7. Piaski w ogniu wojny

22 2 6

Słońce zaczęło oświetlać powoli pustynię. Wraz z nim, na teren wjechały pierwsze maszyny. Whisper, Jack i Nicolette stali na szczycie muru i oglądali tumany kurzu, które nieubłaganie rosły. Łasiczka wspierała się jedną ręką na karabinie, a drugą trzymała lornetkę, obserwując teren w oddali. Jack stał obok niej i obserwował ją ukradkiem, lecz gdy łasica oderwała wzrok od lornetki, on z powrotem wrócił do lustrowania długiego pasa pustej przestrzeni przed nim.


- Cholera... zawsze nie cierpiałem tej okolicy. Miał staruch gust i jak to się mówi... - Zamyślił się- A! Ikrę. Idealna baza do obrony, no bo jak tu doprowadzisz jakikolwiek sprzęt albo się przekradniesz? Przecież tu można sobie zrobić polowanie na kaczki.

- Widać Eggmanowi to nie robi różnicy - Stwierdziła Nicolette, nie przerywając obserwacji.

- Rozumiem, że twoi podwładni są zapoznani z naszym sposobem komunikacji panie Jack.- Zamaskowany grzebał coś przy pistolecie. Zamiast cylindra i fraka miał na sobie długi brunatny płaszcz i szarą czapkę. W dodatku na rękawie płaszcza było widać zatartą naszywkę z żołędziem na błękitnym tle. Jego aktualny wygląd nadawał mu jeszcze większej powagi.

- Jasne... Są ogarnięci ze wszystkim. Powiesz, kiedy a rzucimy na Jajcarza wszystko, co mamy.

- To jeszcze chwilę z tym poczekasz... Chyba chcą negocjować. - Nicolette wręczyła zającowi swoją lornetkę. Sprzed szeregu szaro czerwonych mechanicznych wojowników wyrwał się jeden statek. Jechał prosto na bramę wolnym tempem.

- Nawet nie wywiesił białej flagi-Stwierdził zamaskowany.

- To akurat dla niego normalne - Do rozmowy dołączyła Sally. - Pozwolisz, że dołączę się do obserwacji.

- Nie widzę powodu, aby tego waszej wysokości zabronić. - Skierował się ku drabinie prowadzącej na dół. - Teraz przepraszam, ale mój kodeks moralny nakazuje odpowiedzieć na propozycję negocjacji.

- I co mu powieta? - Zapytał Jack.



Nie odpowiedział. Minął swoich podwładnych, którzy dokonywali ostatecznych przygotowań na linii obrony. Stanął naprzeciw powoli zbliżającego się pojazdu. Z maszyny wyszły dwa czarne SWATboty z długimi czerwonymi pelerynami, niski kurdupel w stroju podobnym do tego, który nosił doktor. Jedna rzecz, która się różniła to zielony kolor. Następnie wyszła robotyczna córka naukowca oraz sam wyżej wspomniany. Pod jego wąsem błyszczał szeroki, pełen pewności siebie i ukrytej pogardy uśmiech. Wychodząc z transportera, wyciągał rękę w stronę Whispera.



- Ohhh... Witam cię panie... - Zabrał ją od razu, kiedy zauważył, że zamaskowany nie zamierza jej podnieść, po czym pogardliwie spytał się niziołka-Snively, jak ten robal ma na imię?

- Whisper, sir.

- Panie Whisper, może przejdziemy na ty? Nie widzę powodu, abyśmy musieli zdobywać się od razu na stosunki pełne chłodu i pogardy.- Schylił się prosto przed porcelanową maskę-Jeszcze możesz to wszystko odkręcić i mi służyć. Jesteś bardzo kompetentny i jeżeli uznasz mnie za swojego pana to oszczędzę ciebie i tę okolicę...

- Nie widzę powodu, aby przechodzić na grunty relacji bardziej poufnej doktorze. Szczególnie że aktualna sytuacja nijak się ku temu ima. Co do służby, moje stanowisko w tej sprawie się nie zmieniło. Nie widzę również co mam odkręcić w tym całym ambarasie.

- Jesteś bardzo uparty, w sumie nie dziwię ci się. Przecież ty nie dbasz o własne życie. Cóż Whisperze, to może pomyśl o życiu swoich podwładnych. Przecież nie służysz pod niczyją flagą. Oni też, nie mają ideałów, celów, honoru... To tylko banda dzieciaków i bandziorów z bronią i nic więcej.

Szepcząc w chaosiePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!