Rozdział drugi

2.2K 180 37
                                              

Gemma
Mam wrażenie, że powietrze w moim biurze gdzieś ulatuje, jakby nagle coś zaczęło je wysysać. Patrzę w oczy mężczyźnie, który ponad dwa lata temu był mi bardzo bliski, w którym się zakochałam, któremu oddałam serce oraz ciało. To z nim przeżyłam piękne i szalone chwile. To on odebrał mi cnotę. To on mnie skrzywdził, pieprząc na jednym z przyjęć blond piękność, upokarzając mnie na oczach przyjaciół. Alessi, jej męża, Vito, Ariny, moich koleżanek z uczelni. Kompletnie nic nie robił sobie z ich widoku, a już na pewno nie przestał. Jak gdyby nigdy nic, posuwał dziewczynę patrząc mi prosto w oczy, niemo przekazując mi, że jestem nikim. Wyszłam stamtąd roztrzęsiona, załamana, zbrukana. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się po nim takiego zagrania, tak okrutnego i bolesnego.

 Kochałam go, byłam w nim zadurzona po uszy i marzyłam o naszej wspólnej przyszłości, która nigdy miała nie nadejść. Nie okłamywałam go, mówiąc wiele razy, jak bardzo pragnę zostać żoną, matką. To coś, co było dla mnie ważne, coś, co było poza zasięgiem Nino. Dla niego liczyła się zabawa, alkohol, kobiety. Nie chciał się wiązać, ograniczać i poprzestać na jednej panience. Oczarował mnie, zrobił swoje i... odszedł. Nawet wtedy, kiedy przyjechał do mnie z kwiatami i przeprosił za swoje zachowanie, wiedziałam, że niczego nie żałował. Zrobił to, ponieważ być może było mu mnie żal, a nie dlatego, że naprawdę mnie skrzywdził. Był gówniarzem mającym w dupie uczucia innych ludzi.

Siedem miesięcy zajęło mi wylizanie ran. Całkowicie odcięłam się od mężczyzn; nie chodziłam na randki, nie wdawałam się w rozmowy, nie zwracałam na nich uwagi. Alessia wiele razy próbowała wyciągnąć mnie do klubu, odciągnąć moje myśli od mężczyzny, który potraktował mnie jak natrętną muchę, która przez chwilę polatała mu przed nosem i nagle postanowił się jej pozbyć. Nie potrafiłam otworzyć się na nowe znajomości, na imprezowanie. To było ponad moje siły i byłam wdzięczna, że Alessia w którymś momencie nareszcie to zrozumiała. Nie chciałam się bawić, chciałam zaszyć się w swoim mieszkaniu, pozaciągać rolety i siedzieć w ciemności, popijając wino i użalając się na sobą. Tak wyglądał czas po Nino. Pełen łez, smutku, rozczarowania i myśli, że nic dla niego nie znaczyłam. Wymiksował się z naszego związku dosłownie w sekundę. Wystarczyło, że wspomniałam o zaręczynach, pierścionku, ślubie, a już go nie było. Przeklinałam go tysiąc razy, a potem zrozumiałam, że tak musiało być. Widocznie nie był mi pisany.

A teraz zjawia się, jak gdyby nigdy nic i patrzy na mnie tak, jak patrzył wtedy, kiedy zobaczył mnie po raz pierwszy. Nie chcę tego. Nie chcę, żeby patrzył tak, jakby mu zależało, bo wiem, że nie zależy. Już na chrzcinach Ann ledwo byłam w stanie przebywać z nim w jednym pomieszczeniu, oddychać tym samym powietrzem i co rusz napotykać jego wzrok, wlepiony prosto we mnie. Czułam się przez niego osaczona. Jego widok po takim czasie zasiał w moim poukładanym życiu chaos. Próbowałam zachować spokój, nie zwracać na niego uwagi i robić wszystko, aby uspokoić bicie mojego serca. Przez chwilę bałam się, że przebije się przez klatkę piersiową i poturla wprost pod eleganckie buty mojego ex. Skłamałabym mówiąc, iż jego obecność nie zrobiła na mnie wrażenia, bo było wręcz odwrotnie. Przed oczami migały mi nasze wspólnie spędzone chwile, jego dotyk, czułe słowa. Nienawidziłam swojego umysłu za to, że podsuwał mi te cudowne obrazy i szczęście, które wtedy czułam.

- Co ty tutaj robisz? Okłamałeś Silvię przedstawiając się jako Biagio! Dojrzale - mówię ostrzej, niż zamierzałam, ściskając w palcach brzeg dębowego biurka. To nic prostego przebywać z nim tak blisko, w dodatku bez osób trzecich. Znałam Nino i jego sztuczki, na które nie chciałam nabrać się nigdy więcej.

- Nie złość się. Musiałem to zrobić, inaczej nie chciałabyś ze mną porozmawiać. Uspokój się, proszę.

- Nie mów mi, co mam robić - rzucam wściekle, podchodzę do okna i biorę głęboki oddech, próbując opanować szalejące w piersi serce. Dlaczego tak na niego reaguję, skoro nie widziałam go dwa lata? To chore! - Jeśli masz mi coś do powiedzenia to mów szybko i opuść moje biuro.

ALL I WANTWhere stories live. Discover now