam mu tego za złe, jakbym mogła? Mimo tego, jak bardzo mnie zaskoczył, zamierzałam wykorzystać wspólny czas do maksimum. I tak oto zaprosiłam swojego brata na ślub Pauliego i Luci. Na zaproszeniu nadal widniało imię i nazwisko mojego ex chłopaka, które z łatwością mogłam zastąpić Jaredem. Nie mogłam i nie chciałam zostawiać go samego, to byłoby niegrzeczne z mojej strony, więc znalazłam najlepsze rozwiązanie. Kto wie? Może będziemy się świetnie bawić?

ALL I WANTWhere stories live. Discover now