Prolog

2.5K 137 21

Urodziłam się siódmego listopada w rodzinie Falcone. Byłam jedynym dzieckiem moich rodziców, pod których czujnym okiem dorastałam. Wymagali ode mnie odpowiedniego zachowania, a ja starałam się ich nie zawieść. Miałam świadomość, czym zajmuje się mój ojciec i jak bardzo było to niebezpieczne oraz ryzykowne. Matka ostrzegała mnie, żebym nie wywijała numerów, których mogłabym pożałować, więc szybko nauczyłam się, aby nie pakować tyłka w kłopoty. Byłam wzorową uczennicą, grzeczną córeczką tatusia oraz jego dumą. Nigdy się buntowałam, nie sprzeciwiałam, nie pyskowałam i nie lekceważyłam wydanych mi poleceń, dzięki temu wiodłam spokojne życie pod kloszem. Ojciec ustalił surowe zasady, dlatego nie byłam na tyle odważna, żeby kiedykolwiek je złamać. To mnie chroniło, bo dzięki temu ojciec był dla mnie dobry i miałam ciut więcej swobody, niż wtedy, kiedy moje zachowanie go rozczarowywało i zabraniał mi wyjść do kina, bądź na spotkanie z koleżankami. Pamiętam, jak kiedyś zapomniałam włożyć naczyń do zmywarki, a ojciec odciął mi internet. To nie tak, że nie mieliśmy gosposi, bo mieliśmy, ale według moich rodziców moim obowiązkiem było dbanie o dom, abym w przyszłości tak samo zadbała o swojego męża. Byłam wtedy naiwną nastolatką, w głowie miałam zabawę w domku na drzewie, a nie sprzątanie i myślenie o małżeństwie. Rodzice bardzo mnie kochali, ale miłość nie zwalniała mnie z przestrzegania zasad. Dlatego byłam słaba, wycofana i strachliwa, czego szczerze w sobie nienawidziłam. Wystarczyło, żeby ojciec podniósł głos, a mnie już przechodził zimny dreszcz. Był kochanym człowiekiem, ale kiedy wpadał w gniew, lepiej było zejść mu z drogi.


W moje siedemnaste urodziny rodzice wyprawili mi cudowne przyjęcie, czym byłam bardzo zaskoczona. Cóż, to nie była osiemnastka, co wiązało się z osiągnięciem pełnoletności, ale rodzice i tak zaprosili ogromną ilość gości, a ja dostałam wymarzone prezenty. Pamiętam, jak bardzo byłam wtedy szczęśliwa i tak beztroska, kompletnie nie spodziewając się nadchodzącego ciosu. W tym samym dniu, w którym na oczach rodziców wypiłam lampkę szampana i jednego, słabego drinka, w dniu, w którym uśmiech nie schodził mi z twarzy, a przyszłość wydawała się niesamowita, moi rodzice posadzili mnie na kanapie w salonie i wypowiedzieli słowa, które zniszczyły ten dzień doszczętnie. Siedziałam tam, patrzyłam im w oczy, ale czułam, że duszą jestem daleko, daleko od rodzinnego domu, byle tylko nie dopuszczać do siebie myśli, że moja niesamowita przyszłość właśnie pękła niczym mydlana bańka. Na coś takiego nie byłam gotowa, a ta wiadomość zabolała niczym kula prosto w serce. Ojciec tonem nieznoszącym sprzeciwu i surowym oświadczył, że w dniu moich osiemnastych urodzin wyjdę za mąż. To wtedy zrozumiałam, że ta piękna impreza miała być moim pożegnaniem. Za rok w tym samym dniu stanę na ślubnym kobiercu, zmuszona złożyć przysięgę mężczyźnie, którego nie będę kochała.


Na początku pojawiał się złość, a raczej gniew. Moje dłonie same zwinęły się w pięści, a serce obijało się o żebra, niemal sprawiając ból. Pragnęłam po raz pierwszy w życiu sprzeciwić się, wykrzyczeć, że za nic w świecie tego nie zrobię, mimo to siedziałam cicho, w środku rozpadając się na tysiące maleńkich kawałeczków. Wiedziałam, że rodzice to bezwzględni ludzie, którzy wiele razy nie cofnęli się przed niczym, żeby tylko osiągnąć cel, ale aranżowane małżeństwo? Nigdy wcześniej o tym nie myślałam, jednak siedząc tam, zastanawiałam się, czy praktykuje się to w dwudziestym pierwszym wieku. Bo niby jak żyć z obcym człowiekiem, kompletnie go nie znając? Jak pozwolić mu na dotyk bądź seks, skoro w sercu nie będzie żadnych uczuć? Kiedy niepewnie zapytałam o to ojca, odpowiedział twardo i poważnie:

- Córeczko, to małżeństwo to wspaniały interes, a ja wiele zyskam, łącząc nasze rodziny. Rozumiem, że to dla ciebie zaskoczenie, ale w tym świecie, w którym przyszło nam żyć, to nic nadzwyczajnego. Bossowie oddają swoje córki, aby interes nadal się kręcił. Ostrzegam cię, nie waż się przynieść mi wstydu.

Blood from Blood #2Przeczytaj tę opowieść za DARMO!