2. Wild World

142 30 51


Stałaś tuż przy nim, a jedynym czynnikiem przerywającym waszą ciszę, były muzyka i taniec ludzi. Czułaś, jak to wszystko zapiera ci dech. Nie mogłaś oderwać wzroku od jego czekoladowych oczu, właściwie, wpatrzonych w twoje. Mówiłaś mu, że Michael nie może się dowiedzieć, a on kiwał głową. Oboje byliście pijani, ale kogo to niby interesowało?

Pierdolona skocznia. Wpatrywałam na wzniesienie, które nie sięgało zwykłej sto dwudziestce, a co dopiero Kulm, a mimo to, moje nogi nie potrafiły utrzymać równowagi. Dygotały. Nawet on próbował mi pomóc. Poszedł ze mną na Bergisel i kazał zrobić czysto zachowawczy skok. Właśnie wtedy do moich oczu napłynęły łzy. Wiatr świszczał i to naprawdę głośno, a ja nie potrafiłam zachować oddechu. Zeszłam z belki i zadzwoniłam do Michaela, że to koniec. Nie poradzę sobie i nie, nie skoczę.

Kłamałam.

Tym razem stałam na słoweńskiej ziemi z nartami u boku, wpatrując się w kolejnego zawodnika, który zahaczył o punkt K. Skakałam lepiej od niego. Wtedy sobie radziłam. Ostatni raz pozwoliłam na to, aby zimne powietrze dotarło do moich nozdrzy i ruszyłam w stronę wyciągu. I tak byłam spóźniona, a w dodatku nowa, więc czy mogło być gorzej? Zahaczałam nartami o śnieg, a kombinezon niesfornie wbijał się w moje ciało. Było mi zwyczajnie zimno, ale musiałam się do tego przyzwyczaić. Mijali mnie różni zawodnicy, a czasem nawet zawodniczki, choć tych było znacznie mniej. Na moje oko – dwie lub trzy. Zacisnęłam szczękę znacznie mocniej niż poprzednio, aby moje zęby nie zaczęły z dziwnego powodu szczękać.

– Można? – zapytała osoba tuż obok mnie.

Jak bardzo byłabym wobec niego wredna, gdybym spróbowała odpowiedzieć "nie"? Wyjeżdżanie na górę, w stronę skoczni stawało się teraz wyzwaniem. Głupi rytuał, gdy te ostatnie minuty wydawały się mi zbawienne, a zasiadanie na belce momentem, w którym serce biło mi zdecydowanie szybciej. Od czasu, gdy ostatni raz skoczyłam, minęły dwa tygodnie. Dwa nic nieznaczące tygodnie, kiedy zdarzyło się tak wiele. Niepotrzebnie poszłam z nim wtedy na Bergisel. Niepotrzebnie żaliliśmy się sobie na temat tego, jak bardzo nie odpuszczamy, a i tak przegrywamy. Tylko, że on był starszy. Dużo starszy. Posiadał doświadczenie, a ja miałam dziewiętnaście lat.

– Siadaj – odpowiedziałam, próbując powstrzymać drżenie głosu.

Tym razem mogłam się mu dokładniej przyjrzeć. Co prawda jego grupa znalazła się już u góry, więc prawdopodobnie się spóźnił – tak, jak ja. Wydawał się spokojny, ale jego oczy zdradzały, że kochał skakać. Robił to z pasją i był dobry. Mógł wygrać jeszcze więcej.

– Dzięki za pomoc z matematyką – rzucił, aby chwilę później zamilknąć. – Ostatnio faktycznie mam z nią problem.

Czyżby się przełamał? Czyżby okazało się, że w jego życiu nie wszystko idzie tak, jak powinno? Och, no tak, jak w każdym innym. Zastanawiałam się, co powinnam mu powiedzieć, skoro sama nie dawałam sobie rady, a on... możliwe, że przechodził chwilowy kryzys i to związany z czymś, co zamierzało się skończyć za kilka miesięcy.

– W sekrecie ci powiem, że mój brat dalej zastanawia się, po co wykorzystywać wzory skróconego mnożenia.

Dopiero wtedy dostrzegłam drobne dołeczki w kącikach policzków i niepewny uśmiech, którym przez krótki moment mnie obdarzył, zanim nie spuścił wzroku w dół. Chyba próbował stłumić śmiech, ale nie miałam pojęcia, dlaczego. Wyciąg był już na półmetku.

– A ty?

– Ja?

– Jesteś jak twój brat? – zapytał, starając się nie zabrzmieć źle.

She Got Me | Timi ZajcWhere stories live. Discover now