Rozdział VIII

1K 70 12
                                                  

Następne półtora miesiąca przeleciało szybko. W Wydawnictwie szef przyjął rezygnację Hermiony z szokiem. Gotów był nawet dać jej awans i podwyżkę, aby tylko została. W ostateczności zgodził się na jej warunki i wystawił fantastyczne referencje oraz wręczył czek na sympatyczną kwotę, jako nagrodę za efektywną współpracę. Dziadek zdawał się być szczęśliwy z podjętej przez nią decyzji i bardziej przekonywał ją, że to dobra decyzja, a z rozłąką i tęsknotą sobie poradzą. Miała wrażenie, że bardzo mu zależy na jej powrocie do Hogwartu. Umowę najmu mieszkania przejął po niej kolega z wydawnictwa, który planował zaręczyny i przyszedł najwyższy czas na wyprowadzkę od rodziców. Zostawiła mu większość swoich mebli. W zamian obiecał dbać o jej dobra i zaprosić na ślub.
Chloé Branche bardzo się cieszyła, że Hermiona wraca do świata magii. Odpowiedziała na wszystkie pytania, łącznie z tymi, od kiedy wie o rytuale i czy będzie mogła czasem zafiukać do zaprzyjaźnionej sąsiadki. Nawet zaoferowaĺa, że zaopiekuje się Krzywołapem, aby nie ciągnąć starego śierściucha do Hogwartu. Sytuacja wydawała się być zadowalająca również dla niego. Kiedy tylko Hermiona przyniosła kartony do pakowania dobytku, kocur zwiedził je, a następnie sobie znaną drogą przeniósł się do mieszkania sąsiadki.
Wyglądało, że wszystko idzie zgodnie z planem i po jej myśli. Dlaczego więc, przekazując klucze Paul'owi, żegnając się z dziadkiem i Chloé czuła, że to co się dzieje wywróci jej życie do góry nogami i nic już nie będzie takie samo.
Aportowała się z uliczki za kamienicą. Skrzaty zabrał wcześniej kartony i kufry z tym, co chciała mieć ze sobą.
Stała teraz z małą, potraktowaną zaklęciem zawiększająco-zmniejszającym torebką na krótkim pasku w ręku i patrzyła na monumentalne mury Hogwartu lśniące w promieniach zachodzącego słońca.
- Witamy ponownie w Hogwarcie. - usłyszała zjadliwy głos za plecami. - Jednak postanowiłaś wrócić. - bardziej stwierdził niż spytał Snape.
- Dobrze pan wie, że ja nie daję tak łatwo za wygraną, profesorze. - uśmiechnęła się do niego szeroko.
- Chyba już czas, abyśmy przeszli na ty. - patrzył na nią z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- To znaczy? - zapytała robiąc wielkie oczy.
- Mowìć sobie po imieniu.- warknął.
- Eeee......- z jej ust wydobył się bełkot.
- Elokwencja na poziomie Potter'a. - warknął - To po pierwsze. A po drugie, przecież wiesz jak mam na imię, Granger.
- Po pierwsze, to nie obrażaj mojego przyjaciela. - jej oczy zwęziły się. A po drugie, miało być po imieniu, a nie nazwisku, Severusie.
- McGonagall na Ciebie czeka, Panno-Wiem-To-wszystko. - uśmiechnął się złośliwie. - Hasło: Nadzieja nie umiera.
- Dziękuję Wampirze z Lochów. - jej uśmiech był podobny do jego. - Nie musisz mnie odprowadzać. Sama trafię. - obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę bramy. Usłyszała jeszcze prychnięcie:
- Nawet nie miałem zamiaru.

Kiedy otrzymała zgodę na wejście do gabinetu dyrektorki, ku jej zaskoczeniu, na fotelach przed biurkiem siedziało dwóch młodych mężczyzn.
- Przepraszam. To ja przyjdę później. - zmieszała się.
- Hermiona? - usłyszała znajomy głos i jeden z mężczyzn wstał z fotela. Dopiero po chwili rozpoznała w nim swojego dawnego przyjaciela, Harrego Pottera, którego kilka chwil wcześniej wspominali że Snape'em. - Jak dobrze Cię widzieć. - zamknął ją w niedźwiedzim uścisku. - Musimy się później spotkać. - odsunął się od niej lekko, czując jej spięte mięśnie i zobaczył szok wymalowany na twarzy.
Drugi z mężczyzn również się podniósł. Czekał jednak, aż kobieta zwróci na niego uwagę.
- Draco? - usłyszał swoje imię i podniósł głowę. - Draco Malfoy.
- Wiesz Herm. - zaczął tłumaczyć Harry. - Draco jest moim partnerem, nie tylko w pracy. - oblał się rumieńcem, a dziewczyna tylko zamrugała, gdy dotarł do niej sens jego słów. Nie żeby miała coś przeciwko związkom homoseksualnym. Po prostu, kiedy rozmawiali ostatni raz, Harry był chłopakiem Ginny Weasley.
- Co wy robicie w szkole w czasie wakacji? - zapytała, siląc się na normalny ton.
- Szkoła ma obowiązek złożyć po zakończeniu roku szkolnego Ministerstwu raport ze swojej całorocznej działalności. - wyjaśniła McGonagall. - Panowie Malfoy zostali oddelegowani do odebrania tego raportu.
- Panowie Malfoy? - patrzyła zaskoczona na twarze obu mężczyzn na przemian.
- Wiesz... - zaczął brunet - Chcieliśmy Cię zaprosić na ślub, ale wyraźnie powiedziałaś, że nie chcesz wracać do świata magii i mieć z nim cokolwiek wspólnego. Nawet nie wiedzieliśmy gdzie Cię szukać. - widziała zawstydzenie dawnego przyjaciela. Na pewno pisali o tym w Proroku i dziadek próbował jej powiedzieć, ale był czas, kiedy ona na prawdę nie chciała słuchać o świecie magii i odcinała się za każdym razem, gdy ktoś poruszał ten temat.
- Widzę, że na prawdę macie mi dużo do powiedzenia. - uśmiechnęła się ciepło do obu, na co blondyn zareagował trochę niepewnie. Nadal pamiętał jak traktował ją przez sześć lat nauki. Dopiero, kiedy Dumbledore zapewnił mu opiekę i przeszedł na stronę Zakonu Feniksa, blìżej poznał "Złote Trio" i odkrył, że ta szlama, jak zwykł myśleć o Hermionie, nie jest taka najgorsza.W złotym chłopcu się zakochał z wzajemnością. Tylko ruda Łasica okazał się dokładnie taki, jak blondyn myślał, czyli głupi, uparty i uprzedzony. Potwierdził to, kiedy zrobił Harremu awanturę o jego związek z Draco, a potem zerwał z nim jakiekolwiek kontakty.
- Może wolicie się spotkać sami? - zaproponował blondyn.
- Nie ma problemu, Draco. - uśmiechnęła się do niego dziewczyna. - Jesteś ważną częścią życia Harrego. Skoro dla niego jesteś ważny, to dla mnie także.- umówili się na sobotnie popołudnie w Trzech Miotłach, a następnie skupili się na głównym powodzie, dla którego się spotkali.
Hermiona tymczasowo została umieszczona w swoich dawnych komnatach Prefekta Naczelnego, przynajmniej do czasu, dopóki profesor Flitwick nie wyprowadzi się z komnat nauczyciela Zaklęć. Umówili się z małym profesorem, że pracę zaczną od poniedziałku od dziewiątej rano. Miała więc cały weekend dla siebie. W sobotę planowała wybrać się na zakupy do Hogesmade, ale piątkowy wieczór chciała przeznaczyć na kontemplowanie przyrody jej ukochanego miejsca na ziemi, z którym łączyło się tyle cudownych wspomnień i tyle bólu, gdy myślała o wojnie i poległych w niej przyjaciołach.
Siedziała właśnie na ławeczce nad grobem Dumbledore'a i patrzyła na tablicę pamiątkową, na której wyryte były nazwiska wszystkich poległych. Otarła rękawem pojedyńczą łzę, która potoczyły się po jej policzku i ruszyła dalej.
W związku z tym, że był czwartek, a w szkole nie było ani uczniów, ani większości z grona pedagogicznego, postanowiła przejść się na spacer na błonia, bez rzucania na siebie żadnych zaklęć. Nie powinien jej zobaczyć nikt nie powołany. Zresztą, miała świadomość, że niedługo informacja o jej powrocie do Hogwartu i objęciu stanowiska nauczyciela Zaklęć, pojawi się w Proroku. Minerva miała obowiązek zgłosić całą kadrę nauczycielską wraz z programami nauczania poszczególnych przedmiotów najpóźniej do połowy sierpnia. Wiedziała więc, że jej obecność tutaj przestanie być tajemnicą. Miała tylko nadzieję, że przez te kilka lat szum medialny wokół jej osoby się wyczerpał i będzie mogła normalnie funkcjonować w świecie magii.
Pogrążona w swoich myślach, nawet nie zauważyła kiedy doszła do ogrodu różanego. O tej porze roku mienił się on serią barw i zapachów przeróżnych odmian róż. Usiadła na kamiennej ławeczce i zaciągnęła się słodkim zapachem kwiatów. Przymknęła oczy i oparła głowę o pień rosnącego za ławką drzewa.
- Jak dobrze być w domu. - mruknęła.
- Zależy dla kogo dobrze. - usłyszała znajomy warkot za plecami.
- Ja się cieszę, że wróciłam. - uśmiechnęła się delikatnie, nie otwierając oczu.
- Nawet w obliczu tego, do czego chce nas zmusić stetryczały gej z mózgiem przeżartym przez mugolski cukier? - jego głos ewidentnie wyrażał kpinę.
- Ciekawe określenie. - zaśmiała się krótko. - Tak, nawet wobec tego. I wiem co zaraz powiesz, Severusie. Że jestem głupia, naiwna i kieruje mną gryfoński duch walki. - Nie patrząc na niego, nie widziała jak jej krótki śmiech podziałał na mężczyznę. Stał lekko oniemiały i choć nie chciał się do tego przyznać, jej melodyjny śmiech mu się podobał. - W pewnym sensie masz rację, ale nie wiesz jednego...- wstała gwałtownie z ławki i w dwóch krokach znalazła się przed mężczyzną. - ...że może ja właśnie tego chcę. - pocałowała go szybko i delikatnie w usta i odeszła, zostawiając go samego wśród róż.

Bratnie duszePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz