Rozdział trzydziesty drugi

934 107 125

Powstaniem z martwych czy wejściem smoka raczej bym tego nie nazwała, ale mam i tak niezły czas, w porównaniu do rocznej obsuwy między trzydziestym a trzydziestym pierwszym rozdziałem.

Tak jak już trochę zaspojlerowałam – ten rozdział jest nudny (nie żeby inne były jakieś porywające, ale ten wyjątkowo ciągnie się jak guma z majtek). Mamy Tessę i Hardina w jednym pokoju. No i jest ciemno.

Rozglądam się po dużym pokoju, który przypomina mi hotel. W centralnym miejscu pod ścianą stoi łóżko z baldachimem z ciemnego płótna; wygląda królewsko z co najmniej dwudziestoma poduszkami przy zagłówku. Na ogromnym biurku z drewna wiśniowego stoi komputer z większym monitorem niż telewizor w moim pokoju w akademiku. Okno wykuszowe obudowano ławą, a pozostałe okna zasłaniają grube granatowe zasłony, całkowicie odcinając dopływ światła.

Z tego opisu to wnioskowałabym, że to pokoju w Hotelu Transylwania. Chociaż pewnie jakby to zobaczył Dracula, to zrobiłby większe rewolucje niż Rozenkowa w „Piekielnym hotelu".

– To jest mój... pokój – wyjaśnia Hardin, pocierając dłonią kark. Wygląda na zakłopotanego.

– Masz tutaj pokój? – pytam, chociaż to oczywiste.

Nie, stara, jak przyjeżdża się przekimać, to ojciec lokuje go na wycieraczce.

Dlaczego jej ostatnia szara komórka pozwala zadawać tak głupie pytania i jeszcze równocześnie dawać do zrozumienia, że są tak beznadziejnie oczywiste, że powinna zamilknąć?

To dom jego ojca i Landon najwyraźniej też tu mieszka.

Cieszę się, że potrafisz dodać dwa do dwóch, naprawdę.

– Tak... chociaż nigdy w nim nie spałem... aż do dzisiaj.

Siada na skrzyni w nogach łóżka, żeby rozwiązać sznurowadła. Zdejmuje skarpetki i wkłada je do butów.

Głowa mi puchnie na myśl, że jestem częścią tego pierwszego razu Hardina.

Mi też zaczyna puchnąć, ale z innych powodów.

Dzienna dawka głupoty: 293

Rozpina czarne spodnie i zsuwa je z nóg.

– Co robisz?

– Rozbieram się?

– Ale dlaczego?

Przypomniała mi się taka scena z jakiegoś filmu, gdzie rodzice chcieli wynająć dla syna kowbojów-animatorów na imprezę urodzinową, a okazało się, że to striptizerzy. I czuję się, jakby ta laska też oczekiwała czegoś innego, niż, nie wiem, rozebrania się przed pójściem spać.

Dzienna dawka głupoty: 294

Chociaż część mnie umiera z pragnienia, by znów mnie dotknął, mam nadzieję, że nie myśli, że będę uprawiać z nim seks.

Ja tam nie wnikam w cudze sprawy łóżkowe, bo nie jestem niczyim prześcieradłem, ale to mimo wszystko niezbyt podniecające, jeżeli typ rozbiera się, a ty stoisz jak słup soli z przerażeniem w oczach.

– Cóż, nie zamierzam spać w dżinsach i butach – oświadcza ze śmiechem. Odgarnia włosy z czoła, stawiając je na sztorc.

Analiza "After"Przeczytaj tę opowieść za DARMO!