11. I Miss You

43 8 4


Timi

Kiedy po nią przyjechałem, było już późno. "Późno" stało się dobrym określeniem. Svenja grzecznie wpuściła mnie do środka, a ja w głębi duszy przeczuwałem, że coś jest nie tak. Jasne, nie czułem do niej niczego szczególnego, może teraz strach. Miałem dziewiętnaście lat i popełniałem błąd za błędem.

Wyglądała dobrze. Pomalowała usta różowym błyszczykiem, a włosy luźno spięła. Sukienka spływała delikatnymi falami do ziemi. Może to były tylko moje odczucia, ale nie potrafiłem skutecznie wpłynąć do tej całej krainy balu. Stała przede mną, wyglądając niczym księżniczka o wzroku przepełnionym żalem. Czekała na jakiekolwiek informacje, niczego przy tym nie zdradzając. Bezsłownie piorunowała mnie, a ja nie potrafiłem wytłumaczyć czegoś, czego sam nie rozumiałem. Zapewne nie miała ochoty rozmawiać o swojej koleżance, która zupełnie nagle powróciła do Austrii. Do Schlierenzauera.

Nie miałem najmniejszej szansy tam pojechać. Jasne, Seefeld zbliżało się wielkimi krokami, ale co dalej? To pytanie podchodziło pod przyszłość – co dalej, co z marzeniami? Co z planami na studia? Takowych dalej nie posiadałem.

Postanowiłem się nie wychylać. Chwyciłem Svenję za rękę i cicho wymamrotałem "przepraszam". Wydawało mi się, że potrafiłem kłamać i to całkiem nieźle. Musiałem w końcu przestać. Finalnie.

Wsiadając do samochodu, czekała nas cicha podróż do sali przepełnionej uczniami, ukrytym alkoholem i okropną muzyką. Mogłem się tego spodziewać.

– Denerwujesz się? – zapytała, przypatrując się mi zza wachlarza ciemnych rzęs.

Starałem się nie odpowiadać za wiele. Zbyt wiele negatywnych słów, porażek... czułem się cholernie dziwnie, pomimo, że Svenja była przecież miła. Małomówna.

– A ty? – zapytałem. – Nie masz wrażenia, że jest tam zbyt wiele osób?

– Trochę. – Wzruszyła ramionami. – Nie musimy tam być długo. Możemy pojechać gdzieś indziej.

Już zamierzałem otworzyć usta, żeby odpowiedzieć, kiedy wreszcie, po kilku dniach otrzymałem wiadomość – "żyję, przepraszam, ostatnio nie mam czasu. Możemy się zobaczyć w Seefeld, jeśli nie będziesz bardzo zajęty zdobywaniem medali". Koniec tekstu. To wszystko.

A ja, jak ostatnia sierota, dalej wpatrywałem się w ekran. Svenja czekała na jakiekolwiek mądre wyjaśnienie. Takowego również nie było. Byłem cholernym kłamcą i tchórzem.

– W takim razie, chodź – rzuciłem szybko, uśmiechając się niepewnie. Zupełnie z innego powodu. – Ta beznadziejna muzyka może nas sprowadzić do najbardziej żenującej restauracji na tym świecie.

***

Christine

Trening. Trening. On. Trening.

Rutyna.

Za każdym razem, kiedy wracałam, widziałam zawiedzione spojrzenie matki. Poirytowany wzrok Michaela.  A potem Alexa i Stefana, którzy się wyprowadzili, więc nie mieli czasu.

A ja czułam się coraz bardziej samotna.

Nie potrafiłam powiedzieć, co się dzieje. Nie potrafiłam określić stanu, do jakiego trafiłam. Jeśli nadałabym nazwę relacji, w której utkwiłam, toksyczną, może i miałoby to jakiś mniejszy sens. Tymczasem czułam pustkę.

Listy już nie przychodziły. Byliśmy z dala od osoby, która postanowiła zrobić żart, a potem zapewne się tym napawać. Nie miałam pojęcia, kto to mógł być. Wszystko wskazywało na poprawę, dopóki do mieszkania Gregora nie wparowała kontrola dopingowa, zamierzająca przeszukać dosłownie wszystko. Czy wyrzucił ową kopertę z drobnym zawiniątkiem? Nie.

She Got Me | Timi ZajcWhere stories live. Discover now