🌙💎 Rozdział 18🌙💎

52 4 3

Zaspana poszłam do łazienki się ubrać i umyć aby wyglądać jakoś tego ostatniego dnia. Nic nie pamiętałam co się ze mną działo wczorajszego wieczoru. Po prostu obudziłam się na podłodze nie wiedząc czemu. Zaświeciłam światło. Kto wymyśla aby na równą 7 iść do szkoły?! Przetarłam oczy i uchyliłam powieki. Moje brązowe oczy stały się jakoś jaśniejsze niż wcześniej albo mi się po prostu wydaje. Włosy także się nieco rozjaśniły. Końcówki były prawie blond a powinny być orzechowe. Olałam to i weszłam pod prysznic. Omal nie zasnęłam. Mogłam się wcześniej położyć. Wyszłam i rozpuściłam włosy. Ponownie spojrzałam w lustro. Zauważyłam coś, co wywołało burzę w mojej głowie. Na moim ramieniu spoczywał ogromny siniak wielkości zakrętki od soku. Nagle wszystko mi się przypomniało. Kometa, kamień z karteczką... Właśnie! Kamień! Wybiegłam z łazienki i podeszłam do biurka. Wzięłam go do ręki i zaczęłam oglądać go ze wszystkich stron. Nic się nie zmienił od tamtego wieczoru. Na co ja liczyłam? Pozostało mi zapomnieć o tej niepokojącej sytuacji. Ubrałam się zeszłam na dół aby zjeść śniadanie. Dobra śniadanie do za duże określenia jak na jedną kromkę chleba. Nie zdążyłabym zjeść nic więcej oprócz niej. Założyłam słuchawki na uszy jak to mam w zwyczaju i udałam się do szkoły.

W szkole czułam się wyjątkowo nieswojo. Znaczy na co dzień czułam się dziwnie, ale to, w jaki sposób czułam się dzisiaj aż mnie niepokoiło. Idąc korytarzami obok uczniów czułam ich aurę, ich samopoczucie, ich uczucia, ich więzi. Jakbym znała te osoby na wylot. Od lat. Z każdą minutą przebywania w tej szkole ten stan się nasilał a ja już nie mogłam odróżnić do kogo, jaka aura należała. Wszystko zlewało się w jedną dużą papkę emocji. Na początku jakoś to jeszcze wyglądało. Miałam lekcje w salach gdzie zwykle dużo osób nie przebywa więc łatwo mogłam odróżnić do kogo ona należała. Lecz teraz w moich myślach zapanował chaos niczym na wojnie. Emocje innych przyćmiewały moje własne i nawet nie wiedziałam jak się czuję i czy w ogóle jestem jak kol wiek obecna.

Dzień minął w zastraszającym tempie. Aby ochłonąć udałam się na plac zabaw. Wiem, że to głupie, ale tylko tam umiem zebrać swoje myśli w jedną całość. Wybrałam to miejsce jeszcze z jednego powodu. Nie było tam ludzi co przez ich aurę nie mogłam trzeźwo myśleć a co dopiero powiedzieć. Usiadłam na huśtawce i zaczęłam się huśtać w rytm muzyki grającej w moich słuchawkach.

Minęło ponad dwie godziny aż wreszcie poukładałam sobie wszystko w głowie. Cel: Unikać ludzi. Wiem, że będzie to trudno zważywszy na to, że szkoła aż pęka od ilości uczniów w niej, ale dam radę. Będę się chować w łazience a na lekcji usiądę w najbardziej schowanym miejscu, jaki jest w salach. Dam radę - Te słowa powtarzałam sobie non stop.

Wróciłam do domu. Mamy dalej nie było. Pojechała na jakąś delegację w innym mieście. Czyli zostałam sama z Ojcem. Czas kolejną z wielu bitew na tej wojnie.

- Gdzie ty znowu byłaś?! - Za ściany wyłonił się Ojciec. Czułam na samej sobie jak kipi złością. Próbowałam zaglądnąć w głąb jego duszy i umysłu, aby dowiedzieć się co stało się takiego, że sam stał się takim człowiekiem. Tak to było strasznie głupie, że tak mało doświadczona osoba, jak ja próbuje to zrobić. Posiadam tą "Umiejętność" tylko przez jeden dzień a ja już chce zaglądać w czyjeś dusze i studiować ich historię. Mimo wszystko zrobiłam to. Moim oczom ukazał się obraz małego chłopca. Był przerażony a po jego policzkach spływały gorzkie łzy. Nad nim stał rozwścieczony mężczyzna z ogromnym skórzanym pasem. Tylko tyle udało mi się ujrzeć. Gdy się "Obudziłam" z tego transu zobaczyłam, że mężczyzna, który przed chwilą chciał mnie uderzyć teraz stał i się nie ruszał. Skorzystałam z okazji i uciekłam na górę. Zamknęłam drzwi na klucz i spojrzałam na moje dłonie. Co się ze mną dzieje?! Odetchnęłam i podeszłam do szafy. Wyjęłam mały plecak. Spakowałam do niego najpotrzebniejsze rzeczy. Ubrania, Latarkę i takie inne pierdoły. Jeśli aż tak inni na mnie działają to trzeba znaleźć inne rozwiązanie. Po prostu uciec do lasu gdzie nie ma żadnych ludzi. Nagle mnie olśniło. Po co uciekać do lasu skoro mogę do parku. To tam spotkałam tego chłopaka. Dalej nie pamiętam jak się nazywał.

Wyszłam oknem tak samo, jak tamtej nocy. Na tę myśl przeszedł mnie zimny dreszcz. Gdy udało mi się zejść z tego okropnego drzewa udałam się do miasta. Przyznam, że nie łatwo było unikać ludzi. Im bardziej ich nie dopuszczałam do siebie to jak na złość, tym bardziej czułam ich aurę. Nawet z daleka. Szłam uliczkami, które były albo mało znane, albo z grupy tajemniczej gdzie zwykle wszyscy mężczyźni typu "Bad Boy" się bawili lub palili. Nie bałam się. Wręcz przeciwnie. Byłam bardzo zadowolona. Nie wiem czemu. Można powiedzieć, że ja ostatnio nic nie wiem. Nie wiem kim jestem, co się ze mną dzieje, czemu nie pamiętam nic prócz tych 4 ostatnich lat, dokąd zmierzam i co się ze mną stanie. Tyle pytań a zero odpowiedzi. Nie zauważyłam, kiedy doszłam do owego parku. Pozostało mi tylko udać się na wielką górę gdzie po raz ostatni widziałam chłopaka. Jak pomyślałam tak i zrobiłam.

Na górze nie spotkałam nikogo. To chyba dobrze. Słońce powoli zachodziło. Usiadłam i wpatrywałam się w to zjawisko. W ostatnim czasie zrobiło się naprawdę ciepło. Dochodziło nawet do 25 stopni. A przecież mamy dopiero Luty. Nie przeszkadzało to mi. Uwielbiam, gdy jest ciepło lub gorąco. Byłam tak zamyślona, że nawet nie dostrzegłam, że ktoś usiadł obok mnie. Odwróciłam głowę i spojrzałam na tą osobę. Był to chłopak. Lekko się do mnie uśmiechnął. Pamiętam ten uśmiech....

- Jak tam? Uciekinierko? - Zaśmiał się ....

♥♥♥♥♥ ♥♥♥♥♥ ♥♥♥♥♥ ♥♥♥♥♥

Boom! Wstawiam kolejny rozdział :>

Nie będę się rozpisywać... Mam nadzieję, że się spodobał :D

Teletubisie mówią papa :*

🌸💙Księżycowy Kryształ 💙🌸Przeczytaj tę opowieść za DARMO!