Rozdział XV

1K 62 13
                                                  

- No ty chyba oszalałeś! - stała opierając dłonie na biodrach. Jej oczy ciskały gromy. - Mamy mu zapewnić lepszy, kolorowy świat, a nie malować wszystko na szaro.
- Nie, najlepiej od razu mu narzucić, że ma być Krukonem! - warknął.
- A co ma piernik do wiatraka?  - zapytała zdenerwowana.
- Że co? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Co ma kolor ścian do domu, do którego być może trafi za siedem lat? Ja miałam żółte ściany w pokoju i jakoś nie zostałam Puchonką.
- Złoty to też pochodna żółtego lub na odwrót, jak kto woli.- odparował.
- Ale z Tobą się ciężko rozmawia. - westchnęła. - Dobra, pomalujmy na miętowy. To ani zielony, ani niebieski, nie narzuca żadnego domu.
-  Z szarymi dodatkami. - uśmiechnął się szelmowsko. Hermiona także się roześmiała.
- Jesteś niesamowicie okropny. - potrząsnęła głową zrezygnowana, ale lekko się uśmiechając.
Pół godziny później, układała ostatnie drobiazgi w nowym pokoju dla Tommy'ego w Hogwarcie. Tak, jak ustalili, ściany były miętowe, ciemne panele pokrywały podłogę. Puchaty dywan i zasłonki w magicznym oknie były szare, a meble z jasnego drewna. Znajdowało się tu łóżko z pościelą w misie, biurko z krzesłem, komoda i szafa na ubrania, a także kredens na książki i zabawki. Na krześle przy biurku siedział ogromny pluszowy miś, którego chłopiec miał otrzymać w prezencie.
- Jest pięknie. - rozejrzała się po pokoju z zachwytem.
- Z tym drugim nie pójdzie już tak lekko. - mruknął. - Musi spełniać wymagania Ośrodka.
- I nie może być taki sam. - dodała.  - To by było nudne.
- To co, idziemy? - zapytał podając jej ramię.
Wykorzystali kominek.
Kiedy Hermiona wyszła po drugiej stronie, zaskoczyło ją staroświeckie, jak na nią, dawno nie odnawiane wnętrze. Rozglądała się uważnie, ale nie potrafiła ukryć szoku.
- Jeśli jego dzieciństwo było tak ponure jak ten dom, nie dziwię się, że jest taki. - pomyślała.
- W tym domu się wychowałem i choć kojarzy mi się z tym co złe, dotąd nie potrafiłem nic tym zrobić. - wyznał szczerze zażenowany, jakby czytając jej myśli.
- Dotąd nie miałeś powodu by coś tu zmieniać. - uśmiechnęła się do niego.  - Teraz nasz motywację.
- Chciałbym, z Twoją pomocą, całkowicie odmienić to wnętrze, całego domu. - rozejrzał się niepewnie, choć znał każdy centymetr tego domu. - Chciałbym stworzyć tu dla Toma miejsce szczęśliwe, do którego będzie chciał wracać.- wyczuła smutek w jego głosie, mimo że starał się na nią nie patrzeć. Przytuliła się do jego pleców obejmując go w pasie.
- Dom to ludzie, którzy go tworzą. -  uśmiechnęła się, mimo że on nie widział jej twarzy. - Zrobimy wszystko, aby Tommy był z nami szczęśliwy.
- Musimy mu stworzyć ku temu warunki. - odwrócił się do niej twarzą. - To co, ty kuchnia, ja salon? - skinęła lekko głową na zgodę i ruszyła we wskazanym kierunku.
Powiększyła i wyniemiła okno, w którym zawisły białe nieprzezroczyste firanki, aby mugolscy sąsiedzi nie widzieli jak coś "się robi samo". Sprzęty wymieniła na nowe, dodając np zmywarkę do naczyń. Stare obdrapane szafki zastąpiły nowe, proste w formie z cichodomykającymi się frontami w kolorze budyniu waniliowego. Całości dopełnił blat z jasnoszarego kamienia, ściana z czerwonych cegieł między szafkami i długi stół z krzesłami. Dekoracje i drobiazgi z stylu lat pięćdziesiątych, ciemnoszare kafle na podłodze i obrus w czerwoną kratę na stole, ociepliły wnętrze. W tej kuchni czuła się swojsko. Zadowolona poszła obejrzeć skutki pracy Severusa w salonie. Zastała ściany w kolorze cappuccino, białe firanki i granatowe zasłony w oknach. Puchaty dywan w kolorze mlecznej czekolady ładnie się prezentował na podłodze w naturalnym kolorze drewna sosnowego. Kremowa kanapa i dwa fotele z mnóstwem białych, brązowych i granatowych poduszek stały przed piaskowym kominkiem i stolikiem kawowym z ciemnego drewna. Z tego samego materiału były regały na książki, ława za kanapą, stolik obok okna i przeszkolona witryna, wypełniona kryształami i porcelaną. Całość była ładna i elegancka. Brakowało tylko czegoś, co sprawi, że pokój stanie się przytulny. Hermiona dodała kilka kwiatów, puchaty koc na oparciu fotela, świece zapachowe pasujące kolorem do wystroju oraz zawiesiła nad kominkiem telewizor.
- Nie uważasz, że mugolscy inspektorzy mogą być zszokowani jego brakiem w dzisiejszych czasach? - zapytała widząc zdziwione spojrzenie Snape'a.
- Ale nie będziemy psuć dzieciaka oglądaniem mugolskiej telewizji przez cały dzień. - powiedział poważnie.
- Nie, będzie oglądał tylko filmy przyrodnicze i popularno-naukowe. - prychnęła. - Sam będziesz ją oglądał, kiedy tylko będziesz mógł. - dodała w myślach.
Gabinet i biblioteka poza świeżym kolorem ścian, nowymi wykładzinami na podłodze i naprawą regałów, nie wymagały większych zmian. Kiedy Hermiona "sprzątała" za pomocą magii kurz w bibliotece, Severus magicznie odrestaurował schody, poręcz i korytarz. Zrobili sobie przerwę na obiad i mały spacer. Potrzebowali odpoczynku by zregenerować siły magiczne. Zostało jeszcze całe piętro do zrobienia, chociaż zaplanowali na dziś jeszcze tylko pokój Toma i łazienkę.
Hermiona rozglądała się po okolicy i nie była zachwycona widokiem. Z pewnością byli w jednej z uboższych i zapuszczonych dzielnic Londynu. Ulice były brudne, rzeczka śmierdziała, a wiele domów wyglądało na opuszczone.
- Jak inspektorzy zobaczą tę okolicę, nigdy nie dadzą nam Toma. - westchnęła.
- Nie martw się.  - ścisnął jej dłoń.  - Rzucimy zaklęcie maskujące. Inspektorzy będą przekonani, że są w pięknej dzielnicy domków jednorodzinnych z ogródkami.
- Właśnie, jeszcze ogródek i ogrodzenie trzeba naprawić. - przypomniała sobie.
- Zdążymy. - uśmiechnął się i nagle zatrzymał.  - Wiesz, ja jestem Ci na prawdę wdzięczny, że robisz to wszystko, aby mi pomóc ratować Tommy'ego. - ona także stanęła i położyła dłoń na jego policzku.
- Ja to robię, aby ratować nas troje. - uśmiechnęła się ciepło.
- Nie rozumiem. - odparł szczerze.
- Ostatnie tygodnie sprawiły, że zaczęłam inaczej patrzeć na życie. Może to wina lub zasługą Dumbledore'a i jego rytuału, ale zaczęłam patrzeć na Ciebie inaczej. A widok Ciebie z Tomem na kolanach, rozkruszył moje serce. Teraz obaj jesteście ostatnimi, o których myślę przed snem. Nie potrafię sobie wyobrazić, że miałoby was nie być. Zaczęłam dopuszczać do siebie myśl, że to ma sens i szczerze, coraz bardziej mi się to podoba. - przyciągnął ją do siebie i pocałował. Cały dzień myślał o tym samym. Do tego słowa Lily we śnie. Może rzeczywiście na jego drodze stanęły dwie osoby, które są w  stanie go i pokochać i które może sam kochać. Już jego myśli krążą nieustannie wokół nich. I to uczucie, kiedy mały się do niego tulił z taką ufnością. Pierwsze dziecko, które się go nie bało. Wracali milcząc, przytuleni do siebie. Na podwórku rozejrzeli się, czy nikt nie widzi i zaklęciami postawili nowy płot i furtkę oraz posprzątali ogród. Powiesili huśtawkę na gałęzi starego orzecha i zrobili małą piaskownicę. Zadowoleni weszli do domu. Byli już zmęczeni, więc postanowili dalsze prace przełożyć na następny dzień. Hermiona zaparzyła herbatę i usiedli na kanapie.
- Początkowo chciałem sprzedać ten dom. - zaczął niepewnie, patrząc w swoją filiżankę.  - Nie zamierzałem zakładać rodziny. Byłem przekonany, że szybko umrę. Poza tym, kto by chciał pokochać takiego mordercę jak ja. Kiedy się okazało, że nie mogę przez cały rok mieszkać w Hogwarcie, okazał się przydatny. Nic w nim nie zmieniłem oprócz dachu i elewacji, żeby nie straszył. To też był rodzaj kary dla mnie. Patrząc na znienawidzone wnętrze, przypomniałem sobie wszystkie złe rzeczy, które mnie tu spotkały, za całe zło jakie później sam wyrządziłem innym.- Hermiona wepchnęła mu się na kolana.
- Wszystko co zrobiłeś później było skutkiem tego, co Cię tu spotkało w dzieciństwie, nie odwrotnie. - zanurzył twarz w jej włosy i zaciągnął się ich zapachem. - Pytasz kto chciałby Cię pokochać? - ujęła w dłonie jego twarz i spojrzała głęboko w oczy.  - Na przykład ja i Tommy. - przyjechała kciukiem wokół jego ust.
- Czy ty chcesz powiedzieć...? - nie dokończył.
- Nie wiem, Severusie. - westchnęła i wstała. - Wszystko dzieje się tak szybko. Nie jesteś mi obojętny. Jesteś dla mnie ważny. Ale nie potrafię Ci jeszcze powiedzieć, że to to.- poczuła ramiona oplatające ją wokół talii.
- Nie oczekuję tego od Ciebie. - oparł brodę o czubek jej głowy. - Sam nie jestem pewien tego, co czuję. Nigdy nie czułem czegoś takiego i nigdy nikt nie obdarzył mnie tym, co otrzymuję od Ciebie. Z jednej strony cieszy mnie to i bardzo mi się podoba. Z drugiej, jestem przerażony bo nie wiem, czy nie zepsuję tego i czar pryśnie jak bańka mydlana. Jedyną osobą, którą kochałem, była Lily. Ale teraz wydaje mi się, że bardziej chciałem w końcu mieć kogoś bliskiego, a ona znała moją sytuację w domu. Potem, zalała mnie złość bo wybrała mojego największego wroga. Nie potrafiłem jednak wyzbyć się tego uczucia, aż do dzisiejszego dnia. Śnila mi się. - opowiedział jej swój sen, a ona z jednej strony zadowolona z zakończenia, nie mogła wyzbyć się ukłucia zazdrości, że ciągle myśli o zmarłej ukochanej.
- O czym myślisz?  - zapytał, czując że odpłynęła.
- Zazdroszczę mamie Harrego. - westchnęła.  - Nie zdawała sobie sprawy, jaki ma skarb. Też bym chciała, by ktoś kochał mnie tak bardzo, jak ty ją. - po jej policzku popłynęła samotna łza, której nie umiała zatrzymać. Nie wiedział co odpowiedzieć. Chciał powiedzieć, że teraz ją będzie tak kochał, ale czuł że byłoby to na to jeszcze za wcześnie.

Bratnie duszePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz