1. Poznaję Morrigan

14 1 2


Jesień nie wydawała się dość dobrą porą.

Najbardziej melancholijna pora roku nijak chciała się wpasować do w gruncie rzeczy pogodnego wiersza. Początek wiosny, nieciężki jeszcze od zapachu kwiatów, a jednak świeży i pełen życia – to byłoby odpowiednie tło. Jak jednak mógłbym czekać z upublicznieniem go przez tyle miesięcy? Zestarzałby się między kartkami podręcznika.

Rozmyślania o tym, dlaczego wiosenne wiersze przychodzą do głowy jesienią, zostały ukrócone przez dziecięce wrzaski. Spojrzałem w kierunku dźwięku – grupka jedenastolatków skupionych w kółeczku.

To nie tak, że nie lubię dzieci – lubię. Zwykle jednak wzbudzają moje zaniepokojenie. Ignorują zakazy, mają tendencję do zjadania rzeczy, które nie powinny w ogóle znajdować się w okolicy ich ust i wpadają na niespotykane (zwykłe złe) pomysły. Takie okrzyki mogły oznaczać, że dobrze się bawią, ale to, że dobrze się bawią, może oznaczać, że któreś z nich zaraz zrobi sobie poważną krzywdę.

Zamknąłem książkę i schowałem ją do torby; zmuszony przez poczucie obowiązku ruszyłem w stronę źródła dźwięku.

Z krzyków dało się już rozróżnić pojedyncze hasła i nie mogłem mieć wątpliwości, że chodziło o zabawę. Widziałem teraz wyraźnie, że w środku kółka znajduje się chuda dziewczynka; kucała, ściskając kurczowo syczącą i bijącą skrzydłami gęś. Ktoś pociągnął małą za warkocz, ktoś próbował ją przewrócić.

– Hej! – zawołałem ostrzegawczo. – Co tutaj się dzieje?

Kilka par oczu wlepiło we mnie spojrzenie.

– Powiedziała, że babcia Polly umrze i umarła! – zawołał usprawiedliwiającym tonem gruby chłopiec w okularach.

– Aureliusz kupił sto losów na loterii i powiedziała, że nie wygra. Nie wygrał! – wsparła go blondwłosa koleżanka, a ja przez swoje skołowanie miałem coraz poważniejsze problemy, by utrzymać groźny wyraz twarzy.

– A na Joachima się patrzyła! – pisnął oskarżająco malutki rudzielec.

– I co? – Postanowiłem uzyskać więcej informacji.

– Upadł!

Zarówno palące spojrzenia dzieci, syczenie gęsi jak i fakt, że „oskarżona" milczała, okropnie mnie rozpraszały, a najwidoczniej nadeszła moja kolej, by coś powiedzieć. Nabrałem powietrza w płuca.

– Przykro mi z powodu śmierci babci Polly, ale nie sądzę, by wasza koleżanka przyłożyła do tego rękę. Jestem też prawie pewien, że nie miała nic wspólnego z pechem Aureliusza ani niefortunnym wypadkiem Joachima – mówiłem coraz cichszym tonem, po wzroku dzieci orientując się, że wszystkie są rozczarowane i rozzłoszczone faktem, że nie wziąłem ich strony.

Gęś przestała łomotać skrzydłami i popatrzyła na mnie natarczywie. Poczułem się dziwnie. Jakby mnie oceniała.

Wkrótce pierwszoroczni zalali mnie wiadomościami na temat różnych katastrof spowodowanych przez to chude nieszczęście. Taktyka łagodzenia sporu nie przynosiła żadnych skutków. Musiałem przejść do ofensywy.

Prawdę mówiąc, zaczynałem być bardzo zły.

– Nieważne! Choćby i zrobiła te wszystkie okropieństwa, nie wolno wam tak jej traktować. Jeszcze raz coś zobaczę, jak jej dokuczacie i zgłaszam sprawę do dyrektora. Zrozumiane?

Wejście w rolę odpowiedzialnego dorosłego było dość stresujące. Zerknąłem na dziewczynkę z gęsią, ale na jej twarzy nie dostrzegłem śladu aprobaty czy wdzięczności. Wydawała się po prostu zła. Zacząłem zastanawiać się, czy dobrze zrobiłem, ale przecież nie mogłem zignorować takiej sytuacji.

Morrigan Mard jest dziwnaRead this story for FREE!