#21

38 3 0

Dopakowałam ostatnie rzeczy z wielkim trudem. Wczoraj popołudniu stwierdziłam, że jak mam wolne to obejrzę jakiś film. Do tego postanowiłam napić się wina. Na jednej butelce się nie skończyło. Aktualnie mój organizm bardzo tego żałuje.

- Zaraz! - krzyknęłam gdy po raz czwarty ktoś zadzwonił do drzwi. Odwiesiłam ręcznik w łazience, którym uprzednio wycierałam ręce. Opuściłam łazienkę, zgasiłam światło i poszłam otworzyć.

- Cześć! - uśmiechnięty Andreas stał przed drzwiami z walizką.

- Andi? Co Ty tu robisz? Miałeś być za godzinę.

- Nie miałem nic do roboty u siebie więc wpadłem wcześniej. A co? Przeszkadzam Ci?

- Nie. Ty nigdy mi nie przeszkadzasz. - wpuściłam Andreasa do mieszkania.

- Spakowałaś się już? - zapytał wchodząc z walizkami.

- Tak tylko sprawdzę czy wszystko spakowałam. Napijesz się czegoś?

- Nie dzięki. Mogę się rozejrzeć po mieszkaniu?

- Jasne, nie ma problemu. - sprawdziłam ostatni raz swój bagaż podręczny. 

- Ładnie tu masz. - Andreas wyszedł z ostatniego pokoju jaki oglądał.

- Wiem. W zasadzie możemy się już zbierać. Tylko wstąpimy jeszcze do mojej sąsiadki. Muszę jej oddać klucze. Zamówisz taksówkę? - rozejrzałam się ostatni raz po mieszkaniu.

- Po co? Jedziemy moim autem. 

- Zostawisz je na lotnisku?

- Nie. Razem z nami na lotnisko pojedzie Stephan. Jemu ze spokojem mogę oddać w opiekę mój samochód.

- Dobra, niech Ci będzie.

Andreas wyszedł z bloku z wszystkimi walizkami a ja między czasie oddałam mojej sąsiadce z mieszkania naprzeciwko klucze uprzednio zamykając moje królestwo. Przed blokiem Andreas rozmawiał ze Stephanem wkładając walizki do bagażnika. Godzinę później byliśmy już na lotnisku. Za chwilę będziemy wchodzić do samolotu. Pożegnałam się ze Stephanem i Markusem, który przyjechał na lotnisko nas pożegnać jakbyśmy wylatywali na drugi koniec świata na nie wiadomo ile. 

- Markus, spokojnie. Widzicie się za tydzień. Jakoś przeżyjecie bez siebie. 

Weszłam na pokład samolotu uprzednio pokazując bilet. Teraz muszę znaleźć swoje miejsce. Okazało się, że Andreas ma miejsce na końcu samolotu a ja z przodu. Cholera, nie mam teraz do kogo gęby otworzyć! Coś czuję, że ten 11-godzinny lot będzie się dłużył. Zaraz po tym ja samolot wzbił się w powietrze starałam się zasnąć co po jakimś czasie się udało. Obudziłam się po jakiś sześciu godzinach. 

- Przepraszam ale mam wrażenie, ze już gdzieś panią widziałem. - jakiś facet na oko w moim wieku spojrzał na mnie i podał mi rękę.

- Również odnoszę takie wrażenie. Caroline Ebeling. - uścisnęłam jego rękę.

- O mamo! Caroline? Derek Weber, pamiętasz?

- Tak. Trenowaliśmy w tym samym klubie i nawet umówiliśmy się pary razy na kawę. Tak, pamiętam. Co u Ciebie słychać?

- Wszystko dobrze. Kariera się rozwija. Niedawno podpisałem umowę z nowym sponsorem. A teraz lecę do siostry.

- Berenika przeprowadziła się do Wietnamu?

- Tak ale za niedługo wraca do Niemiec. Rozwodzi się z mężem.

- Ojej to przykre. 

- Szczerze to wyjdzie jej to tylko na lepsze. Z resztą ona też tak uważa. Nie mają dzieci więc unikną dodatkowych nieprzyjemności. Ale z tego co słyszałem to Ty też nie masz łatwo w życiu prywatnym.

- Tak. Rzuciłam narzeczonego ale w zasadzie sytuacja jest bardzo podobna ja w przypadku twojej siostry. Jedynie mi to wyjdzie na dobre.

Godzinę później oboje zasnęliśmy i obudziliśmy się dopiero na wieść o tym, że samolot będzie za niedługo lądował. Zapięłam pasy i z trudem zniosłam lądowanie. Nigdy tego nie lubiłam. Wychodząc z samolotu szukałam Andreasa ale nigdzie go nie widziałam. Odebrałam bagaż, pożegnałam się z Derekiem i nadal wypatrywałam Andreasa. 

- Linuś, gdzie Ty się podziewałaś? Wszędzie Cię szukam. - zdyszany Andreas podbiegł do mnie jak tylko mnie zobaczył.

- Mogłabym Ci zadać to samo pytanie. Jak się dostaniemy do hotelu?

- Jak sprawdzałem na mapie to jest całkiem niedaleko ale wolę nie ryzykować i zamówić taksówkę. W zasadzie to zaraz powinna tu być.

- Okej, niech Ci będzie.

Taksówka pojawiła się na lotnisku w ciągu kilku minut. Andreas z kierowca włożyli walizki do bagażnika a ja zajęłam tylne miejsce. Jak jechaliśmy to parę razy przyłapałam kierowcę jak na mnie zerka. Zignorowałam to, może mnie rozpoznał. Nie ważne. Jedyne o czym marzę to prysznic i wygodne łóżko. W hotelu Andreas załatwił wszystkie formalności, bo w tym momencie to ja nie potrafię mówić w żadnym języku. Odebrałam klucz i skierowałam się do windy. Jak weszłam do pokoju to od razu skierowałam się do okna. Jak zobaczyłam jakie widoki się za nim rozciągają poczułam przypływ energii. Nie będę prażyć się w pokoju, idę na spacerek! Wietnamie nadchodzę!

Dawna znajoma | Andreas WellingerWhere stories live. Discover now