Naostrzona recenzja #7 [Do wszystkich chłopców, których kochałam]

305 61 18


„Do wszystkich chłopców, których kochałam" to netflixowski film z 2018 roku. Tytuł w oryginale brzmi „To All the Boys I've Loved Before". Reżyserią tej komedii romantycznej zajęła się Susan Johnson, a scenariusz napisała Sofia Alvarez w oparciu o wydaną w 2014 roku książkę Jenny Han o tym samym tytule.

Książka ta stanowi pierwszą część trylogii „O Chłopcach" (druga część ma tytuł „P.S. Wciąż cię kocham", a trzecia – „Zawsze i na zawsze"), ale zekranizowano na razie tylko pierwszy tom. Pod koniec ubiegłego roku oficjalnie potwierdzono realizację drugiego. O produkcji na razie niewiele wiadomo, poza informacją, że zmieni się reżyser.

"Do wszystkich chłopców, których kochałam" to klasyczny film dla nastolatek. Fabuła jest dość prosta, niejednokrotnie czerpiąca ze znanych motywów, ale na szczęście z jakimś umiarem.

Mamy szarą myszkę i mamy chłopaka, który jest w szkole raczej znany. Oczywiście, początkowo nie zwraca uwagi na naszą główną bohaterkę, ale po niedługim czasie to się zmienia. Mamy wredną byłą. Mamy też przyjaciela geja. Mamy i dramat rodzinny, bo mama naszej szarej myszki nie żyje. W domu tego chłopaka też nie jest idealnie, jemu akurat brakuje ojca, który zostawił rodzinę. Startowy zestaw schematów zaliczony. A co pozostałą częścią fabuły?

Lara Jean, pierwszoplanowa postać żeńska, za każdym razem, jak się mocniej zauroczy w jakimś chłopaku, pisze do niego list miłosny. Opisuje swoje uczucie, co pomaga jej w pełni je zrozumieć. Listu nie wysyła, ale jednak adresuje kopertę. Moglibyśmy zastanawiać się, po co je adresuje? Czy zadziałał imperatyw i miało to wywołać odpowiednią lawinę zdarzeń, czy zaklejenie koperty i podpisanie jej stanowi dla bohaterki swoiste zamknięcie? Pozostawiam Wam wolność w wyborze interpretacji.

Ostatecznie ktoś, bez jej wiedzy, wysyła pięć listów, które do tego czasu napisała. Lara Jean początkowo nieświadoma wpadki, dowiaduje się o tym w szkole, od Petera Kavinsky'ego, adresata jednego z wyznań, próbującego delikatnie dać jej kosza. Dziewczyna mdleje, gdy zauważa swój list w jego dłoni. Wkrótce zauważa kolejny obiekt westchnień, również listem w ręku. Dla dodania dramatyzmu, jest nim Josh, były chłopak jej siostry, z którym ta zerwała kilka dni wcześniej. Dziewczyna wolałaby, żeby jej siostra nie dowiedziała się, że wzdychała do jej chłopaka. Zależy jej na dobrych relacjach z nią. Żeby przekonać Josha, że ten jej się nie podoba, jednocześnie unikając z nim konfrontacji, Lara Jean całuje Petera.

Musi uporać się ze spotkaniami z innymi, którzy otrzymali jej listy oraz nietypową propozycją jednego z nich. Larze Jean zależy, by zatrzeć wrażenie spowodowane listami, szczególnie wobec Josha i chcąc uciąć plotki, godzi się na pewien układ.

Nie tak trudno przewidzieć dalszy rozwój wypadków. Znajdziemy tu kilka zwrotów akcji, film ogląda się przyjemnie i z zainteresowaniem, ale główny wątek nie oferuje widzowi raczej nic zaskakującego.

W produkcji znalazło się też parę luk logicznych czy błędów. Tu bohaterom dana czynność zajęłaby w rzeczywistości dłużej, niż wynika to z filmu, tu w jednej scenie napis wygląda zupełnie inaczej niż w poprzedniej, itp., ale są to drobiazgi i można przymknąć na nie oko.

Jeśli chodzi o dobór obsady i ich umiejętności aktorskie, to osobiście nie mam zastrzeżeń, choć muszę przyznać, że nigdy nie mam wielkich wymagań w tym zakresie. Kiedy zanurzam się w historię, wyłączam się na niektóre aspekty i nie mają dla mnie większego znaczenia, choć naprawdę kiepska gra aktorska jest w stanie uniemożliwić mi pochłonięcie się bez reszty w fabule. Ta nie wyróżniała się specjalną wybitnością, ale też nie przeszkadzała w czerpaniu przyjemności w oglądaniu.

Warto jednak zwrócić uwagę, że główna bohaterka ma 16 lat, jej siostry, przyjaciółka, Peter, Lucas, Josh to także nastolatkowie. Aktorzy, którzy ich grają są sporo starsi, co niestety widać.

Tak więc „Do wszystkich chłopców, których kochałam" jest naprawdę w porządku. To pozycja godna polecenia na odstresowanie się, wyłączenie, niewymagającą rozrywkę po stresującym dniu. Fabuła jest, jak wspomniałam, prosta, ale też lekka i przyjemna.

W żadnym wypadku nie jest to ani ambitne, ani nowatorskie dzieło, więc jeśli takiego szukacie, to chyba nie produkcja dla Was. Jeśli jednak zależy Wam na miłej odskoczni, rozrywki na nudny wieczór, to zachęcam gorąco do sprawdzenia tej netflixowej propozycji.

~ Maiya Raev

Nożyce tną [lato 2019]Where stories live. Discover now