1

62 7 2
                                                  

- Jak się zatnie, wystarczy kopnąć o tu. - patrzyłam z niedowierzaniem. W mojej nowej pracy oprowadzał mnie ON.

To było bardzo dawno temu. Ja miałam niecałe dwanaście lat, a on dwanaście i pół. Te kilka miesięcy różnicy dawało mu wtedy niewyobrażalną przewagę. Jako grudniówka w ogóle byłam bardzo z tyłu za wszystkimi. Nawet Sara z listopada była z pierwszego. Ja urodziłam się trzydziestego grudnia. Nie dość, że z szarego końca, to jeszcze nawet nie mogłam się poszczycić urodzinami w Sylwestra. Szary, nic nie znaczący koniec. W podstawówce to bardzo dużo znaczy. 

- Czasami coś wpadnie pod spód, ale według naszej polityki, nie przestawiamy urządzeń - kontynuował instruktaż. - Jak ci się chce, możesz pod koniec zmiany wydłubać drobniaki o tamtym drutem - wskazał pręt, który początkowo wydawał mi się częścią siłownika od drzwi wejściowych - i będziesz mieć napiwek.

Skinęłam nieobecnie, przed oczyma stanęła mi wizja najbliższych miesięcy w pracy z tym typem. Tamtego dnia dostałam pierwszej miesiączki, na wuefie. Dziś może to jest nic, raczej wkurzający dyskomfort, gdy pojawia się zabrudzenie, które trzeba będzie jakoś sprać. Wtedy mój świat runął. 

- Patrzcie, ale plama! - ten szyderczy głos i dźwięk aparatu w telefonie wystarczyły.

Wybiegłam zaciskając łzy zanim nauczycielka zdążyła zareagować. Zamknęłam się w toalecie dla niepełnosprawnych. I tak z reguły była zamknięta, więc nikt nawet nie pomyślał, żeby mnie tam szukać. Wyszłam dopiero, gdy skończyły się już wszystkie zajęcia dodatkowe, a na dworze było ciemno. Wróciłam do domu w stroju do ćwiczeń, plecak i klucze zostały w szkole.

Rodzice przenieśli mnie po rozmowie z pedagogiem szkolnym. Podobno zdjęcie nie zostało opublikowane, ale, gdy któregoś dnia szłam do sklepu, spotkałam dzieciaka z młodszej klasy. Wymsknęło mu się "Cześć, plama". 

Pewnie dlatego teraz zaczynałam pracę w Pralni.

- Hasło do wifi jest na tej tabliczce - pokazał na słup niedaleko wejścia. - Trzeba klientom przypominać, bo nie zauważają. Chodź, pokażę ci kącik kawowy.

Wskazał na drugie, mniejsze pomieszczenie trochę w głąb. Przeszliśmy po kamiennej posadzce. Przyjrzałam się jego sylwetce. W szkole grał w piłkę, nawet przez jakiś czas należał do klubu. Teraz był lekko przygarbiony, pewnie od marnowania czasu na gry komputerowe. Wtedy włosy wystylizowane na ulubionego piłkarza, bo wielokrotnie to powtarzał podczas przerw, teraz były ścięte na krótko. Zwyczajnie i praktycznie. W szkole zawsze miał wszystko naj. Najnowszy telefon, najlepsze ciuchy, najwięcej zabawek. Jego matka nie szczędziła pieniędzy na jedynego syna. Mieszkali w najnowszym wieżowcu. Przeniósł się do naszej klasy tuż po tym jak powstał ten budynek. 

Ja do tej pory mieszkałam z siostrą w mieszkaniu po rodzicach. Mieszkanie w starej kamienicy było za tanie, żeby je sprzedać i żeby każda z nas poszła w swoją stronę. 

- Wodę bierz z kranu w naszej kuchni. Umiesz obsługiwać ekspres?

Skinęłam, choć nie była to prawda. Ale co może być trudnego w ekspresie do kawy?

- Tu są czyste kubki, brudne wkładamy do zmywarki też w kuchni. Zaraz ci wszystko w niej pokażę, bo przy mikrofali trzeba wybierać konkretny program, inaczej wywala korki.

Patrzył na mnie badawczo. Poczułam przypływ paniki. A co, jeśli teraz zacznie wypytywać o tamto zdarzenie? Zacisnęłam pięści, aż rozbolały mnie palce. Moja twarz pozostała niewzruszona. Jeśli zechce się skonfrontować, jestem na to gotowa. Przez tyle lat zdążyłam sobie ułożyć w głowie każdą odpowiedź.

- Fajnie, że będziemy razem pracować - wypalił uśmiechając się. - Czasami brakuje mi tu znajomych twarzy...

W pierwszym odruchu chciałam zaprzeczyć, ale zauważyłam, że jego uśmiech przeistoczył się w zakłopotanie.

- Co masz na myśli? - wydusiłam z siebie. Cała wiązanka, którą miałam na języku, pozostała niewypowiedziana.

- Zobaczysz... Poznałaś już naszego kota?

Pokręciłam głową. Pralnia z kotem. Odkłaczanie dorzucamy w gratisie.

- Musisz go koniecznie poznać - wyraźnie się ożywił. Cofnęłam się pół kroku. - Chodź, chodź. Póki nie ma klientów, potem będzie trudniej, a on nie lubi nowych.

Poszedł do, jak się po chwili przekonałam, kuchni. Pomieszczenie było mikroskopijne, połowę przestrzeni zajmował ciąg szafek, z małą lodówką, mikrofalą i zlewem i największą z wszystkich zmywarką. W skrajnym rogu stał metalowy stolik ze szklanym blatem, a przednim stało jedno, drewniane krzesło nieumiejętnie zaciągnięte białą farbą. Szafki były jasne i na każdej mogłam dostrzec rysy, ale ani jednej plamy. 

- Tu jest kot.

W tym momencie poduszka leżąca na krześle poruszyła się i wielki, biały pers przeciągnął się leniwie. Miał wyjątkowo ładny pyszczek, jak na persa, zupełnie nie wyglądał jakby się zderzył ze ścianą.

- Jak ma na imię? - zapytałam odruchowo przykucając, gdy zwierzę mnie lustrowało ospale. Żółto-zielone oczy przymknęły się powoli, po czym kot zeskoczył z kocią gracją na podłogę.

- Szef wie, ale my na niego mówimy po prostu "kot". I tak zareaguje tylko na "jeść".

- E-ść? - miauknął kot pytająco i zerknął na lodówkę.

- Pod koniec zmiany dajemy mu jedną saszetkę - miałam wrażenie, że nie mówi do mnie, tylko tłumaczy się kotu. Nastała chwila ciszy, którą w końcu kot skwitował cichym prychnięciem. Wyminął mnie bujając się na boki. Śmiesznie stawiał łapy, zamiast naprzemiennie, to obie prawe równocześnie, a potem obie lewe.

W tym momencie dzwonek przyczepiony do drzwi wejściowych zadzwonił.

- Halo, Nerrin?

- O, moja ulubiona klientka - ucieszył się trochę zbyt entuzjastycznie. - Chodź, przedstawię cię.

---

Czysta wodaPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz