#20

43 4 1

To nie możliwe! Jakim cudem on opuścił areszt?! Wsiadłam do taksówki i podjechałam pod sam stadion. Weszłam do środka i zadzwoniłam do Andreasa. 

- Halo? Stało się coś? - powiedział zaspany.

- Tak. Mógłbyś przyjechać pod stadion? Błagam Cię.

- Co się stało? - dam sobie rękę uciąć, że nagle wstał z łóżka, bo było słychać jak o coś się potyka.

- Chyba mam zwidy ale Felix chyba jest na wolności.

- Cholera! Zaraz tam będę. Daj mi 10 minut! - rozłączył się.

Zaraz dostanę zawału. Felix miał spędzić w areszcie trzy miesiące. 10 minut później Andreas był pod stadionem. Wyszłam na zewnątrz a on od razu do mnie podbiegł.

- Nic Ci się nie stało? - przytulił mnie.

- Nie. Wbiegłam do środka zaraz po wyjściu z taksówki. - wtuliłam się w niego.

- Musisz wyjechać na jakiś czas dopóki to się nie wyjaśni.

- Niby gdzie?

- Wyjeżdżam za dwa dni na wakacje do Wietnamu. Pojedziesz ze mną.

- Nie ma mowy. Masz odpocząć po sezonie a ja wyjadę za miasto do domku letniskowego moich rodziców.

- Nic Ci to nie da. Przecież jako twój narzeczony na pewno wie o tym domku więc bez problemu Cię tam znajdzie. A wiesz co takiemu do głowy jeszcze strzeli? Wolę byś była bezpieczna dlatego pojedziesz ze mną.

- Nie przesadzasz? Muszę trenować. Nie mogę wyjechać sobie od tak.

- Z tego co się orientuję to nie ma teraz żadnych zawodów. Spokojnie możesz wyjechać na wakacje.

- Ale ja.... muszę zadzwonić do trenera. Zapytam się. - wymyśliłam na poczekaniu. Oby tylko trener kazał mi zostać. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Bielera.

- Caroline? Stało się coś? Tylko jakbyś się mogła pośpieszyć, bo właśnie się pakuję.

- Jasne. Mam tylko jedno pytanie. Jest taka możliwość, żebym wyjechała na wakacje?

- Pewnie. Większość dziewczyn jest już na wakacjach. Nie zapomnij tylko, by znaleźć dwie godziny na trening. Miłego wypoczynku!

- Okej. Wzajemnie! - rozłączyłam się. Cholera! Liczyłam, że się nie zgodzi. Andi ma odpocząć a nie pilnować mnie.

- I co? Zgodził się? - Andreas z rękami w kieszeniach spojrzał na mnie z iskierkami w oczach.

- Tak. Muszę tylko dwie godziny poświęcić na trening.

- Świetnie. Hej! Głowa do góry! Perspektywa spędzenia ze mną tygodnia w Wietnamie chyba nie jest taka zła, co? - poczochrał moje włosy.

- Nie. Oczywiście, że nie. Zawieziesz mnie domu? Muszę się spakować.

- Pewnie, pani Batman. - posłał mi jeden ze swoich idealnych uśmiechów.

ANDREAS:

Matko jedyna! Nie wiem jak dojechałem pod blok Lin a potem do mieszkania Markusa. Wbiegłem jak oszalały po schodach. Kiedy stanąłem przed odpowiednimi drzwiami zacząłem w nie walić pięściami.

- Stary, powaliło Cię? Drzwi mi rozwalisz! - Markus w progu zaczął się drzeć. Nie wygląda za dobrze. Wczoraj musiał nieźle zabalować. W sumie też bym tak skończył gdybym został dłużej.

- Kij z drzwiami. Nie uwierzysz co się stało!

- Kurwa, weź wejdź a nie drzyj się na cały blok. Pominę fakt, że mam kaca mordercę. - wpuścił mnie do środka.

- Stary lepiej usiądź, bo jak Ci powiem co się stało to się przewrócisz!

- Matko jedyna! Kto się tak drze? - do salonu wszedł Stephan, który nie wygląda lepiej od Markusa.

- Stephan, wiesz co się stało?! - nadal darłem się jak opętany.

- Ja pierdole. Andreas, weź gadaj ciszej. - chwycił się za głowę.

- Dobra, sorry. Wiecie, że wyjeżdżam pojutrze do Wietnamu, nie?

- Tak. Jeśli chodzi Ci o podlewanie kwiatków to ja odpadam. - Stephan uniósł rękę.

- Co? Jakie kwiatki? Nie! Nie chodzi o to. - pokręciłem głową przecząco.

- Przecież on w ogóle kwiatków nie ma. - Markus powiedział to takim tonem jakby przed chwilą w jego głowie odbyła się burza mózgów.

- Lin ze mną jedzie! Kurwa, rozumiecie to? Lin jedzie ze mną do Wietnamu! Będziemy nierozłączni przez tydzień!

- Serio? To lepiej nie zmarnuj takiej szansy. Powiedz jej to co czujesz. Może w najlepszym wypadku pójdziecie razem na ślub twojej siostry a potem się ochajtacie. Dzieci i te sprawy. A w najgorszym to... - Stephan wziął oddech. - sam nie wiem.

- Wolę tą pierwszą opcję. - nie ukrywam, ta druga opcja mnie przeraża. Nie ma pojęcia co może się wtedy wydarzyć.

- No to teraz wszyscy wiemy, że się ochajtają lub nie ale ja mam zamiar jak najszybciej wyleczyć kaca. Chcesz pomóc? - Markus zwrócił się do mnie.

- Nie, nie. Wolę pójść się spakować. - opuściłem mieszkanie w mgnieniu oka. To będą niezapomniane wakacje. 

Dawna znajoma | Andreas WellingerWhere stories live. Discover now