7. More Than Friends

80 19 27


Gregor

Jej spojrzenie znów wydawało się kruche i sarnie. W milczeniu szła obok mnie, a Manuel od czasu do czasu ziewał, próbując na darmo wyciągnąć z kieszeni dresowych spodni paczkę papierosów. Jego nonszalancki wzrok utwierdzał mnie w przekonaniu, że zaszczycił mnie swoją obecnością tylko po to, żeby sprawdzić czy plan się powiedzie. Wpatrywałem się w niego niepewnie, a ten sprawiał wrażenie zaślepionego światłem sodowej lampy.

Ostatni raz dotknąłem opuszkami palców zgiętej na pół karteczki, opisanej niechlujnym pismem. Ktoś musiał czerpać z tego niesamowitą zabawę.

– O, cześć Michi – odparł Fettner, zauważając wychodzącego zza korytarza mężczyznę.

Ten tylko obrzucił nas westchnieniem, a potem popatrzył się na Christine, która natychmiast zmarszczyła brwi, zaczynając swoją grę. Ja mogłem milczeć. W zasadzie, nikogo by to nie obeszło. Ktoś mógłby pomyśleć, że nie odzywam się tylko i wyłącznie z powodu porażki. Fakt, bolała mnie noga, ale byłem w stanie chodzić. Wątpiłem tylko w dobroduszność Feldera, który najwyraźniej nie zamierzał mnie wystawić do jutrzejszego konkursu pomimo mojej kwalifikacji.

– Idziecie gdzieś? – zapytał, można by powiedzieć, że nieco zmęczonym głosem. – Słyszałem, że winda się zacięła.

– Mieliśmy z nią chwilowy problem – stwierdziła brunetka, chwilę później zapewniając, że powinna już działać. – A ty? Wybierasz się gdzieś i to... bez Stefana?

Widziałem ich spojrzenia, które wtedy się skrzyżowały. Panowała między nimi naprawdę dobra więź, której wielu mogło zazdrościć. Ledwie powstrzymali się od parsknięcia, jak gdyby tylko oni wiedzieli o co mogło chodzić. To we mnie coś kołatało. Czułem się cholernie niepewnie, a zarazem paraliżująco. Nie chciałem kolejnej konfrontacji z Hayboeckiem, który mi współczuł.

– To skoro wy rozmawiacie, to ja idę na dół – wyparował Manuel. – Nie musicie mówić o tym Felderowi. – I tuż po tym, bezpardonowo i ostentacyjnie wyminął nas, rzucając mi swój frywolny uśmiech.

Oczywiście, że każdy doskonale wiedział, co takiego działo się piętro niżej. To właśnie tam dochodziło do abstrakcyjnych sytuacji, po których trenerzy dostawali białej gorączki, zastanawiając się, jakim cudem mogło się wydarzyć coś, co nigdy nie powinno. Trzeba było mieć trzydziestkę na karku, stać się Fettnerem i posiadać więcej szczęścia niż rozsądku, żeby nad tym dywagować.

On odszedł, a ja znów spojrzałem na Christine, błagając w myślach, abyśmy się pospieszyli. To mógł być jakiś głupi żart ze strony kogokolwiek, ale... ale. Ostatnimi czasy przestałem wierzyć w zbawcze przypadki.

– Stefan zachowuje się dzisiaj bez życia. – Wzruszył ramionami, a potem znów zapytał. – A wy? Idziecie do pokoi czy też na dół?

Prawie dobra odpowiedź. Prawie. Pomylił tylko liczbę mnogą z pojedynczą. Z niewielkim trudem powstrzymałem się od powiedzenia czegoś więcej niż tylko "chyba pójdziemy spać". A on życzył dobrej nocy i zniknął. Nikt nie wiedział po co i gdzie.

***

Zaświecona abażurowa lampka solidnie rozpraszała światło, rzucając przy tym delikatny półcień. Christine chodziła po ciemnych panelach od dobrych pięciu minut, myśląc nad tym, co właściwie powiedziałem. O czym opowiedziałem. Jej wzrok był wbity we mnie, ale nie odezwała się. Dopiero, kiedy podniosłem się z łóżka i zrzuciłem z siebie kadrową bluzę, znów przyjrzała się kartce.

– To musi być ktoś z kadry – westchnęła, oddając mi zmięty papier. – Fettner pewnie robi sobie żarty.

"Wiem o Was – uważaj na wiązania ;)".

She Got Me | Timi ZajcWhere stories live. Discover now