5. Bad Ideas

94 21 14

Timi Zajc

Czuliśmy się zmęczeni. Oczywiście, spóźniliśmy się na kolację, a w dodatku musieliśmy trochę poczekać na przydzielenie odpowiedniego pokoju. Anze rozmawiał z Nastją o Nejcu, Peter próbował dodzwonić się do Miny, Jernej, jak zwykle opowiadał na wideo-czacie o tym, co do tej pory się wydarzyło, Domen założył słuchawki i udawał, że nie obchodzi go to, co się dzieje, a ja... siedziałem i wpatrywałem się w ścianę. Wiedziałem, że nie minie chwila, a do recepcji wkroczą Austriacy, ale nie miałem siły na dyskusję ani miłe powitania. Byłem zmęczony.

Od jakichś piętnastu minut czekałem aż Gorazd tu łaskawie przyjdzie i powie nam, że plan treningu zostanie wysłany na e-mail, a my możemy iść spać. O niczym innym nie marzyłem. Co za niespodzianka, kiedy jednak okazało się, że trener rozmawiał, ale z Andreasem Felderem, który w międzyczasie kazał swoim podopiecznym rozdzielić karty do pokojów. Christine rozmawiała o czymś ze Svenją, a Michael na ten drobny moment przestał zwracać na nie uwagi i skupił się na Stefanie Krafcie. Tam nikt nie wyglądał na skrajnie wymęczonego lub po prostu nie potrafiłem tego dostrzec. Dziewczyny wyminęły mnie, a ja udałem, że wpatruję się w Laniska, który od razu zgromił mnie wzrokiem.

– Wyobraź sobie, że masz jedną szansę na milion. Co robisz? Spieprzasz wszystko – odparł, dalej pisząc esemesa. – No daj spokój Timi, nie wierzę, że...

Uniosłem ręce w geście poddania, a potem szybkim ruchem pociągnąłem go za ramię w stronę windy. Jedynym plusem tego całego zajścia był Domen, który choć raz okazał dobroć serca, sam idąc po wejścia do naszych sypialni. Co prawda wykłócał się trochę z recepcjonistką, ale nie stanowiło to wielkiej odskoczni od codziennego życia. Dał je nam, a w zasadzie to Peterowi, ale ten stwierdził, żebyśmy pojechali na jedno z wyższych pięter i tam się spotkamy. Ta noc wydawała się dziwna.

– Czekam na drugą. – Wzruszyłem ramionami. – Kiedyś musi być, tak?

Chyba zadziwił go mój optymizm. Zresztą, mnie samego też. Przestałem tylko rozumieć kontekst, o jakim mówiliśmy.

***

Doczekaliśmy się momentu w życiu, w którym wreszcie odstąpiono nam pokoju z widokiem na góry. Peter wydawał się nie funkcjonować, więc prawdopodobnie dlatego stwierdził, żebyśmy wzięli kartę, którą tylko chcemy. Strzelaliśmy na ślepo.

Dochodziła dwudziesta trzecia, a my zamiast iść spać, wpatrywaliśmy się w śnieżną wichurę, która dopadła Willingen. Nie zamierzała odpuścić. Drzwi od balkonu przeraźliwie skrzeczały, a ja, mimo faktu, iż byłem zmęczony, nie potrafiłem zasnąć. Bezmyślnie wpatrywałem się w sufit, ciągle myśląc. Coś nie dawało mi spokoju.

– Timi? – zapytał cicho Anze, obracając się w moją stronę i pozwalając na to, aby materac zabrzęczał pod jego ciężarem. – Śpisz?

Wtedy byłem zmuszony zaprzeczyć. Na ogół nie miałem problemów ze snem. Wszystko szło dobrze, dopóki nie budził mnie uporczywy hałas. Lanisek podciągnął się i oparł plecami o tył łóżka. Jego wzrok zatrzymał się na mojej obojętnej twarzy i przekrwionych oczach. O tej godzinie wszystko się kumulowało – stres, wspomnienia i emocje. Brak snu.

– Chciałbym – mruknąłem pod nosem. – Zastanawiam się.

Może i mi się wydawało. Może tak naprawdę śniłem, ale Anze w pewnym momencie zaśmiał się pod nosem. Prawdopodobnie bawiła go ta cała sytuacja związana z wichurą w Willingen, problematycznymi Austriakami i niezdecydowanym mną.

– I chodzi o...?

Przez dłuższy czas milczałem, zastanawiając się czy naprawdę chcę mu wyjawić kolejny problem, o którym wiedział. Miał swoje życie i swoje zmartwienia. W moim mózgu panowała gonitwa. Rozum i ego na przemian się wykłócały, ale to pierwsze srogo przegrywało. W pewnym momencie przestawałem ukrywać to, czego nigdy nie zamierzałem wyjawić. Zanim zdążyłem dokładniej przemyśleć to, co chciałem powiedzieć, z mojego gardła już płynęły słowa.

She Got Me | Timi ZajcWhere stories live. Discover now