Rozdział siódmy

2K 171 27
                                                  


Nino

Następnego dnia z samego rana jadę do firmy. Po drodze zahaczam o biurowiec Massima i sprawdzam, jak idzie budowa drogi dojazdowej. Na szczęście wszystko gra, chłopcy uwijają się żwawo i nie przewidują opóźnień. Dzięki sprzyjającej pogodzie praca szybko posuwała się do przodu. Cieszył mnie taki obrót spraw. Massimo będzie zadowolony, Gemma nie przegryzie mi gardła ze złości, gdybym nawalił i wszyscy będą szczęśliwi. Gdyby zawsze wszystko układało się tak wspaniale, miałbym mniej siwych włosów.


Ledwo siadam za biurkiem, do mojego biura wkracza Alessandra. Trajkocze o czekających na mnie dwóch spotkaniach, które są bardzo ważne, jak i o udziale w wideo konferencji. Zaskakuje mnie, kiedy wspomina o ojcu, który dobijał się do mnie od rana i prosił o kontakt. Dziękuję jej i odprawiam, sięgając po telefon. Nie jestem pewny, czy mam ochotę zaczynać dzień od rozmowy z ojcem, ale doskonale wiem, że będzie mnie nękał i nie da mi spokoju, dopóki ze mną nie porozmawia. Jaka szkoda, że potrzebował mnie wtedy, kiedy chodziło o pracę. Czułem, że ponownie wciągnie mnie w interesy, z którymi nie chciałem mieć nic wspólnego. Nic mnie tak nie wkurwiało, jak właśnie to, kiedy niby prosił o pomoc, a jednak w jego głosie pobrzmiewał ten władczy ton, zwiastujący burzę. Odkąd prowadziłem własną firmę, ojciec starał się nie wkręcać mnie w swoją działalność, niestety czasami nie miał wyjścia. Ufał swoim ludziom, polegał na nich, ale to ja byłem jego synem i uwielbiał truć mi dupę.


Wybieram jego numer, wstaję i podchodzę do okna, czekając na połączenie. Jak zwykle, kiedy dzwonię, ojciec odbiera niemal natychmiast. Mam dziwne przeczucie, że czekał na mój telefon z komórką w dłoni.

- Nino, co tak długo? - karci mnie na dzień dobry, podnosząc mi ciśnienie - Mam do ciebie wielką prośbę.

- Tato, ile razy mam ci powtarzać, że z tym skończyłem? Nie bawię się w dostawy, handel i tego typu rzeczy i ty dobrze o tym wiesz! Mam własną firmę, więc dlaczego znowu czegoś ode mnie chcesz?

- Skończyłeś? - wzdycha zniecierpliwiony, a moja cierpliwość właśnie ulatuje - Z samego rana musiałem opuścić Neapol, nie ma mnie na miejscu, a Dante niespodziewanie pojawił się z dostawą. Odbierz ją.

- Nie, nie zrobię tego. Przykro mi. Jestem zawalony robotą, dzisiaj nie wyrwę się z firmy aż do wieczora.

- Więc spotkaj się z nim w nocy, co za różnica?! To ważne, synu. Towar jest warty ponad półtora bańki.

- Masz od tego zgraję swoich ludzi, prawda? Wyślij tam tego, któremu ufasz najbardziej i po sprawie.

- To nie jest takie proste, Nino - burczy niczym nadąsane dziecko, próbując udobruchać mnie fochem. Dawniej to na mnie działało. Szybko pojawiały się wyrzuty sumienia oraz przeczucie, że jestem do niczego, skoro zawodzę własnego ojca. Potem dorosłem i zrozumiałem, że to jego gra, aby wymusić na mnie posłuszeństwo - Odpalę ci niezłą sumkę, tylko pojedź tam i odbierz ten towar. To zajmie dziesięć minut!

- Porozmawiaj z Salem. To twoja prawa ręka, na pewno świetnie sobie z tym poradzi. Tato, na Boga! Zajmujesz się tym od lat, musisz w końcu ufać swoim ludziom, bo ja nie będę na każde twoje zawołanie. Muszę kończyć - po tych słowach rozłączam się i wzdycham ciężko, zawieszając wzrok na panoramie miasta. Miałem dość własnych problemów, nie potrzebowałem ich jeszcze więcej.


Po dwóch spotkaniach, które zajmują mi dobre cztery godziny, mam wreszcie święty spokój. Za czterdzieści minut czeka mnie wideo konferencja, a potem papierkowa robota oraz przejrzenie nowych umów, które zalegają na moim biurku. Nie miałem czasu wyskoczyć nawet na lunch, o czym mój brzuch daje mi znać. Jakby tego było mało, Giovanni oraz cała reszta nie dają mi żyć i próbują wyciągnąć na piwo, nękając wiadomościami. Ottavio wspominał, że mi się nie upiecze i czuję w kościach, że dzisiaj wyląduję w pubie i wleję w siebie zbyt dużo alkoholu, czego jutro będę kurewsko żałował.

ALL I WANTWhere stories live. Discover now