#16

61 3 0

Siedem sukienek w szafie a ja oczywiście nie wiem którą ubrać. Ubrałam czarną, zrobiłam zdjęcie w lustrze i wysłałam do Laury.

 Laura: Co Ty na pogrzeb idziesz? Ta odpada na sto procent! Weź ubierz jakąś kolorową!

Caroline: Ta może być? [ZDJĘCIE]

Laura: Nie, ta też nie. Nadaje się bardziej na rodzinny obiad niż na imprezę.

Caroline: To jaką mam ubrać?

Laura: Masz jeszcze tą błękitną?

Caroline: Mam, poczekaj chwilę.

Caroline: I jak?

Laura: Świetnie! Idziesz w tej! I do tego koniecznie ubierz srebrne dodatki i szpilki!

Caroline: Dzięki :*

Trzy godziny później Vincent przyjechał do mojego mieszkania. Wypiliśmy kawę i wyszliśmy. Impreza zaczyna się o 15:00. Pierwsze 1,5 godziny jest zajęte dla dziennikarzy. Wywiady oraz zdjęcia na tzw. ściankach. Nie zawsze czuję się komfortowo w takiej sytuacji. Potem będzie przemówienie prezesa, jakiś posiłek i bailando. Zawsze tak jest więc nie spodziewam się jakiś wielkich zmian. Jak tylko przyjechaliśmy parę minut przed 15:00 stanęliśmy przy tej ściance i oślepił mnie blask fleszy. Moje oczy krwawią. Potem kilkanaście krótkich wywiadów. Myślałam, że Ci dziennikarze się pozabijają jak mnie zobaczyli. Na przemówieniach nie uważałam za bardzo, bo i tak gadają to samo. Godzinę później po kolacji zaczęła się impreza. Pierwszy drink, drugi, trzeci, dziewiąty. Na szczęście mieliśmy kilku zaufanych kierowców, którzy odwozili tych nietrzeźwych. Szczerze? Chyba nalali mi wody a nie wódki do tych drinków, bo trzymałam się dość długo. Dopiero około trzeciej w nocy odwieźli mnie do domu. Doczołgałam się do mieszkania, przebrałam się w piżamę, zmyłam makijaż nie wiem jakim cudem i rzuciłam się na łóżku.


Co za idiota dobija się do mojego mieszkania tak wcześnie? Moja głowa! Gdzie miałam rozum? W życiu się tak nie upiłam. Nawet na pożegnalnej, kameralnej imprezie u chłopaków. Ponoć powiedziałam Andreasowi, że go kocham. A to dobre! Leniwie wstałam z łóżka i poszłam otworzyć.

- Caroline, co się stało? Jak Ty wyglądasz?! - mój tata stał w progu z wyszczerzonymi oczami.

- Skutki uboczne wczorajszej imprezy. Wejdź. - odchyliłam drzwi a mój tata wszedł do środka i ściągnął kurtkę.

- Masz rozmazane czarne coś pod oczami.

- Pewnie tusz. Co tu robisz tak wcześnie rano?

- Rano? Jest po jedenastej. Mama kazała mi po Ciebie przyjechać.

- Poczekaj chwilę. Przebiorę się w coś i jakoś doprowadzę do porządku.

- Mogę napić się czegoś?

- Pewnie!

Pół godziny później w najzwyklejszych dresach i bez makijażu zabrałam telefon oraz klucze. Opuściłam mieszkanie i pojechałam do rodzinnego domu. Nie mam siły na nic dzisiaj. Kac morderca. Moja mam oczywiście mnie wyściskała jakby nie widziała mnie z kilka lat. Jak zjedliśmy obiad i tata przyniósł swoje popisowe ciasto ktoś zadzwonił do drzwi.

- Otworzę. - poszłam sprawdzić kto postanowił nawiedzić moich rodziców.

- Lin? 

- Julia? Matko, kopę lat! Wejdźcie. - otworzyłam szerzej drzwi. Julia Wellinger we własnej osobie wraz z jakimś mężczyzną weszła do domu i skierowali się do salonu. Okazało się, że przyszli zaprosić Nas na ślub. Malcolm - narzeczony Julii - okazał się bardzo sympatyczny i zabawny. Tylko je mały problem związany z moją obecnością na uroczystości. Dostałam zaproszenie z osobą towarzyszącą. Ups...

Dawna znajoma | Andreas WellingerWhere stories live. Discover now