3. A Change Is Gonna Come

116 27 37


Zastygło mi w gardle. Delikatnie rzecz biorąc, myślałam, że jakoś zapomnę. Próbowałam to wyprzeć z siebie. Przecież dało się wyrzucić niektóre uczucia, prawda? A ja próbowałam. Dębowa podłoga zaskrzypiała pod naporem mojego chodu, a ja wypuściłam z siebie garstkę ciepłego powietrza. Znów poczułam, jak na moich plecach zalega nieopanowany chłód, którego nie potrafiłam wyrzucić.

Nie obchodziłam go. Nie byłam go warta.

– Wrócę później. Nie, nie mów mu. Może zaśnie i mnie zostawi – odparł głos za ścianą.

Cisza. Nie ruszyłam się. Szatnia chłopców była tuż za dziewczyn, więc każdy najmniejszy szmer był do usłyszenia. Owe pomieszczenie musiało całkiem wiele przeżyć, nie wspominając o tym, co działo się za nim. Nocne schadzki za skocznią? Czemu nie.

– Poradzę sobie, zresztą niedługo wyjeżdżam, nie pamiętasz? Mamo, będzie dobrze – westchnął, a jego głos przez drobny moment zadrżał. – Tak, skoczyłem dobrze. Mam szansę na czołowe miejsce. Też cię kocham.

Też cię kocham.

Słowo, które w naszej rodzinie było czymś normalnym. Coś, w zasadzie mówione w żartach i w kłótni. Coś, z czego wyśmiewali się Alex i Stefan, kiedy Michael pierwszy raz wyznał miłość Claudii. A potem nagle wyparowało. Coś, co nie było prawdziwe.

I nagle nadszedł huk. Słoweniec uderzył o ścianę domku, a potem kolejny raz. Nie usłyszałam już nic, prócz ciężkiego oddechu. Na skoczni faktycznie był nie do pokonania. Zachowywał się, jak mistrz godny podziwu. Ludzie mówili, że może jeszcze wiele osiągnąć, w końcu skacze, jak natchniony. I wtedy nadchodziło życie – zbyt brutalne, nawet dla nas.

Mój telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu zobaczyłam jego twarz wypełnioną zadziornym uśmiechem, niby obojętnym. Jak zwykle nosił na sobie koszulkę Austriackiego Związku Narciarskiego – jeszcze zanim został spisany na straty.

Nie odebrałam. Napisałam, że zobaczymy się w Willingen.

***

– Mogłabyś go... no wiesz, zapytać o ten bal – wymamrotała pod nosem Svenja, parząc nam herbatę. – Jeśli oczywiście się zgodzisz. Zobaczysz go w Willingen, więc...

– Och, daj spokój – rzuciłam na wstępie, przeczesując palcami mokre końcówki włosów. – Nie zrobię tego za ciebie. Możesz do niego...

– Nie napiszę do niego – zaczęła, odwracając wzrok. – Wczoraj pierwszy raz się do mnie odezwał, Chris.

Wspominałam już, że nienawidzę, kiedy... tak, chyba tak. Miałam też drugi wybór. Przez moment wpatrywałam się w jej drobną sylwetkę, która zgrabnie poruszała się po kuchni, robiąc kilka rzeczy naraz. To mógł być początek czegoś... tak, czegoś. Nawet jeśli moje życie nie wyglądało tak, jak chciałam, mogłam zmienić to i owo u Svenji.

Zależało jej. Tobie też, ale on tego nie zauważał.

– Więc czas na krok drugi – stwierdziłam, opierając się o futrynę lodówki. – Wiem, że masz różne zajęcia, ale...

Ale. Ktoś musiał mnie powstrzymywać od wszystkich emocji, jakie zamierzały mi towarzyszyć na tym cholernym konkursie. Svenja wydawała się być normalna wśród ludzi piszczących na widok przystojnego mężczyzny z nartami u boku. Nie byłam tylko pewna czy się zgodzi i co na to jej rodzice. Wprawdzie była pełnoletnia, ale wolałam się wszystkiego upewnić. Nie zamierzałam zostać wyrzucona z tymczasowego mieszkania.

– Ale? – dopytała, kładąc kubki z parującą cieczą na stole. – Miałam zamiar zacząć powtarzać coś na egzaminy, ale zaczynam myśleć, że nigdy się do tego nie zabiorę.

She Got Me | Timi ZajcWhere stories live. Discover now