🌙💎 Rozdział 21 🌙💎

28 2 0


- Po co my tu jeszcze jesteśmy? - Zapytałam.

- Brakuję nam ostatniego składnika, aby otworzyć grzybowy portal i wrócić do domu - Opowiedziała Huang Hua.

- No tak zapomniałam...

Tydzień temu wreszcie udało mi się wrócić do mojej pierwotnej postaci. Choć gdyby nie moi przyjaciele nigdy by mi się to nie udało. Jestem im wdzięczna. Cała 8 fatygowała się, aby mnie uratować. Choć Ezarel przylazł tu tylko ze względu na to, że mu kazano, ale zawsze coś. Dyrektorka doznała szoku, gdy dowiedziała się, że do jej szkoły przez cztery lata chodziła księżniczka innego świata. Tak, to brzmi komicznie. Jeszcze tylko tak niewiele i w końcu trafię do swojego świata gdzie powinnam być zawsze, ale jakoś.... coś nie wyszło.

- Właśnie Ana... Mogę cię prosić na słówko?

- Tak, Jasne - Oddaliłam się z Huang Hua i udałyśmy się do innego korytarza. Dalej wzbudzaliśmy podziw, ale już bardziej dyskretny.

- Słuchaj jest taka sprawa. Nie będę owijać w bawełnę. Kiedy Leiftan i Ashcore odesłali cię tu to....

- To... - Powtórzyłam.

- Też są na ziemi.

- CO?! - Wykrzyknęłam i momentalnie zwróciłam na siebie uwagę uczniów. Nie interesowało mnie to już i mówiłam dalej - Jak to się stało?

- Chcieliśmy ich powstrzymać, ale sprawy potoczyły się nie po naszej myśli i wpadli do tego portalu za tobą. Mogą nas namierzyć i zaatakować w każdej chwili. Dlatego musisz spróbować znowu obudzić swoją moc. Szybciej niż to planowałaś - Poczułam jakby ktoś mnie uderzył z pięści. Fakt że mogą nas zaatakować w każdej chwili nie było przyjemnym uczuciem, ale tutaj też się liczy życie uczniów...

^ * ^ * ^ *

Przybiegła zdyszana Karenn. Po jej wyrazie twarzy nie można było wnioskować przyjemnych rzeczy.

- Jest tu! Ashcore nas odnalazł! - Powiedziała płaczliwym tonem a mnie zamurowało. To nie może być prawda. Minęło dopiero dwa dni od wiadomości Huang Hua i nie zdążyłam pobudzić wszystkich mocy. Mój plan może się nie udać. Z jednej strony możemy uciekać, ale z drugiej... Posiadają ani ostatni element umożliwiający nam powrót do domu...

- Valkyon idź do dyrektorki i ją powiadom, Ezarel wyprowadź wszystkich z 3 piętra, Nevra ty z 2, Miiko ty z 1 Huang Hua ty z parteru, Karren ty z dołu, Ykhar pomożesz Valkowi. Wszyscy na boiska za szkołą. Tam jest najbezpieczniej.

- A ty co będziesz robić? - Zapytała Karenn.

- Ja się zajmę Ashcorem - Odpowiedziałam stanowczo.

- Nie możesz t...

- Nie słucham żadnych sprzeciwów! - Krzyknęłam i pognałam szukać wroga.

Szukanie nie zajęło mi długo. Już po kilku minutach mogłam zobaczyć go w całej okazałości śmiejącego się. Sprowokowałam go atakiem, aby gonił mnie. Nie chciałam narażam ludzi. Mimo że mam żal do tej rasy to nowe pokolenie nie zasługuje na cierpienie ze względu na przodków. Udałam się na dach. Patrzyliśmy na siebie przez kilka minut. Było mi to na rękę, gdyż straż miała więcej czasu, aby wyprowadzić całą szkołę na zewnątrz. Niestety mojemu przeciwnikowi się to znudziło i odezwał się.

- Och! Czyli jednak udało im się ciebie odzyskać. Szkoda. Myślałem, że dłużej sobie popatrzę na ten cały cyrk i twoje zmieszanie zaistniałą sytuacją - Odzywka tylko spotęgowała złość i chęć mordu - Mam nadzieję, że walka będzie owocna - Wyciągnął swój miecz i rzucił się w moją stronę. Mimo że cztery lata nie walczyłam to na pewno nie wyszłam z formy! Uniknęłam ciosu robiąc salto w tył lądując tuż za nim. Kopnęłam go prosto w kolana, aby upadł. Niestety wymierzyłam za mało siły i efekt wyszedł inny niż przewidywałam, ale udało mi się go spowolnić i zeskoczyć z budynku wprost na środek boiska gdzie wszyscy stali.

- Ustawcie się na liniach boiska! Każdy ma się znaleźć za tarczą stworzoną przez nas! Nie słucham sprzeciwów! - Odparłam ostro. Już po kilku sekundach wszyscy stali za jedną dużą tarczą stworzoną i połączoną przez nas. Nie musiałam długo czekać na mężczyznę.

- No no widzę, że miałaś plan - Zaśmiał się.

- Valkyon! Miecz!

- C-co? - spytał zdezorientowany.

- Nie słucham żadnym "ale" Rzucaj ten cholerny miecz! - Zwinnie złapałam wyczekiwany miecz i rzuciłam się do ataku...

^ * ^ * ^

Cała w krwi. Miecz już dawno się złamał. Moje moce powoli się wyczerpują poprzez zużywania energii. Jest ich trzech i sobie sama nie poradzę. Jak ktoś wyjdzie poza tarczę zostanie ona zniszczona. Sama na polu bitwy. Przeciwko Ashcorowi, Leiftanowi i Naytili. Podniosłam rękę i wydobyłam z niej kilka jaskrawych kul, które nakierowały się na wrogów. Nie przyniosły one wyczekiwanego skutku.

- Dobra, możemy już przejść do ostatecznego ataku czy dalej będziemy się bawić? - Zaśmiał się Leiftan. Podniósł rękę i nakierował na mnie. Uniknęłam tego z lekkim trudem. Nie poddawał się i dalej atakował. Nagle oszukał mnie i wpadłam w jego sidła. Jego moc podniosła mnie ku górze dusząc mnie - I jak się czuja silna księżniczka na samym dnie? Twój rytuał pełni został przerwany i masz tylko garstkę mocy, której miałaś wcześniej. Wiesz, że jak umrzesz harmonia w naszym świecie zostanie zachwiana i z łatwością zdobędę władzę.

- Ana! - Spojrzałam na zapłakaną Karenn i lekko się uśmiechnęłam.

- Dla... Dl-Dlaczego Leiftanie? - Zapytałam z trudem.

- Ty wiesz dlaczego. To było pytanie retoryczne - Uśmiechnął się szyderczo.

- Anastazja! -Usłyszałam znajomy mi głos.

- Arian... Kenal... - Nic już do mnie nie dochodziło. Zamknęłam oczy i poczułam, że spadam...

🌸💙Księżycowy Kryształ 💙🌸Przeczytaj tę opowieść za DARMO!