8. You Don't Know Me

66 16 29


Timi

Nie miałem czasu, żeby się więcej zastanawiać. Zawody zbliżały się wielkimi krokami, a ja wciąż tkwiłem na hali. Mieliśmy stamtąd co prawda od razu po treningu jechać na konkurs, ale coś nie potrafiło mi wyjść z głowy. Wszystko się układało, przynajmniej podczas moich wyjazdów, ale... trwał we mnie niepokojący fakt, że wkrótce to runie. Wrócę do szarej rzeczywistości szybciej niż zdążę o tym pomyśleć.

– Żyjesz? – zapytał Anze, pakując do swojej torby resztę rzeczy. – Zestresowałeś się?

Uśmiechał się, dokładnie wiedząc o co mi chodziło. Nie, żebym panikował – od tego był Domen. Po prostu uczucie, którego zasadniczo nie powinno być, dziś przejęło dowodzenie. Akurat przed sobotnim konkursem.

– Wiesz, że sobie poradzisz, tak? – zapytał, na co skinąłem głową. – Na kwalifikacjach i treningu szło ci lepiej od każdego z nas. Po prostu leć z czystym umysłem.

To się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Z westchnieniem podniosłem kilkukilogramową torbę, a potem ruszyłem z nią w stronę wyjścia, czekając aż Lanisek się pospieszy. Musieliśmy wsiąść do busa, ominąć jakimś cudem fanów i pospieszyć się. Za pół godziny rozpoczynała się seria próbna.

– Po tym wszystkim możemy wreszcie pójść na imprezę, którą organizują na dole hotelu – rzucił, na co się nieznacznie skrzywiłem. – Na chwilę, nie każę ci siedzieć tam Bóg wie, ile Timi. – Wywrócił oczami, a ja trzepnąłem go w tył ramienia. – Pójdziemy po te dwie dziewczyny i...

– Czy to dziwne, że wiedziałem do czego zmierzasz? – Uniosłem brwi, utrzymując przez drobny moment rozbawiony wyraz twarzy. – Na twoim miejscu znalazłbym kogoś Semenicowi. Wszędzie łazi z Tilenem.

Znów prychnął pod nosem, a kiedy okazało się, że nasz szanowny przyjaciel stał w drzwiach, przysłuchując się tej zadziwiająco interesującej konwersacji, Lanisek nie wytrzymał. Wybuchnął jeszcze większym śmiechem, a ja opuściłem to miejsce z czystą rezygnacją.

***

Podchodzili do mnie fani, a ja wpatrywałem się w nich, jak zamroczony. Próbowałem przerwać tę nieustającą gehennę w mojej głowie, aż odpuściłem. Wołali do mnie, a co niektórzy wymachiwali nawet słoweńską flagą. Problem tkwił w tym, że póki co nie reagowałem. Wsiadłem do jednej z przygotowanych gondoli, a potem wyjechałem na górę. Robiło się ciemno, ale nie mieliśmy się czemu dziwić. Panowała mroźna zima. Willingen tętniło życiem, turyści schodzili się nie tylko, aby zobaczyć popisowe skoki. Zwyczajnie jeździli na nartach.

Z góry wszystko wydawało się o wiele mniejsze. Ludzie śpiewali, a DJ ich do tego zachęcał. Bawili się. Wszędzie powiewały flagi Niemiec lub Polski. To było coś – widok, który na długo zostawał w pamięci. Prawie tak miły, jak skoki przed własną publicznością w Planicy. Wysiadłem. Przez niecałe pięć minut wpatrywałem się w krajobraz gór okryty nocą.

– Dzisiaj Kobayashi nie wygra – stwierdził Domen, będąc tuż przy wyjściu.

Nie wiedziałem skąd posiadał aż tak wielką pewność, ale wzruszyłem na to ramionami. Młodszy z Prevców podniósł swoje narty oparte o słup i ułożył na swoim ramieniu, czekając aż zrobię to samo.

– Jest niezły – zauważyłem, a ten tylko parsknął prześmiewczo.

Chyba wracał do swojej dawnej formy.

– Ale my będziemy lepsi – dodał, po czym na chwilę zamilkł.

Pozostała jedna opcja – Domen czegoś chciał. Widziałem prośbę w jego oczach, ale nie byłem pewien czego się po nim spodziewać. W końcu, to on. Chłopak o tendencjach często samobójczych, a jeszcze częściej cholernie niebezpiecznych. Co prawda mógłbym tak nazwać siebie, w końcu skakałem na nartach. Jednak ja, byłem nikim w porównaniu do niego.

She Got Me | Timi ZajcWhere stories live. Discover now