9. Zeig dich

76 17 24


Domen

– Zamierzasz czekać na cud? – zapytał szatyn, spacerując po pokoju. – Przecież to jasne, że Zajc się wygada od razu, kiedy tylko się dowie co było w tej paczce. Dobrze się czujesz?

Nie odpowiadałem. Wpatrywałem się w ścianę, czekając aż moje odrętwienie przeminie. Nie czułem się dobrze i to ani trochę. Może wypiłem za dużo, ale Ona mnie zignorowała. Przez cały czas wpatrywała się w Timiego, który szczerze mówiąc, był ciotą. Okej, może nie ciotą, ale cholernie nieśmiałym człowiekiem. A poza tym, każdy dobrze wiedział, że między nim a Laniskiem coś jest. Ja wiedziałem. Chciałem to tylko udowodnić. A potem przyszedł do mnie On, zapytać o pomoc. Wplątał mnie w jedno wielkie gówno.

– Ta wódka mogła mi zaszkodzić – skomentowałem, na co tylko wywrócił oczami.

Przecież nie mógł mi nic zrobić, prawda? Nie mógł.

Sterczeliśmy w łazience, jak ci dwaj idioci, czekając aż napalone nastolatki opuszczą ten klub na co się w zasadzie nie zapowiadało. Opanowywał nas zapach gasnących papierosów, perfum i potu. Och, czy wspomniałem już o jego rozgoryczeniu? Oczywiście, że nie.

– Miałeś wplątać w to Zajca, ale nie w ten sposób! Nie rozumiesz, że zrzuci winę na ciebie? A ty oczywiście się wygadasz – rzucił. – Trzeba było to zrobić samemu.

– Zaprzeczę – odparłem od razu. – Myślisz, że on mnie obchodzi? Miałem na sobie rękawiczki, kiedy niosłem paczkę, więc nie znajdą odcisków.

– Na kamerach będzie widać, jeśli coś niosłeś, idioto. – Pokręcił głową.

– Schowałem to do kurtki. Dopiero, kiedy wszedłem do Timiego, wyciągnąłem ją – westchnąłem, rozglądając się czy ktoś czatuje przy wejściu.

Jasne, że było tam kilkanaście dziewczyn, które stały w kolejce do damskiej toalety, ale zauważyłem też kogoś innego. Kogoś, kto był w stanie zrealizować kilka z naszych planów. Ona nie posiadała tak silnej woli, jak jej koleżanka. Za drobną motywacją mogła zdziałać całkiem wiele. W końcu odrzucenie bolało – zupełnie tak, jak głowa po niepamiętnych nocach.

– Naprawię to – rzuciłem. – Upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Daj mi tylko czas.

***

Christine

Kolejka minęła. Najpierw jedna, potem druga. I następna. Na przemian tańczyliśmy i piliśmy, a kiedy to nie wystarczyło, przestaliśmy pamiętać. Ślepo patrzyliśmy na siebie nawzajem, przysłuchując się prawdopodobnie jednej z tych stereotypowych piosenek o miłości? Jakoś tak to brzmiało.

Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak spokojny posiadał głos. Ochrypły, a mimo to delikatny. Pewnie nie myślałam racjonalnie – zresztą, kto tak robił? Nic, absolutnie nic nie zdążyło przemknąć przez moją głowę, dopóki nie zbliżył się do mnie na odległość mniejszą niż dziesięciu centymetrów. Posiadał korcący zapach, inny od Gregora, inny od każdego, który do tej pory znałam. Chciał mnie pocałować. Wiedziałam o tym i nie reagowałam. Nie teraz.

To nie zamierzało się dobrze skończyć. W momencie, kiedy musnął swoimi ustami moje wargi, odsunęłam się. Byłam pijana, a sala, dym i światełka rozmazywały się na moich oczach. W tle znalazła się gdzieś rozmazana sylwetka Svenji, ale nie ruszyłam w jej stronę. Wyszła, a Timi spoglądał na mnie pytającym wzrokiem.

Gdzieś obok mignął przede mną Domen, gromiąc właściwie każdego wzrokiem, więc nie próbowałam nawet podejść. To nie miało się tak skończyć. To nie miało tak wyglądać. Rozpoczęliśmy niedzielę.

She Got Me | Timi ZajcWhere stories live. Discover now