Rozdział VI

1.1K 63 3
                                                  

Kiedy się obudziła, antyczny zegar na kominku wskazywał prawie trzynastą.
- Brawo Granger. - zbeształa  się w myślach. - Snape i Minerva niedługo kończą lekcje, a Ty gnijesz w łóżku. - wstała, poprosiła skrzata o lunch i poszła pod prysznic. Zanim się wykąpała i doprowadziła do porządku, na stole już czekała na nią cebulowa zupa-krem z grzankami i sałatka z grillowanym kurczakiem. Do tego tarta z owocami i mrożona kawa na deser.
- Już zapomniałam, jak dobrze gotują skrzaty w Hogwarcie.  - rozmarzyła się. Powspominała czasy szkolne i nawet, nie obejrzała się, kiedy wybiła piętnasta. Postanowiła przespacerować się po błoniach. Wìększość uczniów powinna być w bibliotece, albo w dormitoriach odrabiać lekcje. Mimo to, rzuciła na siebie kameleona i wyciszające. Wolała nie wzbudzać niepotrzebnej sensacji.
Już dochodziła do głównego holu, gdy usłyszała za swoimi plecami szept:
- Idziesz na spacer, Granger, czy uciekasz? - za nią stał Mistrz Eliksirów.
- Skąd Pan wie, że to ja? - zapytała zdziwiona. - Rzuciłam zaklęcia.
- Och, Granger. - pokręcił głową z rozbawieniem.  - Niby taka mądra, a taka głupia.  - Prychnęła jak rozjuszona kotka. - Zapach Cię zdradził, kretynko. Myślisz, że wiele kobiet w tym zamku używa J'adore Diora?
- Nie wydaje się Panu, że  wygląda dziwnie, kiedy rozmawia Pan że ścianą? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, zaskoczona, że rozpoznał jej perfumy.
- Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, myślę. - w to zdanie włożył tyle jadu, ile potrafił. - Rzuciłem na Ciebie zaklęcie rozpraszające. Wszyscy, którzy nas widzą, będą wiedzieli, że rozmawiałem z kobietą, ale nie będą nawet potrafili opisać, jak wyglądała. - patrzył w jej czekoladowe oczy z satysfakcją i rozbawieniem. - To co, spacer czy ewakuacja?- wrócił do pierwotnego pytania.
- Spacer. - odparła odzyskując rezon. - Zechce mi Pan towarzyszyć? - uśmiechnęła się przytulnie, łapiąc go pod ramię. Tym razem on zesztywniał zaskoczony jej zachowaniem. Nikt nigdy nie zachowywał się w stosunku do niego tak swobodnie. Owszem, było kilka osób, które dotykały go bez lęku, jednak one wiedziały, że jest on od nich zależny lub były szalone, jak Bella Lestrange. Jedyną osobą, która nie bała i nie brzydziła się go dotknąć na prawdę była Minerva McGonagall.
- Nie boisz i nie brzydzisz się mnie dotykać? - zapytał na głos, zanim zdołał skonsultować język z mózgiem.
- Bać się przestałam na trzecim roku, kiedy zrozumiałam, że jest Pan po naszej stronie i niejednokrotnie uratował Pan nasze tyłki. - zaśmiała się do swoich wspomnień.  - Brzydzić się to można czegoś oślizłego i obrzydliwego, a Pan taki przeciez nie jest. - aż się zatrzymał z wrażenia. Pierwszy raz ktoś, może w zawaloowany sposób i nie do końca świadomie, powiedział mu komplement. Szybko jednak przybrał maskę obojętności i ruszył dalej.
- Podjęłaś decyzję? - zapytał siląc się na obojętny ton.
- Tak. - odpowiedziała z pełną stanowczością. - Postanowiłam przyjąć ofertę Minervy, co do pracy w Hogwarcie.
- Minervy? Od kiedy jesteście na Ty?- uniósł brew w typowy dla siebie sposób.
- Właściwie od wczoraj. - odpowiedziała lekko się rumieniąc.
- A co z bagnem, w które nas wpakował Dumbledore?
- Pyta Pan o rytuał?- zaczęła skubać brzeg rękawa swetra, który miała na sobie.  - Postanowiłam zostawić to losowi. - zatrzymali się przy złamanym drzewie nad jeziorem wielkiej kałamarnicy.  - Jeśli coś ma z tego wyjść, to i tak wyjdzie, bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie.
- A ty chcesz, Granger? - zapytał patrząc na jezioro.
- Chciałabym znaleźć sposób, żeby Pana uratować w sposób nie uwłaczający niczyjej godności i bez znudzenia nikogo do czegokolwiek.
- A jeśli tak się nie da? - zapytał przenosząc wzrok na nią.
- Gotowa jestem do wszelkich poświęceń, aby Pan mógł żyć.- powiedziała poważnie nie odrywając wzroku od jego czarnych tęczówek.
- Gotowa jesteś zostać moją żoną by ratować moje nędzne życie i męczyć się że mną do śmierci jednego z nas?- patrzył na nią zszokowany. Spodziewał się takiej decyzji z jej strony, ale łudził się, że przez te kilka lat się zmieniła i nie wpakuje się w ten syf. - Wiesz, że magiczne małżeństwa są nierozerwalne?  - na jej kiwnięcie dodał tylko.- Myślałem, że zmądrzałaś, a Ty jesteś tak samo głupia, jak przed laty Granger.
- Być może. - odparła cicho i zamilkła. Nadal trzymając go pod ramię patrzyła na spokojną taflę jeziora.
- A jednak się zmieniła. - myślał korzystając z ciszy. - Dawna Granger by się uniosła dumą i gryfońska buta by ją zdominowała. To już nie jest mała dziewczynka, którą uczyłem. To dojrzała kobieta, pewna swoich decyzji.

Nie, ja wcale tego nie pomyślałem. A jeśli Już, to na pewno przez ten rytuał. Przeklęty Dumbledore i jego chore pomysły.

Tak bardzo zagłębił się w swoje rozmyślania, że nie zauważył kiedy Hermiona zaproponowała powrót do zamku. Kiedy się ocknął, odchrząknął i zaproponował, że odprowadzi ją do komnat dyrektorki.
- Dziękuję za spacer i towarzystwo, profesorze. - uśmiechnęła się, wchodząc na schody.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panno Granger.  - lekko się skłonił. Sam nie wiedział dlaczego zachowuje taką kurtuazję wobec niej. Pomachała mu i weszła do gabinetu McGonagall, która zakopana była w pergaminach i nawet nie zauważyła jej wejścia. Dziewczyna stanęła przed portretem byłego dyrektora i chrząknęła znacząco.
- Profesorze Dumbledore. - zaczęła dość ostrym tonem. - Wiem, że pan nie śpi.  - siwobrody zamrugał, jakby dopiero go obudzono.
- Panna Granger, jak miło panią widzieć. - uśmiechnął się dobrotliwie.
- Darujmy sobie te ckliwe scenki, Dumbledore. - warknęła opierając ręce na biodrach. - Jak można być zadufanym w sobie, do tego stopnia, żeby na siłę układać życie innym, w imię większego dobra? Ja rozumiem, brak własnego życia osobistego może z czasem walić na głowę, ale to co Pan zrobił, przekracza wszelkie możliwe granice, nie tylko kultury i dobrego smaku, ale powoduje, że straciłam wszelki szacunek i zaufanie do Pana.
- Ależ panno Granger, ja chciałem tylko waszego szczęścia. - staruszek nie spodziewał się tak ostrej wypowiedzi z ust jednej z ulubionych uczennic, z jakimi miał zaszczyt współpracować przez te wszystkie lata nauczania w Hogwarcie.
- Pozwoli Pan, że o swoim szczęściu zdecydujemy sami, ja i profesor Snape. - warknęła i wspięła się po schodach do prywatnych komnat dyrektora.
Minerva, która przysłuchiwała się tej rozmowie, od dłuższej chwili zasłaniała się pergaminami by nie parsknąć śmiechem, uważnie obserwowała byłą uczennicę i była z niej dumna.
- Ale Ci przygadała.  - zaśmiała się, gdy za Hermioną zamknęły się drzwi. - Może to Cię nauczy nie wtrącać się w życie innych.
- Oni jeszcze będą razem, Minnie. I będą szczęśliwi. Wspominasz moje słowa. - starzec mówił z pełnym przekonaniem.
- Obyś miał rację, Albusie. - westchnęła kobieta.  - Jeśli przez Ciebie będą nieszczęśliwi, to obiecuję, że jak mi Merlin miły, spalę wszystkie Twoje portrety i dopilnuję, żeby nie było o tobie wzmianki w całej historii magii. - wstała zza biurka i ruszyła na kolację do Wielkiej Sali. - I nie mów do mnie Minnie. - wysyczała, zamykając drzwi.

Tymczasem Severus Snape nie potrafił wyrzucić byłej Gryfonki ze swojej glowy. Zauważył, że nie była już nieporadną Panną-Wiem-To-Wszystko-Granger, która znała odpowiedź na każde zadane na lekcji pytanie i wykłuwała nauczycielom oczy swoją wiecznie falującą, jak trzcina na wietrze, ręką. Teraz potrafiła milczeć, co udowodniła dziś popołudniu i nie trzeba jej było do tego zmuszać zaklęciem lub groźbą szlabanu.  Nawet jej włosy, z których drwił przez siedem lat, że wyglądają jak gniazdo dla ptaków albo rozwalony stóg siana, teraz wyglądały na piękne loki sięgające połowy jej pleców.  Rysy twarzy się wyostrzyły i nadały jej twarzy szlachetności i subtelnej kobiecości. Figura także uległa zmianie. Już nie była  śmiesznym pokurczem z kaczym chodem. Niby nie urosła, a jednak jej ciało nabrało zgrabności, zaokrąglone gdzie trzeba, a ruchy stały się bardziej kobiece i seksowne. Tylko oczy pozostały takie same. Czekoladowe, duże i pełne blasku. No prawie takie same. Zniknęła z nich beztroska i radość, którą miała w sobie nastoletnia Granger sprzed wojny. Teraz zamiast tego, można było dojrzeć w jej oczach pewność siebie i stalową stanowczość oraz twardość, charakterystyczną dla osób, które przeżyły traumę. Całość  nadawała obliczu dziewczyny, nie, już kobiety, odrobinę surowości i to w jakiś sposób podobało się Snape'owi. Oczywiście, całą tę gamę uczuć względem Granger i ciągle uciekające do niej myśli, zwalał na Dumbledore'a i jego rytuał. Przecież, żeby nie to, to żadna kobieta nie zaprzątała myśli Mistrza Eliksirów w takim stopniu. Żadna, poza Lily Evans.

Bratnie duszePrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz