Prologue

257 44 73

W zasadzie wydawało mi się, że spadałem. Od jakiegoś czasu właśnie tak się czułem. Patrzyłem z góry na to, jak świat wraz ze mną idzie do przodu, a ja przestaję nadążać. W pewnym momencie, otworzyłem oczy, wpatrując się w pustą, kremową ścianę i sycząc pod nosem z powodu bezsenności. Ona mnie uwielbiała. Była prawdziwą przyjaciółką na dobre i na złe – głównie na złe.

Materac jak zwykle wydawał się być twardą częścią nocnego życia i problemem. Dużym problemem. Obracałem się z boku na bok, a kiedy stwierdziłem, że dłużej nie potrafię, wstałem. Patrzyłem na niego z odrazą i zaciśniętymi zębami. Moje oczy domagały się snu, który prysnął niczym mydlana bańka. Ciemność lubiła pogrążać moje ciało, a stopy muskać zimne panele, kiedy krążyłem po nich, zastanawiając się nad tym, co zaraz zrobię. Kolejnego dnia zamierzałem napisać zaległości, ale doszedłem do jawnego wniosku, że to nierealne. Nie pamiętałem absolutnie niczego za wyjątkiem alkoholu, który Lanisek przyniósł do pokoju. Czułem przebłyski. W zasadzie, bawiliśmy się całkiem nieźle, a kiedy dołączyli do nas Pavlovcic i Semenic, poczułem, że to koniec ograniczeń. Bawiłem się, a Gorazd o niczym nie wiedział.

A potem wróciłem do domu. Do zimnego miejsca. Do mojej krainy bezsenności. Te dwa światy często rywalizowały między sobą, a ja nie potrafiłem żyć jednym. Wracałem do sterty podręczników wypełnionych niezrozumiałym dla mnie matematycznym językiem, a potem mruczałem pod nosem: "pieprzyć to". Styczeń dwa tysiące dziewiętnastego roku, wydawał się być istną katorgą, a ja dochodziłem do jednego wniosku: nie posiadałem dla siebie ani odrobiny wolnego czasu. Jeździłem na konkursy, skakałem (moja kariera zapowiadała się całkiem nieźle), a potem nadrabiałem to, co mogłem. Przynajmniej udawałem, że interesuje mnie dobrze napisana matura.

Dlatego, kiedy kolejnego dnia siedziałem w szkolnej ławce i znów udawałem, że interesuje mnie budowa jakiegoś krzaka, do klasy wpadła dziewczyna, próbując wytłumaczyć po angielsku, że za Chiny nie zrozumie tego słoweńskiego bełkotu, i że trafiła nie tu, gdzie powinna. Nauczycielka znalazła ją na liście, a potem kazała usiąść gdzieś, gdzie jest wolne miejsce. Pomińmy fakt, że była to nasza druga godzina lekcyjna, a ja zastanawiałem się nad kolejnym weekendowym konkursem, tym razem w Sapporo. Stefan Kraft wracał do formy, Ryoyu Kobayashi wygrywał wszystko, a Kamil Stoch był sobą i na ogół to wystarczyło. Powinienem w siebie wierzyć, ale czułem nieprzyjemne mrowienie na samą myśl o tym, że znów nie poradzę sobie z presją.

Chciałem być najlepszy.

– Christine – usłyszałem obok siebie.

Druga rzecz, której nie potrafiłem się pozbyć – męczył mnie kac moralny. Czułem się dosyć źle, a jej obecność w żaden sposób nie wpływała dobrze na moje odczucia. Lub po prostu byłem zbyt nieśmiały, żeby się odezwać.

Chyba interesowała się narciarstwem, bo na szyi nosiła wisiorek z wygrawerowanymi na nim drobnymi nartami. Cały czas się uśmiechała, mógłbym pomyśleć, że aż za bardzo. Starała się nie podpaść nowej klasie.

– A ty? – zapytała po jakiejś chwili. – Boisz się, że cię rozpoznam?

Uniosłem wyżej brwi, wpatrując się w tę irytującą osobę z pewną zadumą. Za kogo ona się uważała? Wtedy myślałem, że wystarczy kilka miesięcy i pozbędę się jej z mojego życia. Cóż, najwyraźniej to tak nie działało. Zresztą, od kiedy życie lubiło sprawiać radość?

– Fakt, nie muszę się przedstawiać – powiedziałem, a właściwie wymruczałem. – Moja sława mnie wyprzedza.

Większość osób uciszyłaby właśnie ta wypowiedź, ale nie ją. Christine nie pochodziła stąd. Posiadała jakiś dziwny akcent, a pod nosem mruczała Scheisse. Jej wewnętrzna równowaga nie istniała. Zagryzła wargę na krótki czas, a potem znów skierowała na mnie swoje spojrzenie, uśmiechając się niepewnie.

– Czyli nie wiesz kim jestem? 

***

Moja depresja poskokowa trwa i tak, to miało być o młodym Schlierenzauerze, but... your decision. Domyślacie się kim może być Christine

Zoessxxx

She Got Me | Timi ZajcWhere stories live. Discover now