Rozdział 4

11 4 0



Po wizycie w gabinecie koronera, Kate postanowiła zostać dziś dłużej w pracy. Nie miała nic lepszego do robienia w domu. Mieszkanie samej dobijało ją coraz bardziej. Pragnęła wymarzonego odpoczynku. Pojechałaby wtedy do Hartford, do rodziców. Tak dawno się nie widzieli. Praca jako główny śledczy odbierała jej radość z życia rodzinnego. Nie przejmowała się tym tak bardzo, gdyż utrzymanie teraźniejszego poziomu, jaki sama sobie zagwarantowała, dawał jej największą satysfakcję. Pragnęła być jak ojciec, lecz wszystko kosztem życia prywatnego.

Will odprowadził ją do biura. Szli przez posterunek w milczeniu. Reszta członków załogi nie zwracała na nich najmniejszej uwagi. Byli niczym duchy. Wchodząc do pomieszczenia Will zapytał:

- Jesteś pewna, że nie chcesz jechać do domu?

- Dam radę Will, dzięki. Muszę w końcu przeczytać te akta, w domu zbyt bardzo kusi mnie moje łóżko. - odparła z uśmiechem.

- Akta nie uciekną. Widzę, że jesteś zmęczona, przemęczasz się każdego dnia. Może naprawdę powinnaś wziąć kilka dni wolnego? - odparł z wyraźną troską. Kate westchnęła.

- Dzięki, że się martwisz, ale nie lubię zostawiać niedokończonych spraw. Nie ma czasu do stracenia. Mój urlop zaczeka, zabójca nie. Musimy zakończyć tę sprawę, wtedy się mnie na trochę pozbędziesz. - rzuciła mu perskie oko.

- Jak chcesz Kate. Do jutra.

Kate siadając do biurka, odparła szybkie: - do jutra, Will!

Mężczyzna zatrzymał się kilka kroków za drzwiami gabinetu brunetki. Przemyślał daną chwilę i zawrócił z powrotem do swej partnerki. Zapukał do drzwi, po czym uchylił je powoli.

- Kate? - zapytał cicho.

- Zapomniałeś czegoś? - zapytała ze wzrokiem utkwionym w różnych kartkach.

- Mam pewną propozycję. Może dasz się zaprosić na kolację dziś wieczorem?

Jego pytanie ją zamurowało. Ona i Will razem na kolacji? To nie trzymało się całości.

- Oczywiście zrozumiem, jeżeli mi odmówisz, ale moglibyśmy razem przejrzeć te akta, które ci przesłałem. Na pewno było by ci raźniej. - posłał jej delikatny uśmiech.

Odwzajemniła go po czym odpowiedziała z równie delikatnym uśmiechem:

- Przyjedź po mnie o szóstej.

- Jak każesz partnerko.

Wybiła godzina piąta czterdzieści. Kate nerwowo przewracała kolejne szuflady ubrań. Na darmo. nie miała idealnej sukienki na taką okazję jak kolacja i to z mężczyzną. Ba, nie miała w swojej garderobie chyba żadnej sukienki. Zrezygnowana upadła na łóżko. Wiedziała, że ubierając się niestosownie, zbłaźni się przed Willem, który na swój sposób się jej podobał. Wzięła do ręki komórkę i wybrała numer partnera. Po paru sygnałach odezwała się automatyczna sekretarka. Kate była już kompletnie zrezygnowana. Will właśnie jechał do niej w garniturze, być w może z bukietem róż a ona leżała prawie we łzach na swoim łóżku. Postanowiła, że nigdzie nie pojedzie. Powie Willowi, że jest zbyt zmęczona, by błąkać się z nim po restauracjach. Tak, to będzie dobry plan. Rozmyślając tak, usłyszała dzwonek do drzwi. Miała szczęście, że przed szukaniem idealnego ubioru, zdążyła zrobić makijaż. Podeszła do drzwi i uchyliła je powoli. Przed sobą ujrzała swego partnera w nienagannej białej koszuli przyodzianej w czarną marynarkę. Dopiero teraz zauważyła, że Will jest niezły jak na swój wiek. Will spojrzał na nią i niepewnie zapytał:

Poznaj moje grzechyRead this story for FREE!