1. I Can't Go On

175 39 53

Svenja była cichą, a w dodatku drobną dziewczyną, która ożywiała się na samą wzmiankę o osobnikach z klasy sportowej. Sama zamierzała dostać się na medycynę, a potem zostać fizjoterapeutką czy kimś w rodzaju lekarza. Nie interesowało mnie to tak bardzo, jak perspektywa mojej pustej przyszłości. Owszem, uczyłam się drugiego języka. Owszem, mój brat był sławny. Owszem, mogłam spróbować wrócić na skocznię i stanąć twarzą w twarz z demonem wiatru i cholerną Kulm.

To, co zakodowało się w moim mózgu, było bez znaczenia. Psycholog mógł mi powtarzać, że upadki się zdarzają. Mógł mówić, że mój brat też upadł, ale powstał. Gdyby wszyscy powstawali, nie byłoby przegranych. Nie byłoby Gregora Schlierenzauera, o którym zdążyłam zapomnieć. Tylko przez moment.

– Wyobrażasz sobie ten cały rok, Chris? – zapytała, zdrabniając moje imię.

Wiedziała, że tego nie lubię, ale mimo wszystko, robiła to. Możliwe, że nie doceniałam jej. To znaczy, starałam się znaleźć w Svenji coś, co nie zamierzało się wiązać z oksymoronem. Pomimo tego, że jej nazwiskiem było Gregoric, co w pierwszym momencie wywołało we mnie napad duszności, a potem odcień szkarłatu na policzkach, nie zorientowała się. Zresztą, skąd miała wiedzieć? Skąd ktokolwiek mógł wiedzieć?

– Nie – odparłam, zanim tylko zdążyłam pomyśleć. – W sensie, tak. Wasz język jest po prostu... – Nie mów tego. Zamknij się w końcu. – Dziwny.

Svenja ostatni raz przejechała po mojej twarzy wzrokiem, a potem cicho westchnęła. W pewnym sensie rozumiałam ją. Liczyła, że dostanie na wymianie kogoś, kto również wybiera się na samobójczy kierunek studiów. Odstawałam od jej ideału, a w dodatku nie myślałam nad przyszłością. Nawet nie miałam o czym marzyć.

– W końcu go załapiesz. Łatwo się go nauczyć – zaśmiała się jedwabiście.

To była jej kolejna zaleta – nie dość, że mądra i ładna, a w dodatku z ambicjami! Cholera, śmiech Svenji przypominał coś uroczego. Nie było w nim ani krzty próby upodobnienia się do stękania wieloryba. Zresztą, ona posiadała swój urok osobisty. Uganiało się za nią mnóstwo facetów, ale interesował tak naprawdę tylko jeden. Przyznała mi się do tego jakiś dobry tydzień temu, kiedy przyjechałam. Wiedziałam o kim mówiła.

– A tak, poza tym? Poznałaś kogoś z klasy? Masz tam samych samców alfa – stwierdziła, podając mi talerz ze zrobionymi kanapkami. – Nie mówię, że to źle, ale nie brakuje ci obecności dziewczyn...?

– Jeśli mówimy o tym, czy brakuje mi tam ciebie to...

– Okej, nie musisz odpowiadać – żachnęła się, a potem cicho zaśmiała. – Po prostu myślałam ostatnio nad czymś.

– Kimś – poprawiłam ją.

W zasadzie, Svenja wydawała się być oczywista. Wiedziałam, kiedy kłamała lub miała na myśli jakąś konkretną osobę, a w tym wypadku chodziło o, cytuję: "cholernie nieśmiałego i uroczego bruneta". Powinna trafić do klasy tych marnotrawnych typów, którzy wyznawali zasadę: "po co mi nauka, skoro zostanę narciarzem, skoczkiem, piłkarzem, tenisistą czy Bóg wie kim". Czułam się tam w pewnym sensie obco. Do tej pory nikt nie zapytał mnie o nazwisko. Nikt nie zapytał co trenuję, skoro jestem w klasie sportowej. Słoweńcy zwracali uwagę tylko na siebie. Zresztą, byli zgranymi osobami. To, że moi znajomi trafili do kompletnie innych szkół lub klas, było kolejnym dowodem na to, jak wielką życiową ofiarą się stałam.

– Kimś – przytaknęła. – Teraz znowu gdzieś leci, ale za półtorej tygodnia odbędzie się bal zimowy. Myślisz, że mogłabym go zaprosić?

Och, pytała mnie o to czy zaprosić jedną z najpopularniejszych osób z naszej szkoły, a zarazem wydającej się nie zwracać uwagi zupełnie na nic, na bal? Mogła to zrobić. Mogła.

She Got Me | Timi ZajcWhere stories live. Discover now