ROZDZIAŁ 41 - Proszę

291 54 7

- Tak - powiedział Alfa, który nie wiedział o co chodzi. Jackob popatrzył na wilka po czym na mnie i zaczął wychodzić z pomieszczenia. Naprawdę dziękuję za wsparcie Jackob, naprawdę. - Zapytałem o coś - powiedział.

- No wiesz czy to było pytanie to ja nie wiem, wypowiedziałeś jedno słowo, które mogło być przez nas odebrane na różne sposoby - mówiłam - Wiesz są różne funkcje wypowiedzi - Jackob zmroził mnie wzrokiem i zaczął ponaglać - Wiesz bardzo ładna dzisiaj pogoda - zapytałam, chyba Alfę.

- O co Ci znowó chodzi - spojrzał na mnie groźnie - Jackob wyjdź proszę i zostaw nie sam na sam z moją mate - Jackob po prosytu wyszedł zostawiając nas samych. Postanowiłam szybko pzejść do sedna sprawy.

- Chcę się zobaczyć z rodziną - powiedziałam, mając zamknięte oczy. Nie wiem czemu to zrobiłam chyba chciałam by chroniło mnie to przed gorzką prawdą. 

- Nie - powiedział bez chwili namysłu i zacął podchodzić do szfy.

- Jak to nie - zapytałam - Mam do tego pełne prawo.

- Jakoś w regulaminie tego nie widziałem - powiedział spoglądając na mnie - A może coś ominąłem - zapytał - A nie raczej nie. Punkt 25 Prawa człowieka "Osoba mająca ograniczone prawa, ma również ograniczone spotkania z rodziną", czyli w uproszczeniu nie ma ich.

- Ale czemu mi to robisz - mówiłam łamiącym się głosem - Chcę ich jeszcze chociaż raz zobaczyć

- Właśnie - zaczął się śmiać - Chcesz ich zobaczyć - mówił wciąż ze śmiechem - To tak jakby jedno z Twoich marzeń - poszedł do mnie z przerażającym uśmiechem na ustach - WIęc ja go na pewno nie spełnię - mówił głaszcząc mnie po policzku - Jakbyś nie zauważyła jestem zbyt okrutny, na to by je spełnić.

- Ale nie musisz taki być - powiedziałam ze łzami w oczach. Wiedziałam, że tego nie zrobi, ale moja złudna nadzieja, jak zwykle wygrała.

- Taki czyli jaki - mówił patrząc mi prosto w oczy - Taki okrutny, bezuczuciowy, cholernie zły....

- Taki zamknięty w sobie.

- Wybacz, ale ja jestem po prostu sobą, a ty aktualnie jesteś moją kulą u nogi.

- A czy więź nie działa tak, że powinniśmy się nawzajem lubić.

- Więź powiadasz, a skąd wiesz, że jesteśmy połączeni - zapytał zaciekawiony, postanowiłam zrobić krok w tył, ponieważ odbierał mi potrzebną przestrzeń.

- Widziałam swoją szyje - szepnełam, gdy zauważyłam że się do mnie zbliża. Zaczeliśmy równocześnie iść w tą samą stronę. Do póki nie dotknęłam plecami ściany, chciałam się szybko wycofać, ale Alfa pojawił się koło mnie z prędkością światła.

- Myślisz, że więź potrafiłaby mi nakazać bym Cię kochał - powiedział kilka centymetrów od mojej twarzy.

- Kochał to za dużo powiedziane - powiedziałam, przełykając gorzką ślinę, która nagle pojawiła się znikąd - Może chociaż tolerował w tym stopniu bym mogła się zobaczyć z rodziną.

- Raczej muszę popsuć Twoje złudne marzenia - zaśmiał się - Nic takiego się nie stanie, nigdy. Miałem przed Tobą kilka Lun i żadna nie zdołała mnie pokonać w żadnej sferze.

- Ale ja nie chcę Cię pokonać. Zrozum to - krzynełam, odpychając go od siebie. Moja silna wola, cierpliwość i spokój poszły w dal - Ja chcę po prostu zobaczyc po raz ostatni mamę i przyjaciół, chcę im uświadomić, że żyję, że mają się nie poddawać i walczyć - mówiłam, gestykulując rękami w czasie gdy Alfa jakby mnie zignorował i zaczął znów podąrzać do szafy - Ej - krzyknełam i podbiegłam do niego próbując zwrócić jego uwagę - Ja nie chcę byc żadną Luną czy mate, ja chcę być tym kim byłam rozumiesz - mówiłam do niego - Chcę swojego poprzedniego życia, ale nie ty to musiałeś zepsuć. Rozumię jesteś Alfą Tobie nie można się sprzeciwiać, ja Cię nie obchodzę, ani ty mnie. WIęc co nam szkodzi rozłączyć nasze drogi i żyć tak jak chcemy.

- Widocznie nie znasz naszych zwyczajów. Mate jest tylko jedna, przynajmniej dla wilkołaków, jeśli ona zginie ginie i on. Nie chcąc ryzykować swojego życia Wilk musi przy niej zostać lub odebrać jej życie - gdy ostatnie słowa padły z jego  ust wpadłam w przerażenie. To nie może być prawda, nie to nie może być prawda.

- Chcesz mnie zabić - powiedziałam wstrząśnięta, podeszłam do łóżka i na nim usiadłam - Chcesz mnie zabić - powtórzyłam.

- Chciałem - powiedział jakby nigdy nic, wybierając ciuchy.

- Chciałeś?

- Tak, ale Jackob mnie powstrzymał, przynajmniej jak na razie - powiedział dwracając się w moją stronę - Więc jeśli chcesz pożyć jeszcze trochę to lepiej zacznij się zachowywać, bo moja cierpliwość szybko się kończy.

- Dobrze powiedzmy, że możesz mnie zabić - powiedziałam do Alfy ze łzami w oczach. On zaskoczony spojrzał na mnie - Ale pozwól mi porozmawiać ostatni raz z rodziną - spojrzałam na niego - Proszę - patrzyłam na niego załzaiwonymi oczami i błagalnym wzrokiem, który był przygotowany na wszystko.

Nareszcie wróciłam!!
Wiem długo mnie tu nie było i bardzo za to pzrepraszam, ale mój dzień ograniczał się do nauki i snu przez co nie dałam rady nic pisać, dlatego postanowiłam dokończyć książkę i publikować wam co tydzień po zakończeniu pisania, jeszcze nie sprawdzałam błędów więc przepraszam, ale chciałam byście mieli nareszcie wyczekiwany rozdział.

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now