Rozdział XII

1K 67 5
                                                  

Z okazji osiągnięcia przez "Bratnie dusze ponad tysiąca wyświetleń, za które bardzo serdecznie dziękuję ❤❤❤❤, kolejny rozdział specjalnie dla Was.

Następnego ranka obudziło ją stukanie w szybę. Za oknem ujrzała pięknego czarnego puchacza. Wyskoczyła z łóżka, aby otworzyć okno. Ptak wleciał do środka, rzucił list na łóżko, zatoczył koło i wyfrunął przez nadal otwarte okno, nie czekając na nagrodę czy odpowiedź. Przełamała pieczęć Malfoy'ów i otworzyła list.

Droga Hermiono....

Wybacz, nie potrafię :).
Zawsze się zwracałem do Ciebie po nazwisku. Kiedyś to poprawię, ale póki co...

Granger, Ty normalnie czytasz w moich myślach. Ja wiem, że wielcy ludzie myślą podobnie, ale że Ty i ja...?
A tak na serio, w zupełności się z Tobą zgadzam. Wiem, że Harremu zależy na choćby poprawnych relacjach z Ginewrą. Mimo, że to ona zerwała z nim, jemu w jakiś pokrętny sposób na niej zależy.
Możemy zorganizować obiad i przyjęcie w Malfoy Manor, 30 lipca (niedziela dzień przed urodzinami Harrego) powiedzmy o 13.00.
Zajmę się wszystkim tu, na miejscu. Twoim zadaniem jest przekonać do przyjścia Weasley. Niech weźmie córkę. Jest tu mnóstwo miejsca do zabawy dla takiego malucha.
W przyszłym tygodniu prześlę Ci świstoklik, abyście się mogły aportować bezpośrednio do naszego ogrodu.
Jeszcze będą z Ciebie ludzie, Granger :).

Pozdrawiam
Draco Lucjusz Malfoy

Uśmiechnęła się szeroko na treść listu. Widziała ogromną zmianę w blondynie i doceniała jego starania nawiązania dobrej, pozytywnej relacji z najlepszą przyjaciółką jego męża.
Wszystko szło idealnie. W tę niedzielę pójdzie na obiad do Nory i przekona Ginny do ich pomysłu. Za tydzień w niedzielę spotkają się wszyscy razem na przyjęciu urodzinowym Harrego i miejmy nadzieję, że Ginny wybaczy sobie samej i wspólnie stworzą grupę przyjaciół. Nie chciałaby musieć wybierać między Malfoy'ami i Weasley'ami.

◇◇◇◇◇◇◇◇◇
W niedzielę stanęła przed Norą z prezentami w rękach. Rozejrzała się po tak znajomym otoczeniu. Dom, ogród i wszystko wokół wyglądało, jak by czas stanął w miejscu.
Drzwi się otworzyły i wyszedł z nich wysoki, przystojny rudzielec.
- Hermiona. - wyszeptał George Weasley i zamknął ją w swoich ramionach.
- Och, George. - wtuliła się, ledwo powstrzymując łzy. Poczuła, że coś ciągnie ją za sukienkę. Wyplątała się z objęć rudzielca i spojrzała w dół.
- Pani jest duza Miona? - zapytała na oko czteroletnia dziewczynka, wyglądającą jak mniejsza wersja Ginny. Kobieta kucnęła przy dziecku z uśmiechem.
- Tak. A ty jesteś mała Miona. A to jest dla Ciebie. - wręczyła jej pluszowego misia pandę, który wzrostem dorównywał dziewczynce.
Dziecko pisnęło z zachwytem i wtuliło się w zabawkę.
- Myślę, że wujek George zniesie Ci misia do domu. - roześmiała się widząc, jak mała próbuje unieść pluszaka.
Po chwili z domu wyszła matka dziecka.
- O, Monika. Nie trzeba było. - Powiedziała na widok zabawki, przytulając przyjaciółkę.
- Sama zawsze o takim marzyłam i nie mogłam się powstrzymać. - weszły do domu objęte, gdy George niósł małą i misia razem bo dziewczynka nie chciała wypuścić go z rąk.
- Hermiono. - usłyszała głos gospodarza i utonęła w jego ramionach. - Tak się Cieszę, że wróciłaś. Tęskniliśmy za Tobą.
- Ja za Wami także, Panie Weasley. - już nie potrafiła ukryć wzruszenia. Po chwili z ramion Arthura wyrwała ją szlochająca Molly.
- Dziecko kochane. - łkała kobieta. - Tyle lat. Tak strasznie się o Ciebie martwiliśmy. Dobrze, że jesteś.- stały przez chwilę w uścisku. Po policzkach obu płynęły łzy.
- Co im się stało, że wszyscy płaczą wujku? - mała Hermiona rozładowała napięcie, zadając pytanie George'owi. Wszyscy się roześmiali ocierając łzy.
- Wiesz mała, dorośli jak się bardzo cieszą też płaczą. - wytłumaczył dziecku George głosem przytłumionym przez wielkiego misia.
- Dorośli są dziwni. Nie chcę być dorosła. - stwierdziła dziewczynka i zaskoczyła na podłogę.
Obiad przebiegał w radosnej atmosferze. Córka Ginny nie odstępowała nowej cioci na krok zasypując ją tysiącem pytań. Arthur był wniebowzięty widząc prezent od Hermiony i wypytał ją szczegółowo o działanie i zastosowanie.
Po posiłku Hermiona i Ginny zabrały małą na spacer. Starsza postanowiła wykorzystać okazję i namówić rudą do udziału w urodzinach Harrego.
- Czy myślisz, że Harry ma do Ciebie żal o tamtą noc z Jimem? - zapytała, nie chcąc owijać w bawełnę.
- Nie wiem. - odparła Gryfonka. - Na pewno ja mam do siebie. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle.
- Ale Wiesz, że Harry jest z Draco szczęśliwy i to właśnie dzięki Tobie? - szatynka nie dawała za wygraną.
- Jak to dzięki mnie? - zdziwiła się młodsza.
- Gdybyś wtedy z nim nie zerwała, Draco by się nie odważył zrobić pierwszego kroku. A ty nie miałabyś Mionki. - tłumaczyła obserwując jak mała goni motyla. - Według mnie, tak miało być. Harry miał być z Draco, a i Ty znajdziesz kogoś, kto pokocha Was obie.
- Widzę, że obudziłaś swoje wewnętrzne oko. - zachichotała Ginny.- Może masz rację. Może czas przestać rozpamiętywać i ruszyć dalej.
- Tak właśnie myślę. - uśmiechnęła się. - Ale nie porównuj mnie do szurniętej Sybilli. - jęknęła teatralne.- A wracając do tematu, uważam nawet, że dobrym pierwszym krokiem będzie szczera rozmowa z Harrym.
- Chciałabym, tylko czy on będzie chciał. - westchnęła. - I czy Draco nie będzie miał nic przeciwko?
- I tu Cię zaskoczę, moja droga. - Na twarzy kobiety pojawił się przebiegły uśmieszek. - Draco zaproponował, abyś porozmawiała z Harrym na jego przyjęciu urodzinowym w Malfoy Manor za tydzień.- młodsza zatrzymała się z otwartą buzią. - Zaprasza Cię razem z Mionką. Uważa, że wasze pogodzenie się będzie najlepszym prezentem urodzinowym dla jego męża, a dla małej będzie to jakaś odmiana i rozrywka. Co ty na to? - patrzyła na przyjaciółkę z nadzieją.
- Ty przebrzydła, przebiegła żmijo! - krzyknęła Ginny, chociaż cała jej twarz emanowała radością. - Zaplanowaliście to razem z tą tlenioną Fretką. I co ja mam teraz zrobić?
- Według mnie masz tylko jeden wybór. Zgodzić się.- Hermiona przyjęła swoją przemądrzałą minę, tak znaną z lat szkolnych.
- Zgoda. - westchnęła Ginny i ogłuszył ją pisk Hermiony, a po chwili zabrakło powietrza w płucach pod wpływem uścisku.
Reszta popołudnia upłynęła w radosnej atmosferze. Hermiona cieszyła się, że udało jej się namówić Ginny na spotkanie i rozmowę z Harrym. Chociaż musiała przyznać, że nie wymagało to specjalnego wysiłku. Zupełnie jakby ruda tylko czekała, aż ktoś spróbuje ją przekonać.
Wyściskana przez wszystkich i zaopatrzona w prowiant na tydzień, wzięła z misy proszek Fiuu i weszła w zielone płomienie wołając: Hogwart, gabinet dyrektora.
Kiedy wyszła z kominka po drugiej stronie, nie zastała Minervy za biurkiem.
- W końcu jest niedziela i połowa wakacji. - pomyślała. - Każdy ma prawo do odpoczynku, nawet dyrektor Hogwartu. - z tą myślą ruszyła do swoich komnat.
Idąc korytarzami usłyszała fragment rozmowy. Natychmiast rozpoznała głosy Minervy i Severusa. Zatrzymała się w pół kroku.
- Ja się do tego nie nadaję i dobrze o tym wiesz. - warknął Snape.
- Poza Tobą on nie ma nikogo. - tłumaczyła McGonagall. - Nie możesz tego tak zostawić. Przemyśl to, Severusie.- usłyszała kroki oddalającej się dyrektorki.
- Możesz już wyjść, Granger. - usłyszała nagle.
- S.. skąd wiesz, że to ja? - zapytała zaskoczona.
- Po pierwsze, pamiętaj że jestem szpiegiem. - wywrócił oczami. - Po drugie, poza nami nie ma nikogo z żywych w tym zamku. Nawet Filch i Poppy są na wakacjach. A po trzecie, już Ci mówiłem. Twoje perfumy, Granger. - Na jego usta wypełzł uśmiech samozadowolenia. Hermiona założyła ręce pod piersi.
- Po pierwsze, byłeś szpiegiem. Od pięciu lat nim nie jesteś. Po drugie, mieliśmy sobie mówić po imieniu, Severusie. - podkreśliła ostatnie słowo. - A po trzecie, mi też Ciebie miło widzieć. - stanęła na palcach i delikatnie pocałowała go delikatnie w policzek, czym zbiła Mistrza Eliksirów z pantałyku. - Nie ukrywam, że słyszałam fragment Waszej rozmowy. Czy mogę Ci jakoś pomóc? - patrzyła na niego z troską.
- To nie twoja sprawa, Granger. - warknął.
- A ten znowu swoje. - Na prawdę poczuła się urażona. - Nie to nie. Chciałam być miła. - odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia. Snape chyba wyczuł szczerość jej intencji i że zrobił jej przykrość.
- Nie, poczekaj. - chwycił ją delikatnie za ramię. - Nie chciałem Cię obrazić. Po prostu ta sytuacja mnie przerasta i nie wiem co robić.- jego ramiona opadły że zrezygnowaniem.- Masz chęć na szklaneczkę Ognistej? - popatrzył na nią z odrobiną nadzieji.
- Zapraszam do siebie. - uśmiechnęła się. - Mam prowiant od Molly Weasley.
- Za kwadrans jestem. - odparł i ruszył w stronę lochów.

Bratnie duszePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz