Rozdział pierwszy

Start from the beginning
                                                  


Ledwo wchodzę na salę, a moje oczy wędrują w stronę Gemmy, która właśnie wstaje ze swojego miejsca. Serce podchodzi mi do gardła, dłonie pocą i ledwo panuję nad swoim ciałem, kiedy idzie w moją stronę. Wciąż stoję w przejściu, niezdolny do zrobienia choćby kroku. Mam wrażenie, że mnie sparaliżowało.

- Nino - wita się ze mną lekkim uśmiechem i kiwnięciem głową. Chryste, z bliska jest jeszcze piękniejsza! Jej włosy nie są już czarne, a lekko brązowe. Piersi wydają się większe, niemal do mnie krzyczą. Natomiast jej twarz... jej piękna twarz to dopiero ogień. Ciemne oczy, wydatne usta, uroczy, mały nosek i kilka piegów, które zawsze lubiłem. Naprawdę się zmieniła, a minęło jedynie dwa lata. To wcale nie tak dużo! - Milo cię widzieć. Co u ciebie słychać? 

- C-ciebie również - jąkam się, próbując odnaleźć zdrętwiały język - U mnie wszystko w porządku.

- Bardzo mnie to cieszy. Wybacz, muszę skoczyć do toalety - odgarnia kosmyk włosów i mija mnie, zostawiając za sobą boski zapach perfum wymieszany z jej skórą. Definitywnie przepadłem. Nie ma ratunki ani dla mnie, ani dla niej.


Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje i co najlepszego wyprawiam! Mam ochotę samemu przyjebać sobie w twarz, żeby mój rozum zechciał wrócić na swoje miejsce i zaczął działać tak, jak do tej pory. Niestety moje myśli zaprząta dziewczyna, która ponownie pojawiła się w moim życiu. Przez cholerne dwa lata nie wchodziliśmy sobie w drogę, nie widywaliśmy się nawet przypadkiem, aż do wczoraj. Przez nią nie mogę skupić się na pracy, na klientach, na spotkaniu, które dla mojego ojca jest bardzo ważne. Zabije mnie, jeśli dzisiaj nawalę.

Ostatnio ojciec płynął po niespokojnych wodach i postanowił poszerzyć swoją działalność o handel bronią. Nie poparłem go, ale miał w dupie moje zdanie. On rządził, sam podejmował decyzje i walczył o lepszy byt. Ja byłem gdzieś obok, obserwując jego poczynania. Starałem się trzymać od nowego interesu z daleka, dlatego zabezpieczyłem się własną firmą, którą otworzyłem dawno temu. Nie kręciło mnie handlowanie ani bronią, ani narkotykami, w przeciwieństwie do mojego ojca. Kochał szybką kasę, pławił się w niej i to przez nią odbiło mu nie na żarty. Czasami popełniał banalne błędy, narażając siebie oraz swoich ludzi na wpadkę. Właśnie to skłoniło mnie do osunięcia się. Jeśli ojciec pójdzie siedzieć, nie pociągnie mnie za sobą. Nie zamierzałem przez coś takiego spędzić życia za kratkami. Na szczęście mój stary nie walczył o to, abym przejął po nim dziedzictwo. Wciąż powtarzał, że nigdzie się nie wybiera i sam będzie zarządzał swoim imperium. Krzyż na drogę, było mi to na rękę. Dzięki temu mogłem skupić się na swojej firmie.

- No dobrze, chłopcze. Co tam masz? - ma samo słowo chłopcze, mam chęć wbić go w ziemię! Miałem dwadzieścia osiem lat, do chłopca było mi kurewsko daleko! Jednym ciosem mógłbym zgnieść go jak robaka i nic by z niego nie zostało! Pakowałem na siłowni, moje ciało składało się z samych mięśni, a on nazywa mnie chłopcem?! Nieśmieszny żart, staruszku - U la, la. Podoba mi się to, co widzę. Może mała prezentacja? - Rosario uśmiecha się szeroko, bierze jednego z glocków i wymierza w drzewo.

Kiedy on bawi się nową zabawką, ja odpalam fajkę i próbuję być cierpliwy. To nie dla mnie. Robię to dla ojca po raz ostatni. Mam w dupie, że miał inne sprawy. Niech sam pilnuje swojego interesu.


Wieczorem moje samopoczucie jest na samym dnie. Wciąż w głosie słyszę słowa Alessi, wspominającej o dzisiejszych urodzinach Gemmy. Na samą myśl, iż przedstawi im swojego chłopaka, coś mnie trafia. Chciałbym wiedzieć, co się ze mną dzieje, skąd ta złość, przeklęta zazdrość, furia. Nic do niej nie czuję, nasza znajomość to przeszłość, zamknięty rozdział, więc dlaczego właśnie przebieram się, wsiadam do samochodu i zapierdalam do klubu należącego do Domenico? Dzisiaj podstępem podszedłem go i dyskretnie wypytałem o plany na wieczór. Bez podejrzeń powiedział, że wybiera się na imprezę do swojego klubu, a ja skojarzyłem resztę. No i proszę, jestem tutaj, wchodzę do środka i kieruję się na piętro. To oczywiste, że na pewno zajmą lożę na piętrze, które są VIP-owskie i trzeba sporo za nie zapłacić. Domenico znał Gemmę od dawna, na pewno zrobił jej miłą niespodziankę, rezerwując to miejsce. Było naprawdę niesamowite, jak i cały klub. Wiele razy imprezowałem tutaj z przyjaciółmi, ale rzecz jasna na ów imprezę nie zostałem zaproszony.

Byłem ciekaw mojej ex dziewczyny. Tego, co robiła przez dwa lata, czym się zajmowała, komu się oddała. Nie powinienem o tym myśleć i zadręczać się tą dziewczyną, jednak sytuacja nie była dla mnie ani prosta, ani jasna. Wystarczyło, że pojawiła się, uśmiechnęła, a ja ponownie przepadłem, jak za pierwszym razem. To nie tak, że mi na niej nie zależało, bo było wręcz odwrotnie. Spodobała mi się niemal natychmiast, dlatego postanowiłem ją oczarować i zgarnąć dla siebie. Te kilka miesięcy, które spędziliśmy razem, były naprawdę zajebiste. Do dzisiaj pamiętam dzień, kiedy Gemma oddała mi się po raz pierwszy, przy okazji oddając swoją cnotę. Musiałem na to czekać długi miesiąc, ale opłaciło się. Była wspaniała, seksowna, piękna i... moja. Dopiero potem zaczęła mnie ograniczać, wymuszać na mnie pewne decyzje i, o zgrozo, wspominać o ślubie. Rozumiałem, że tego pragnęła, skoro co rusz jej koleżanki wychodziły za mąż. Jaka szkoda, że źle trafiła lokując uczucia we mnie. Mężczyźnie, który nie chciał mieć na palcu obrączki.

Kiedy kelnerka stawia na moim stoliku szklaneczkę z drinkiem, w zasięgu mojego wzroku pojawia się ona. Z całych sił próbuję zachować spokój, kiedy wita się z resztą i przedstawia stojącego obok niej chłopaka. Wygląda przy niej jak zagubiony szczeniak, co odrobinę mnie śmieszy. Co ona z nim robi? Czy w ogóle potrafi się nią zająć? Czy zna jej ulubione miejsca do całowania? Mogę się założyć, że w łóżku jest kiepski.


Budzi mnie dzwonek telefonu. Niemrawie uchylam jedno oko, wyciągam dłoń i biorę go ze stojącej obok szafki. Na widok kontaktu mam ochotę schować łeb pod poduszką i nie wystawiać spod niej nosa!

- Witaj, tato - wzdycham zrezygnowany, opierając plecy o wezgłowie - Dzwonisz o ósmej dziesięć, wiesz?

- Oczywiście, że wiem! Dlaczego jeszcze śpisz o tej godzinie? - obrusza się, karcąc mnie jak wtedy, kiedy miałem dziesięć lat - Chciałem ci podziękować za dobicie targu z Rosario. Bardzo cię chwalił. Tak trzymaj!

- Cieszę się, że transakcja się powiodła. Przypominam ci, że to była jednorazowa przysługa z mojej strony.

- Tak, tak, wiem - burczy pod nosem, zapewne przewracając oczami. Nie wspomnę, ile razy mówiłem to wcześniej - Wiesz, że czasami nie mogę być w dwóch miejscach na raz, a tylko tobie ufam! Doceń to.

- Doceniam, co nie znaczy, że mam chęć się w tym babrać. Mam swoją firmę i dbam o jej dobre imię.

- Wiem o tym, synu. Nie zrobię nic, aby ci zaszkodzić. Jeszcze raz dziękuję za twoją pomoc. Przelałem na twoje konto odpowiednią sumkę za tę jednorazową przysługę - śmieje się, czym wyprowadza mnie z równowagi. Wkurwia mnie, że ma świadomość, że zawsze mu, kurwa, pomogę! - Muszę kończyć. Jak znajdziesz czas, wpadnij do nas. Matka za tobą tęskni - po tych słowach kończy połączenie. Rzucam telefon na poduszkę obok i ponownie zapadam w sen.

ALL I WANTWhere stories live. Discover now