Rozdział 14 część 2/2

985 137 96

— Ja? — parsknęła. — Ja nie potrzebuję czarodziejskich eliksirów, żeby mówić prawdę. Wpadłam do kociołka z takim, gdy byłam mała. Zawsze jestem szczera do bólu.

— Więc w czym problem?

Pokręciła głową z niedowierzaniem.

— Przeszłam przez piekło, bo byłeś przekonany, że nie umiem kłamać.

— Nie o to chodzi. Jeśli nie poczujesz na własnej skórze, że po tym nie da się inaczej, skąd będziesz mieć pewność, że to naprawdę działa? A może to tylko zabarwiona woda? Gdzie się teraz podziały twoje paranoiczne teorie spiskowe?

Poniekąd miał rację, w innej sytuacji nie uwierzyłaby mu na słowo, wiedząc, z jaką łatwością umiał wyrecytować dokładnie to, co chciałaby usłyszeć. Denerwowało ją jednak, że próbował zgrywać uczciwego, choć w rzeczywistości zależało mu wyłącznie na wydobyciu z niej informacji.

Odmawiając, potwierdzi jego podejrzenia, ale wypicie tego też nie wchodziło w grę. Była w kropce, a Chase zaczynał się niecierpliwić. Skrzyżował ręce na blacie i obserwował ją wyczekująco, chociaż napięcie zeszło z jego twarzy. Nie wyglądał już, jakby zaraz miał jej odrąbać dłoń, żeby zobaczyć, czy odrośnie.

— Tak się boisz, że przyznasz, że mnie lubisz? — zagadnął z głupim uśmieszkiem.

Destiny ściągnęła brwi.

— To byłoby twoje wielkie pytanie?

— Jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać.

Wzięła fiolkę, by przyjrzeć się cieczy z bliska.

— Wiesz, to pokrzepiające, że z naszej dwójki nie ja jedna mam urojenia. — Odetkała korek i przytknęła otwór do nosa. Gdzieś tam zakręcił się swąd ziół, ale przede wszystkim poczuła zapach... piwa.

Natychmiast cofnęła głowę, czując, że zaraz ją dźwignie. Czy właśnie dała się zrobić w balona? Nie było żadnego serum prawdy, tylko test, który potwierdził Chase'owi, że Des faktycznie coś ukrywała?

— Muszę przyznać — spojrzała na niego oskarżająco — że jeszcze nikt mnie nie próbował upić w tak kreatywny sposób.

Chase zdusił wybuch śmiechu.

— Mogłem się domyślić, że zobaczysz wódkę — powiedział, a widząc jej zdezorientowanie, zaraz dodał: — Serum przybiera postać tego, na co ktoś w danej chwili ma ochotę, dzięki czemu dziecinnie łatwo to komuś podać podstępem.

— Piwo — poprawiła go ostrożnie, nie do końca mu wierząc, choć fakt faktem, zabiłaby za dobrego, schłodzonego browara, gdyby rzeczywiście mogła go wypić. — To groźba?

— Czy ja ci kiedyś groziłem? — sapnął, ale niezwykle wymowne spojrzenie Des pomogło mu się zreflektować. — Nieważne. Nie, Winterhood, to nie jest groźba, tylko ci wyjaśniam, na czym to polega.

Gdy znów spuściła wzrok na fiolkę, jej zawartość była przeźroczysta. Z wrażenia prawie wypuściła ją z ręki. Piwo zmieniło się w... raczej wodę, bo akurat na wódkę nie miała najmniejszej ochoty.

— W chuja lecisz? — odezwała się do serum, pośpiesznie je zatykając i odsuwając się od blatu, w razie, gdyby coś głupiego strzeliło jej do głowy. Czuła jakąś dziwną energię emanującą z tej fiolki, jakby nie tylko samą transformacją nakłaniała innych do spożycia, choć może to już zasługa instynktu ciągnącego Des do wody. — Czy to tak Jezus zmieniał krew w wino?

Wypicie tego nie wchodziło w grę. To oczywiste, że Chase będzie chciał wiedzieć, co ukrywała, może nawet wprost zapyta o bycie syreną. A gdyby tak przekonała go do zadania pytania o Esper? Musi uwierzyć, jeśli Des po wypiciu serum powie mu, że jest pod wpływem uroku. Tylko czy to by coś zmieniło? Chase nie będzie grzecznie siedział w miejscu i czekał na przyjazd Jamiego, a Destiny nie da rady sama zaciągnąć go na dół i zamknąć na ten czas za kratami. Jeżeli on wyjdzie z domu, a zrobi to na pewno, znając życie, wydarzy się coś, za co Des będzie odpowiedzialna.

ExodusPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!