6. Nie wszystkie wilki krwawią

44 2 4

Pocisk przeleciał na wskroś przez ciemię i wyszedł przez kość jarzmową. Drugi nawet nie zdążył mrugnąć, kiedy kula wbijała się w czoło, łuska wyskoczyła z komory i spadła na ziemię. Na wieży było dwóch, przy ciężarówce kolejna para, a koło cysterny jeszcze jeden. Pozostali siedzą w baraku. Przeładował, wycelował i na krótko wstrzymał oddech. Przestrzelony bak, potem wybuch, persony w czarnych szatach były w zaskoczone. Jedynie nieaktywne terminatory zwane SWAT-botami nie reagowały na panikę, jaka znajdowała się dookoła nich. Zaczęło padać, krople deszczu rozbijały się o owiniętą filcowym materiałem lufę, a na potarganym szarym pyszczku zaczął formować się ponury uśmiech. Był to kolejny szaniec armii imperium, którym się zajął. Godzina była jeszcze młoda a wędrówka, którą sobie urozmaicał takimi zagraniami, miała na celu jedno: Pogonić atakujących do zaciśnięcia pierścienia wokół centralnej wioski. Tylko tak miał szansę się przebić. Zza zbrojnymi regimentami maszyn, pośród ubranych na czarno zdrajców rasy. Panika, jak i wściekłości udzieli im się i będą chcieli wykończyć dzielnych obrońców jak najszybciej, nie zważając na środki. Ześlizgnął się ze wzniesienia i dalej ruszył w las, nucąc cicho tylko sobie znaną piosenkę.


***


Fiona przyklękła na jedno kolano. Uważnie badała ślad pozostawiony prawdopodobnie przez kogoś od Eggmana. Tails w tym czasie zniknął w jednym z zakrętów tunelu, sprawdzając czy jest bezpiecznie.

-, To musiał być ktoś spory i ciężki... - Stwierdziła. - Prawdopodobnie z protezami nóg, w dodatku ciężko ranny.

- Skąd wiesz? - Lisek wychylił się zza rogu.

- Jedna noga głęboko osadzona w ziemi, jakby się na niej wspomagał, a druga za to mniej, a to, że delikwent ma protezy... Cóż to po prostu widać - Objechała kontur odcisku krańcem ostrza. Był on dziwnie ostry, symetryczny, jakby mechaniczny - Do tego te ślady pazurów, które widzieliśmy przy wejściu... - Wielki robot... Albo ktoś, kto znał tę okolicę. A ty masz coś?

- Oprócz takich samych śladów jak ten, to nic. 


 Lis poprawił pasek od plecaka na ramieniu i spojrzał na ciągnący się przed nimi tunel. Wahał się zrobić pierwszy krok, jakby nie był pewien czy nie popełnia jakiegoś błędu. Nie wiedział tylko jakiego. Po chwili jednak Fi go wyprzedziła, nie zwracając uwagi na jego bezruch. Ogoniasty dogonił ją i oboje kroczyli korytarzem skąpo oświetlonym przez słońce. Po kilku minutach marszu usłyszeli dziwny dźwięk jakby warkot. Grunt pod ich nogami zaczął wibrować, a w powietrzu poczuli swąd spalin. Przyspieszyli chodu, widząc migające światło na skraju tunelu. Kiedy dobiegli na skraj, ujrzeli armię. Istną potęgę, w skład której wchodziły jaskrawo czerwone czołgi, ślizgacze, E-55 z piłami na swych odnóżach, którymi utorowały drogę reszcie, oddziały pojazdów, dział oraz kompanie SWAT-botów, pod którymi się plątali czarni żołnierze oraz Robianie, którzy dokonywali niewielkich prac konserwacyjnych na przemieszczających się pojazdach. W ich pobliżu stał właśnie jeden z niewielkich pojazdów razem z gigantycznym czołgiem połączonym z lemieszem buldożera. Niewielka grupa ubranych na czarno postaci stała i się czemuś przyglądała. Fiona wyciągnęła mapę i obserwowała ją przez chwilę.


- Idą szybciej niż myśleliśmy...- Rzucił lisek, nie odrywając wzroku od wojsk doktora. - Może gdyby tak znaleźć jakiś skrót...

- Zostań tu - Nakazała, a sama przyjęła kamuflaż. Ogoniasty chciał zaprotestować, lecz w oczach Fiony, zanim ta zniknęła, dostrzegł jakiś pomysł. Dodał więc tylko - Uważaj. Nie jesteś nietylkalna, krople deszczu mogą cię zdemaskować.

Szepcząc w chaosiePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!