Rozdział 18 - Ptak w Złotej Klatce

760 114 33

#NIESPRAWDZONY

Kręciłam się po posiadłości, szukając właściwych drzwi. Nie zdążyłam dopytać wilczycy, gdzie powinnam pójść, gdyż zniknęła tak samo niespodziewanie, jak się pojawiła. Jak na złość nikogo nie było w pobliżu, więc sama musiałam rozwiązać swój problem. Los lubił mi dawać w kość i znowu ukazywał mi swoją surowość. Krążyłam więc nadal, przy okazji gubiąc się w tutejszych zaułkach, aby w końcu znaleźć dębowe drzwi do pokoju Evila, które przyozdobione były mosiężną klamką ze złotymi zdobieniami. Przed nimi stał uzbrojony wilkołak, który wyglądał jakby był wyrwany z rzeczywistości. Patrzył przed siebie, oczy miał wlepione w jeden punkt. Kiedy podeszłam bliżej zmienny zapukał w drewnianą powłokę. Zaniepokojona jego postawą, zrobiłam krok w tył, bacznie go obserwując. Jego wyraz twarzy był stale taki sam, bez najmniejszych emocji. Zrozumiałam, że musiał wiedzieć po co tu jestem. Nie odrywałam od niego wzroku, patrzyłam coraz bardziej podejrzliwie, dopóki nie otworzył przede mną drzwi, czekając aż wejdę do środka. Postawiłam pierwszy krok, a za nim kolejny, aż w końcu zniknęłam po drugiej stronie, a przez brzdęk z tyłu zrozumiałam, że moja droga ucieczki się za mną zamknęła.

Rzuciłam przelotne spojrzenie na całe wnętrze i skłamałbym gdybym powiedziała, że pomieszczenie było źle urządzone, wręcz przeciwnie, było bardzo piękne. Nigdy nie mogłabym sobie pozwolić na takie wygody, widać tu było duży przepych, a na samą myśl ile pieniędzy poszło w błoto, aby urządzić ten pokój robiło mi się słabo. Przede mną stała ogromna czarna półka, którą wypełniały książki, zdjęcia i gadżety, których nigdy w życiu nie widziałam, za nią na podświetlanym podeście stało ogromne łóżko. Wyglądało na bardzo wygodne, z białą pościelą i granatową narzutą na samym środku. Po bokach stały dwa szklane stoliki z czarnym wykończeniem. Po lewej stronie kanapa z poduszkami kolorystycznie pasującymi do narzuty, oraz stół, który idealnie się ze wszystkim komponował. 

Odwróciłam się w prawą stronę szukając wzrokiem osoby, która mnie tutaj wezwała i znalazłam ją siedzącą w wygodnym czarnym fotelu, przed ciemnodrewnianym biurkiem, które wyglądało na bardzo solidne, nawet bardziej niż to, które miał w swoim gabinecie. 

Patrzył na mnie z zaplecionymi rękami, które ułożone miał pod brodą. Stanęłam parę metrów przed nim, czekając aż mi powie, po co mnie tutaj wezwał. Wyraz twarzy miał opanowany, a wzrok skoncentrowany na mojej osobie. Ja również dziarsko patrzyłam wprost w jego oczy, które już kolejny raz powodowały u mnie zawrót głowy i niejasność myślenia. Było w nich coś, co nie pozwalało mi pozostać niewzruszoną i to mnie najbardziej martwiło.

- Skoro sama zadecydowałaś o tym kim się staniesz, rezygnując z mojej propozycji, powinnaś witać mnie w takim sam sposób, jak reszta służących - rzekł dumnie, jakby podkreślając to, że mój wybór był nieprzemyślany i powinnam była wtedy przyjąć jego propozycję.

Jednak ja dobrze wiedziałam co robiłam, każdy mój czyn starłam się przemyśleć. Nigdy nie pozwoliłabym sobie na bycie gościem w takim miejscu, tym bardziej, iż nie tak daleko, po drugiej stronie murów cierpią niewinni ludzie, którzy niczym nie różnią się ode mnie. Ból przez który muszą przechodzić każdego dnia, spowodowany jest tym, że urodzili się jako człowiek, to jedyny grzech jaki popełnili.

Prychnęłam pod nosem, odwracając wzrok od jego czarnych oczu, jakby przełamując hipnotyzujące połączenie, nie mogąc uwierzyć w sens jego słów. Myśli, że się przed nim ugnę, że mnie złamie. Jednak ja jestem silna, nie pozwolę sobą manipulować, w taki sposób jaki robi to z resztą swoich poddanych. Moją misją było uratowanie Jima, tylko po to tu przyszłam. Kiedy on będzie bezpieczny, wtedy będę mogła do końca wypełnić powierzone mi zadanie. Zabicie Alfy będzie wisienką na torcie, dla uratowanych ludzi. Będę to mogła zrobić z czystym sumieniem, bez strachu o życie mojego przyjaciela. 

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!