funf

21 3 3

 Ann była gotowa, aby wyjść z mieszkania, ale zauważyła, że czegoś brakuje w jej salonie. Nie mogła skojarzyć czego, więc zaczęła chodzić po całym salonie, aż zorientowała się, czego nie ma, a mianowicie zdjęcia z jej rodziną, które były w ramce. Ramka została, ale zdjęcia brak. Nie przypominała sobie, żeby wyciągała zdjęcie, a jeszcze wczoraj o dwudziestej trzeciej było, przecież zawsze przed spaniem, przegląda zdjęcia z rodziną, aby choć trochę czuć, że są blisko. Do pracy miała na godzinę 9:00, a była 8:20, a zanim Meyer dotrze do pracy minie pół godziny, a chciała zawiadomić o tym policję. Koniec końców, Ann poszła do pracy, a na policję pójdzie po.

 Kawiarnia była dość oblężona, więc szybkim ruchem weszła na zaplecze i ubrała firmowy, czarny fartuch. Gdy chciała wejść za ladę dobiegł ją głos drugiej kelnerki, Astrid.

ANN POVS

— Ann, zaczekaj! — podbiegła do mnie z kopertą — Listonosz przyniósł kopertę zaadresowaną do ciebie, spokojnie nie otwierałam. — wręczyła mi ją w dłonie

— Dziękuję, Astrid.

 Gdy dziewczyna odeszła, otworzyłam kopertę, a to co tam było wypadło mi z rąk. Po prostu puściłam kartkę ze zdjęciem na podłogę i bez wyrazu patrzyłam się na moje ręce. W kopercie było cholerne zdjęcie, które znikło z mojego mieszkania. Kucnęłam i podniosłam zdjęcie, a na odwrocie była krótka wiadomość — Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Schowałam zdjęcie w kopertę, a następnie wsadziłam ją do mojej kieszeni. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę klientów, udając, że wszystko jest dobrze.

 Gdy wybiła godzina 15:00 od razu, wręcz wybiegłam z pracy, aby złapać autobus, który jedzie do centrum Wiednia. Przyśpieszyłam kroku bardziej, gdy zorientowałam się, że ktoś mnie śledzi, jakiś mężczyzna ubrany cały na czarno, może 170 cm wzrostu? Na szczęście byłam już wśród ludzi i łatwo go zgubiłam.

— Kiedy dostałaś kopertę? — Kraft notował wszystko w notatniku

— O 9, gdy dotarłam do pracy, koleżanka mi do dała, bo przyszedł listonosz.

— Zdjęcie było na 100% z twojego mieszkania?

— No mówię, że tak! — wyprostowałam się — Ktoś mnie chyba śledził.

— Skąd takie przypuszczenia? — Michael usiadł na biurku

— Gdy szłam w stronę przystanku autobusowego, za rogu wyszedł mężczyzna, metr siedemdziesiąt wzrostu, cały ubrany na czarno, nie widziałam twarzy. I było to dziwne, bo szedł za mną, aż na przystanek, a gdy wsiadłam do autobusu, patrzył się w moje okno i odszedł.

 Chłopcy spojrzeli się na siebie.

— Idę do Hoerla zanieść mu te papierki i opowiedzieć, a jak wrócę jedziemy do ciebie i wymienimy ci zamek. — Stefan odszedł

 Siedziałam lekko spięta, iż towarzystwo Hayboecka jest dla mnie stresujące. Rzadko widzę go uśmiechniętego, bardziej jest oschły. Patrzył się cały czas w moją stronę i nic nie mówił, odwróciłam wzrok, udając, że tego nie widzę, ale czułam się niekomfortowo.

 Stałam z kubkiem kawy w ręku i patrzyłam na ślusarza, który zmieniał zamek w moich drzwiach. Gdy skończył robotę, dostał zapłatę i opuścił moje lokum. Stefan pisał ze swoją dziewczyną, a Michael leżał na mojej kanapie. Usiadłam na fotelu i przełączyłam kanał, który leciał na jakiś serial z Turcji.

— Wyłącz to gówno! — Michael natychmiast zareagował — Dawaj pilota, nie będę oglądał takich bzdur.

 Lekko się zirytowałam, bo jest w moim mieszkaniu i jedynie jest gościem.

— Nie! Jesteś u mnie i to moje mieszkanie, więc będę sobie oglądać co chce.

— Kobiety. — prychnął

 Po godzinie atmosfera się rozluźniła, bo rozmawialiśmy i żartowaliśmy, zrobiłam im nawet babeczki, które były przepyszne. Gdy wybiła godzina 22, policjanci opuścili moje mieszkanie, a ja z telefonem w tylnej kieszeni weszłam do toalety, aby zmyć makijaż i w ogóle. Pogasiłam światła w pokojach w których chwilę temu przebywałam. Otwierałam szafkę, gdy usłyszałam dziwny dźwięk majstrowania w zamku. Serce nagle zaczęło mi bić dwa razy szybciej. Zgasiłam światło i chwyciłam do rąk płyn do szyb, gdyby wszedł to prysnę mu tym w oczy. Modliłam się, aby nie wszedł do łazienki, tylko pierw do salonu lub coś.

 Usłyszałam kroki, poszedł dalej do sypialni. Szybko i po cichu wyszłam z toalety, zgarnęłam mojego kota i wybiegłam w botkach, które mi utrudniały bieg, na klatkę schodową i w panice zbiegłam na sam dół, słyszałam jak on mnie goni. Łzy zebrały się w moich oczach i zaczęłam drżeć, nie wiedziałam, gdzie mam biec. Na mojej dzielnicy nie było żywego ducha, więc nikt mi nie pomoże. Czułam, że ten facet jest coraz bliżej, więc jeszcze bardziej przyśpieszyłam i przypomniało mi się, że wiem gdzie mieszka Michael Hayboeck, ten policjant. Szybkim ruchem skręciłam w wąską uliczkę i wbiegłam na schody pożarowe, aby dachem wejść do mieszkania Michaela, które jest na ostatnim piętrze. Kot lekko wszystko utrudniał, ale dałam radę. Budynek ma sześć pięter, a ja słyszałam, jak oprawca wciąż się zbliża. Waliłam w drzwi blondyna, jak nienormalna.

— Błagam, wpuść mnie! Błagam, pomocy!

 Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich zobaczyłam blondyna w samych bokserkach, wepchałam go do środka i zamknęłam drzwi.

— Co jest? Dlaczego nie jesteś w mieszkaniu?

— On tutaj jest na klatce schodowej. — podeszłam do okna — Patrz, ucieka!

 Michael podbiegł do okna, ale stwierdził, że nie opłaca mu się go gonić, bo był za daleko.

— Nic ci nie jest? Co się stało?

 Wytłumaczyłam mu wszystko, a ten lekko się wzdrygnął.

— Mogę tutaj przenocować? Proszę, nie mam gdzie iść.

— Jasne, ja pójdę spać do salonu.

— Nie trzeba, to ja się tutaj wprosiłam, więc będę spała na kanapie.

— Jeśli ci to nie przeszkadza, możesz spać ze mną. — ziewnął, a ja pokiwałam przecząco — Jak chcesz, tylko uważaj, kanapa skrzypi i w ogóle, a okno jest otwarte.

 Lekko się wystraszyłam.

— Dobra, mogę z tobą spać.

 Kiwnął głową, abym poszła za nim i to uczyniłam. Pierwszy pod kołdrę wszedł Michi, a potem ja. Poczułam rękę na swoim brzuchu oraz to, że on przyciąga mnie bliżej. Czułam się niezręcznie, ale podobało mi się to. Nie wiem kiedy, ale poczułam pocałunek na mojej szyi, odwróciłam się głową i spojrzałam w oczy policjanta, które mówiły jedno — pożądanie. Akcja dość szybko się potoczyła, nim się obejrzałam, oboje byliśmy nadzy. Całowaliśmy się, a on we mnie wszedł. I tak zaczęła się nasza szalona noc.

Please don't leave me -  Michael Hayboeck -Where stories live. Discover now