zbudowałem dom, a potem go zburzyłem

167 45 12

Śmierć członka rodziny dzieli ją i niszczy. Zwłaszcza tę najbliższą, tę, z którą zmarły mieszkał i z którą przebywał najczęściej.

Rozwód dzieli rodzinę. Zazwyczaj na pół albo oddziela jednego członka rodziny od całej reszty.

Brak porozumienia dzieli rodzinę. Brak rozmów między jej członkami. Odcięcie się dzieci od rodziców, rodziców od dzieci, siostry od siostry i kuzyna od kuzynki.

Choroba niszczy rodzinę. Wprowadza ciszę i kłótnie, smutek, o którym nikt nie chce rozmawiać i do którego nikt nie potrafi się przyznać.

Jest tyle czynników, które mogą zniszczyć rodzinę, a tak mało tych, które są w stanie ją naprawić. Wydaje mi się (tak naprawdę osobiście), że nie wszyscy są na nią gotowi. Albo bardziej, nie wszyscy są gotowi na jej założenie. Bo wszyscy, nawet pozornie "najgorsi" ludzie na nią zasługują. Zasługują na to, by wyjeżdżając gdzieś daleko od rodziny, tęsknić za nią ze wszystkich sił. By czuć ciepło w środku, kiedy w sklepie minie ich jakaś nieznajoma kobieta, która używa tych samych perfum, co mama.

Chciałabym, żeby wszyscy ludzie poproszeni o opowiedzenie coś o sobie, mogli powiedzieć, że oni cali składają się ze swojej rodziny, że to ona ich buduje. I żeby mówili o niej z takim zaangażowaniem, miłością i ciepłem, żeby inni, którzy ich słuchają, chcieli poczuć to ciepło na własnej skórze.

Dobrze, bardzo dobrze by było, gdyby wszystkie domy były ciepłe. Takie, w których chce się mieszkać i do których chce się wracać.

I żeby rodziny w nich mieszkające nie były w żaden sposób podzielone.

Jeśli kiedyś zdecydujecie się na zostanie rodzicami albo jeśli już nimi jesteście, to budując dom, starajcie się później go nie zburzyć.

Bo taki zburzony dom strasznie trudno jest odbudować.

darknessPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!